feministyczno-genderowo-queerowa mozaika myślowa
Zakładki:
kontakt:
O nas
Gender studies
.ORG
Queer
Źródła
Domownicy
Stali goście


Miłość nie wyklucza - żądamy ustawy o związkach partnerskich!
sobota, 08 marca 2008
dlaczego obchodzę 8 Marca
25 marca 1911 roku w Nowym Jorku wybuchł pewien pożar, który, jak twierdził David von Drehle, zmienił na zawsze Amerykę. I feminizm.

Triangle Shirtwaist była typową, jak na ówczesne standardy, fabryką odzieżową, w której pracowało się po 10-12 godzin dziennie. Szwalnie znajdowały się na 7-10 piętrach dziesięciopiętrowego wieżowca. Oświetlano je lampami gazowymi. Tam też składowano materiały. Szwaczki, imigrantki lub córki imigrantów z Włoch i Europy Wschodniej, były w większości młode i niezamężne. Najmłodsze miały kilkanaście lat. Podczas krótkich przerw dziewczyny wychodziły na korytarz na papierosa, albo wisiały na parapetach patrząc na ulice.

Pożar wybuchł w sobotnie popołudnie, tuż przed zamknięciem fabryki. Na siódmym piętrze. Być może niedopałek papierosa. Może zapałka. Może lampa gazowa. Iskra spadła na bele bawełny i reszta jest historią. Robotnice z ósmego i dziesiątego piętra zdołały uciec z hal, ale tylko po to by znaleźć się w potrzasku schodów ewakuacyjnych i wind, które zawaliły się pod ich ciężarem. Na dziewiątym piętrze spanikowane dziewczyny znalazły zatrzaśnięte drzwi ewakuacyjne – jeden z majstrów zamknął je celowo, żeby szwaczki nie wymykały się na papierosa w czasie pracy, czy też żeby zapobiec kradzieży materiałów. Zatrzaśnietych drzwi nie zdołano wyważyć na czas.

Fabryka zatrudniała ok. 500 robotnic. Pożar pochłonął 146 spośród nich. Większość spłonęła żywcem. Kilkadziesiąt zabiło się wyskakując przez okna. Część zginęło pod zawalonymi schodami ewakuacyjnymi. Jeszcze inne spłonęły w windach.

Pożar w Triangle Shirtwaist uznano za jedną z największych katastrof przemysłowych w historii Stanów Zjednoczonych. A potem był proces i właścicieli fabryki - Maxa Blancka i Isaaca Harrisa – uniewinniono od zarzutów niezapewnienia bezpieczeństwa pracy.

Międzynarodowy Dzień Kobiet to wynalazek amerykański, podobnie jak Święto Pracy. Amerykańska Partia Socjalistyczna ustanowiła to święto na dwa lata przed tragedią w Triangle Shirtwaist. Jego inicjatorzy, o ironio, chcieli zwrócić uwagę na warunki pracy i niskie płace robotnic pracujących w przemyśle lekkim; na problemy, które „wychodziły“ na nowojorskie ulice już od połowy XIX-go wieku. I zwykłe były rozganiane przez policję.

Wiele jest idei i historii, które upamiętnia 8 Marca. I wśród nich jest też Triangle Shirtwaist Fire. Dlatego ten dzień to święto kobiet pracujących – które może nie tyle „żadnej pracy się nie boją“, ile mają nadzieję, że w pracy nic im nie grozi.

Życzę więc Wam i sobie, aby wszystkie z nas pracowały w bezpiecznych warunkach, za godziwą płacę i z satysfakcją.

Ale przede wszystkim pamiętajmy, że nadal na świecie większość kobiet pracuje w nielepszych warunkach niż w Triangle. W tysiącach fabryk w Azji i Ameryce Łacińskiej miliony kobiet pracują jako najtańsza i najbardziej eksploatowana siła robocza. I chociaż wiemy, że tanie azjatyckie towary produkują w większości kobiety i nieletni (czasem kilkuletnie dzieci), za śmiesznie niskie wynagrodzenie, bez świadczeń socjalnych i w podobnych waunkach jak w Europie i Stanach sto lat temu, to wolimy o tym nie myśleć, ciesząc się siłą nabywczą naszego portfela, kupując tandetę, która w istocie kosztuje znacznie więcej. Tyle że nie my pokrywamy wszystkie koszta produkcji, bo taniość produktów osiąga się kosztem skandalicznego zaniżenia zarobków tych kobiet i dzieci, czyli utrzymywania milonów w biedzie. Ale zbyt często wolimy udawać, że to przecież nie nasz problem - bo one/oni to nie my. O tym przypomina np. ten video projekt grupy gender studies z University of Buffalo.

Triangle Shirtwaist Fire Project

 

czwartek, 10 maja 2007
rybki w akwarium

Gertrude Fiske, Goldfish, 1913, olej na płótnie.

Feministyczne historyczki sztuki już od czterech dekad polemizują z konserwatywnymi koneserami i innymi intelektualistami na temat tego, dlaczego w historii nie było kobiecej wersji Michała Anioła… Podziwiać należy ich cierpliwość, bowiem w istocie – pytanie jest głupie. Jest głupie, jeśli zważy się na kontekst historyczny. Jest głupie, jeśli dostrzega się kontekst ekonomiczny i społeczny twórczości artystycznej; jeśli wreszcie uzmysłowi się sobie praktykę tworzonia sztuki do końca I wojny światowej.

Czy w średniowieczu kobiety mogły zostać członkami cechów artystycznych? Czy mogły podróżować wiele lat, samotnie, z jednego warsztatu mistrza do drugiego? Czy w czasach nowożytnych istniało przyzwolenie społeczne na pobieranie nauk malarskich przez kobiety, nie jako amatorki, ale - profesjonalistki (co znaczy – po to, aby zarabiać pieniądze jako zawodowe malarki)? Czy kobiety w ogóle mogły zarabiać uprawiając wolne zawody?
Artemisia Gentileschi czy Elizabeth-Louise Vigee-Le Brun dziedziczyły fach po ojcach i braciach, na mocy zwyczaju cechowego i ich wyjątkowość jedynie potwierdza regułę.

Czy zezwalano kobietom na szkicowanie aktu (męskiego!) z natury – tej podstawy warsztatu malarskiego? Nie, bo takie praktyki stały w sprzeczności z teorią stworzenia i ideologią naturalnego porządku władzy między kobietą a mężczyzną, w tym także władzy spojrzenia. Szkicowanie nagiego modela narażało na szwank cnotliwość młodych kobiet i raniło poczucie przyzwoitości mieszczańskiej. W drugiej połowie XIX-go wieku Maria Baszkircew żaliła się: “Jakże mam być artystką, skoro nie mogę sama wyjść na ulicę i zawsze muszę brać dorożkę; kiedy nie mogę siedzieć na ławce w Tuilleriach i obserwować przechodniów - bez przyzwoitki; jeśli nie wolno mi samotnie wejść do muzeum, żeby zrobić kilka szkiców; jeśli nie mogę patrzyć wprost w twarze mijanych ludzi, włóczyć się po ulicach kiedy chcę i gdzie chcę?”

Sfera publiczna skutecznie ograniczała choreografię ruchów i spojrzeń artystek. Dlatego malarki XIX-go wieku przedstawiały ten świat, który znały najlepiej. Z tego powodu, a nie tylko za sprawą “kobiecego narcyzmu", często malowały swoje autoportrety, swoje małe “domowe królestwa” - salony, kuchnie, sypialnie, balkony, ogrody. Przestrzeń zamkniętą. Swoje więzienia. Siebie nawzajem.

niedziela, 18 marca 2007
zmarła Lucie Aubrac


Lucie Aubrac, najsłynniejsza bohaterka i symbol roli kobiet we francuskim ruchu oporu podczas II wojny światowej zmarła w Paryżu w wieku 94 lat.

Książki Lucie Aubrac:

La Résistance (naissance et organization) (1945)
Ils partiront dans l’ivresse
(1984)
La Résistance expliquée á mes petits-enfants
(2000)

Filmy o Lucie Aubrac:

L’Armé des ombres Jean-Pierre Melville (1969)
Boulevard des hirondelles José Yanne (1991)


wtorek, 16 stycznia 2007
Biedroń o Różowym Pomniku
Robert Biedroń na swoim blogu pisze o projekcie pomnika homoseksualistow – ofiar Nazisów.

http://robertbiedron.blog.onet.pl/2,ID164822956,SL165965025,index.html

Biedroń jest sceptyczny wobec pomysłu stawiania kolejnego pomnika, a jednocześnie apeluje o włączenie wiedzy na temat prześladowania homoseksualistów do programów oświatowych. Autor słusznie wskazuje na to, że ofiarami Nazistów nie byli wszyscy homoseksualiści, a tylko obywatele III Rzeszy. Bardzo rozsądny komentarz.

Warto dodać, że kultury gejowskie, które rozkwitły w czasach Republiki Weimarskiej, w retoryce nazistowskiej stały się synonimem dekadenckiej “zgniłej” demokracji. Prześladowania homoseksualistów wiązały się z ich “aspołeczną” postawą. W kontekście narodowo-socjalistycznej rewolucji moralnej, odrodzony moralnie mężczyzna niemiecki reprezentował rodzinnego patriarchę i stał się antytezą homoseksualnego (lub biseksualnego) “lekkoducha”. Prawdziwy Aryjczyk był mężczyzną heteroseksualnym. Homoseksualizm przypisywano semityzmowi (co zresztą nie było wymysłem nazistów, ale zapożyczeniem z wcześniejszego repertuaru antysemickiej mitologii, zwłaszcza popularnej katolickiej). W istocie jednymi z pierwszych ofiar nazistowskiej nagonki na homoseksualistów stał się nazista Ernst Rohm i inni przywódcy SA, których SS wymordowała podczas Nocy Długi Noży. Historycy nadal spierają się, czy Rohm był rzeczywiście homoseksualistą, czy też jego homoseksualizm zostal sprokurowany post factum, dla uzasadnienia morderstwa. Jednak z tego powodu problem upamiętniania homoseksualistów, jako ofiar Nazismu komplikuje się.

W swoim komentarzu Biedroń nie wspomina o kobietach, za to wyraźnie podkreśla prześladowania mężczyzn homoseksualnych. Decyzja dość problematyczna.

To prawda, że kobiety w mniejszym stopniu stały się ofiarami polowań na homoseksualistów. Jednak w ich przypadku oskarżenia o homoseksualizm pełniły rolę dodatkowych zarzutów przy prześladowaniach z paragrafów rasowych i politycznych. Stało się tak dlatego, że w czasach, gdy kobiety były “kobiece”, a mężczyźni “męscy”, Naziści uznali kobiecy homoseksualizm za mniej groźny dla projektu “moralnego odrodzenia” społeczeństwa niemieckiego, o ile te spełniały swoje obowiązki prokreacyjne. Niemniej nie można twierdzić, że homoseksualne kobiety nie były prześladowane za swoją orientację seksualną, a właściwie – za odmowę prokreowania czystych rasowo dzieci dla Trzeciej Rzeszy (jak projekt lebensborn wskazuje, niekoniecznie prokreacje w małżeństwie). Naziści stygmatyzowali oskarżeniem o lesbianizm intelektualistki i artystki o lewicowych poglądach.

W przypadku Niemek śmiertelnym przestępstwem stały się natomiast kontakty seksualne z przedstawicielami “ras niższych”. Za świadome “zanieczyszczanie rasy aryjskiej” groził tym kobietom obóz, więznienie, śmierć, społeczny ostracyzm. W stosunku do mężczyzn niemieckich Nazistowskie prawo i praktyka społeczna widziało zagrożenia. Poprzez stosunki seksualne ze Słowiankami reprodukowano niewolników. (Piętnowano natomiast kontakty seksualne z Żydówkami.) Taka logika rasizmu jest znana z wcześniejszych historii społeczeństw praktykujących niewolnictwo.

W 1999 Max Färberböck zrealizował film o lesbijkach berlińskich “Aimee und Jaguar”. Film bardzo ciekawy, choć kontrowersyjny. Wart obejrzenia. Zainteresowani tematem powinni szukać prac George’a Mosse – wybitnego badacza Nazizmu i historii seksualności. A tu wybór prac dotyczących tematu. Może się komuś przyda? :)

Veronika Weis, Sexualität und Kontrolle: Verfolgung und Diskriminierung Homosexueller in Österreich im Dritten Reich und heute (2006).
La déportation des homosexuels: actes des quatrièmes Assises internationales de la mémoire gay et lesbienne (2006)
Klaus Müller, Doodgeslagen, doodgezwegen: vervolging van homoseksuelen door het nazi-regime 1933-1945 (2005)
Gary Schmidt, The Nazi Abduction of Ganymede: Representations of Male homosexuality in Postwar German Literature (Oxford, 2003)
Gays and lesbians in the Holocaust. (United States Holocaust Memorial Museum, 2003)
Andreas Pretzel, NS-Opfer unter Vorbehalt: homosexuelle Männer in Berlin nach 1945 (2002)
Dagman Herzog, Sexuality and German Fascism (Austin: University of Texas Press, 2002)
Scott Eric Lively,
Kevin Abrams, The Pink Swastika: Homosexuality in the Nazi Party (2002)
Stefan Micheler, Denunziert, verfolgt, ermordet: Homosexuelle Männer und Frauen in der NS-Zeit (2002)
Florian Georg Mildenberger, Kulturverfall und Umwandlungsmännchen: die Psychiatrie und die Homosexuellen im Dritten Reich am Beispiel München (2000)
Stephan Heiss, Wolfgang Schmale, Polizei und schwule Subkulturen (Leipzig: Leipziger Universitätsverlag, 1999)
Günter Grau,
Claudia Schoppmann, Patrick Camiller, Hidden Holocaust?: Gay and Lesbian Persecutioin
Germany
, 1933-45
(1995)
Richard Plant, The Pink Triangle: The Nazi War Against Homosexuals (1986)
Frank Rector, The Nazi Extermination of Homosexuals (1981)