feministyczno-genderowo-queerowa mozaika myślowa
Zakładki:
kontakt:
O nas
Gender studies
.ORG
Queer
Źródła
Domownicy
Stali goście


Miłość nie wyklucza - żądamy ustawy o związkach partnerskich!
środa, 12 marca 2008
Janusz Szowinista
Obejrzałam,wysluchałam i się zastanawiam po co JKM został ten tytuł Szowinisty Roku przyznany.
Przecież on tylko na to czekał,żeby przy tej okazji swoje mądrości życiowe wygłaszać.

Widać,iż wyznaje on zasadę ,

że nie jest ważne czy mówią o nim dobrze czy źle, ważne że mówią.

 

Ale ja mu większej reklamy robić nie bedę ...dlatego na tym kończę.
20:50, gertruda-iza , obejrzane
Link Komentarze (3) »
piątek, 14 września 2007
Biseksualne science fiction

Oglądam sobie ostatnio Torchwood, najnowsze dzieło Russella T Daviesa (zachwyt nad "Queer as Folk" skłonił mnie do zapoznania się z całym dorobkiem tego kultowego brytyjskiego scenarzysty i producenta). I mam problem, bo... od czegoś takiego naprawdę trudno się oderwać:

Fakt, film nie poraża zbytnim przeintelektualizowaniem. Próżno w nim też szukać brytyjskiego humoru w dawkach większych niż mikroskopijne, przekomarzania się z widzem czy niespodziewanych zwrotów akcji, tak charakterystycznych dla innych dzieł Daviesa. "Torchwood" przykuwa jednak uwagę z zupełnie innych powodów.

Primo, jest to pierwszy w historii telewizji serial, w którym wszyscy główni bohaterowie są biseksualistami. Były już produkcje opowiadające o gejach (brytyjski Queer as Folk, Will & Grace), lesbijkach (The L World) oraz gejach i lesbijkach (amerykański Queer as Folk), nie było jednak do tej pory serialu, który by w takim stopniu koncentrował się na osobach zainteresowanych obiema płciami. Tymczasem bohaterowie "Torchwooda" są jak szympansy bonobo – bzykają się z wszystkim, co wygląda na atrakcyjne Homo sapiens, nawet jeśli wstało właśnie z grobu bądź przypruło z mgławicy Andromedy. Wszak, secundo, "Torchwood" to serial z pogranicza science fiction i fantasy, pełen przybyszów z dalekich planet, z innych wymiarów i z tamtego świata. Wszystko to tylko dodaje smaczku eksponowanym w serialu motywom inności seksualnej: jak na przykład zaklasyfikować miłość z Obcym w formie gazu? albo pocałunek z kosmitą płci męskiej zamkniętym w ciele nadobnej niewiasty:

Tertio, do tej pory wątki dotyczące orientacji seksualnej pojawiały się na pierwszym planie niemal wyłącznie w produkcjach obyczajowych i komediowych. Bywały, co prawda, obecne także w innych gatunkach telewizyjnych, ale najczęściej ograniczały się do pojedynczych odcinków bądź dotyczyły tylko niektórych bohaterów. Tu przed wyborem płci, z którą najbliższej nocy przyjdzie spółkować, staje każda z pierwszoplanowych postaci. Jak widać na poniższym klipie, wybór może i nie jest prosty, ale za to jakże przyjemny bywa sam akt wybierania:

Quarto, i to chyba najciekawsze, "Torchwood" to serial dla młodzieży, spin-off bijącego od czterdziestu lat rekordy popularności wśród brytyjskich nastolatków Doktora Who (w którym można było już wcześniej oglądać niektórych jego bohaterów). Co więcej, spin-off, który w rankingach oglądalności zdetronizował rodzica. Bowiem, quinto, 13-odcinkowy serial już na starcie pobił wszelkie rekordy oglądalności w historii cyfrowej BBC w kategorii programu niesportowego (większą liczbę widzów zgromadziły dotąd tylko dwa mecze w 2004 i 2005). Przyznajmy, że, jak na biseksualną mutację wymyślonego w latach 60-tych programu dla dzieci, to całkiem przyzwoity wynik.

Tomasz Łysakowski

środa, 29 listopada 2006
"Pani Mandaryno" czyli POLSKA JEST KOBIETĄ
witam, to taki mały debiut laika, proszę więc o wyrozumiałość :]

Tydzień czekałam na program "Teraz MY" z zaproszonymi Manuelą Gretkowską i Martą Wiśniewską (Mandaryną) i może mniej ze względu na pomysł stworzenia partii kobiet, ale na Mandarynę właśnie. Bardzo mnie ciekawiło dlaczego to ją zaproszono? Czy miała zostać rzucona lwicy (M. Gretkowska) na pożarcie? A może widowni jako apartif przed występem niedoszłego prezydenta miasta stołecznego, a jeszcze obecnego komisarza. Po obejrzeniu programu naprawdę nie wiem jaki Morozowski i Sekielski mieli cel zapraszając gościa, który nie ma nic mądrego do powiedzenia i częściej wydającego ze swego utalentowanego gardła "yyyyy" niż cokolwiek, co miałby jakiś głębszy sens. Nie wiem, może Mandaryna, obok Gretkowskiej jest przedstawicielką jakiejś grupy Polek? Porzuconych, rozwiedzionych, prowadzących własny biznes i radzących sobie bez faceta u boku. W końcu, jak się patrzy chociażby na Warszawę takich "Manadaryn" jest na pęczki, od strony wizualnej oczywiście, i może faktycznie jest ona jakimś tam wzorem do naśladowania. Ale jeśli nawet, to po cholerę zapraszać ją do dyskusji, w której ona nie ma NIC do powiedzenia?? Szczerze mówiąc już wolałabym na jej miejscu zobaczyć Dodę, byłoby chociaż kontrowersyjnie i faktycznie zarysowałby się ostry kontrast, który w toku rozmowy mógł zakończyć się jakimiś wspólnymi przemyśleniami na temat główny. Jednak i tak Mandarynę pobił w swej pustocie poseł Kurski. Naprawdę podziwiam wiarę PiS'u w swoich ludzi, bo jak długo można firmować partyjnie takiego pajaca? "Kobietony" - takiego sformułowania użył poseł dla określenia kobiet-polityków w obecnym sejmie i wszystkich dotychczasowych rządach III RP. Co więcej, obraził premier Suchocką, stwierdzając, że na pewno mało który mężczyzna chciałby spędzić 15 dni z panią premier na bezludnej wyspie. Wychodzi znowu na to, że kobieta w polityce ma się podobać i najlepiej nie zabierać głosu, a jak już głos zabiera to jest brzydka jak Sobecka albo głupia jak Chojarska. Oczywiście to nie jest tylko sposób myślenia PiS'u, przecież swego czasu znane było powiedzenie posłów SLD, że ich posłanki są ładniejsze od posłanek AWS. Nie jest ważne czy są mądrzejsze, istotna jest uroda. Jeśli takie myślenie się nie zmieni, nie mamy co marzyć o równych szansach gdziekolwiek.
Jestem zdecydowanie za powstaniem partii kobiet, nawet jeśli szansa na jej wejście do sejmu jest znikoma. Może ona odegrać inną ważną rolę - zacząć zmieniać w nas samych, Polkach i Polakach świadomość tego, co jest naszą najważniejszą ludzką wartością. Nie wartością płci, tylko czegoś co wychodzi poza płeć, a co jest kompletnie ignorowane. Jeszcze ważniejsze jest, by te zmiany zachodziły przede wszystkim w Polkach. Co z tego, że skrzyknie się grupa kilku przebojowych kobiet, jeśli znaczna część, jak nie większość kobiet w Polsce myśli jak Kurski, którym się wydaje, że samorealizacja to realizowanie siebie w oparciu o mężczyznę, rodzinę i domowe obowiązki, które nie wierzą w siebie i nie wierzą w jakiekolwiek zmiany, które są rozleniwione przez swoje "pogodzenie" się z własnym losem i rolą, w jakiej zostały obsadzone lub same się obsadziły. Kobiet w polityce nie będzie więcej, jeśli każda, zanim podejmie jakiś krok angażujący ją w kwestie spoleczne, uzna, że i tak mężczyzna zrobi to lepiej. Owszem, może połowę rzeczy zrobi lepiej, ale nie wszystkie i ważne jest, by końcu sobie uświadomić, że my również mamy nie tylko prawo, ale i obowiązek stanowienia o sobie, o kobietach.
Są kobiety, które chcą pozostać w domu, czują takie powołanie i nie widzą siebie w innej roli, spełniają się jako matki i żony. I bardzo dobrze, i niech będą! Ale jest cała rzesza kobiet, które by mogły, a się im po prostu nie chce. Ta niechęć natomiast wynika nie z lenistwa, ale braku wiary, w to, że ich głos miałby znaczenia. I własnie to trzeba zmieniać!



piątek, 20 października 2006
Stop violence against women

Najnowszy film promujący kampanię Amnesty International, "Stop przemocy wobec kobiet" ("Stop violence against women").


Wystarczy wcisną
ć logo.
06:07, summa_summarum , obejrzane
Link Komentarze (1) »
niedziela, 17 września 2006
Pary homoseksualne i adopcja
poniedziałek, 17 lipca 2006
Reklama propagująca posiadanie dzieci...
W internecie pojawiła się reklama przygotowana przez agencje J. Walter Thompson dla Instytutu Matki i Dziecka w Warszawie.

Radzę zobaczyć, bo jest to dość koszmarne: http://www.press.pl/newsy/pokaz.php?id=5805.

Ukazana jest sala porodowa, na której kobieta zamiast dziecka rodzi odkurzacz. Komentarz brzmi: "A ty, co jeszcze musisz kupić, zanim zdecydujesz się na dziecko?"

Spot ten ma ponoć na celu propagowanie posiadania dzieci.

Mnie jakoś nie zachęca ani do zdecydowania się na urodzenie dziecka, ani też do kupna odkurzacza. Ale nie jestem dobrym targetem. Mam jedno i drugie w ilości podwójnej. Dzieci x 2, jak i 2 odkurzacze (bo jakiś stary egzemplarz dostałam od matki).

Wiem jedno: żeby mieć dzieci trzeba mieć odkurzacz, podobnie jak pralkę, lodówkę, zamrażarkę. Dobrze mieć też zmywarkę, sokowirówkę, robota kuchennego i mikrofalówkę. No i oczywiście samochód i własne mieszkanie.

Wiem też, że dzieci są szczęśliwe wtedy, kiedy są chciane i kochane, a nie rodzone dlatego, że w Polsce spada populacja, ani, że trzeba wypełnić obowiązek narodowy.

No i raczej nie wtedy, kiedy są rodzone przez matki, które nie mają na to warunków, ani ochoty, ani zdrowia.

Proponowałabym inną akcję: propagowanie świadomego rodzicielstwa, refundację środków antykoncepcyjnych, liberalizację ustawy antyaborcyjnej.

Bo uważam, że jedną z największych tragedii naszej rzeczywistości są dzieci-śmieci.


Jak w pracy Arka Bagińskiego, którą wystawiał na “Krzątaninie II” w Galerii BWA Awangarda we Wrocławiu.

W małym ciemnym pomieszczeniu ustawione były wielkie kubły na śmieci, dochodził z nich przeraźliwy płacz dziecka, a wewnątrz wśród worów na śmieci widniały monitory, na których widać bylo niemowlęta – kilka zdrowych i jedno niepełnosprawne.

Arek opowiadał mi, że chciał zrobić pracę bardziej ogólną – na temat ludzi “na przemiał”. Miały znaleźć się tam również wizerunki ludzi starszych. W końcu został przy tych niemowlętach. Pytałam go, czy można tę pracę interpretować jako wypowiedź w sprawie aborcji (chyba najmocniejszy w sztuce polskiej, jakie do tej pory widziałam). Arek powiedział, że chyba tak, bo w końcu ta praca ma wydźwięk społeczny.

Mi skojarzyła się jednoznacznie z doniesieniami o noworodkach wyrzucanych na śmietnik. Jakiś czas temu znajoma z Zielonych dosyłała mi wciąż podobne doniesienia: noworodek znaleziony w śmietniku, porzucone na mrozie dziecko, noworodek pozostawiony w reklamówce na schodach itp., itd. Dzieci w beczkach z kapustą, zakopane na polu itp. Ale przecież to nie wszystko.

Są jeszcze dzieci katowywane, też najpewniej te niechciane. I znowu doniesienia: zmasakrowana czaszka, Kubuś stracił wzrok, dziecko pobite do nieprzytomności i już nieodratowane. Są jeszcze kobiety w desperacji i stąd doniesienia, jak: “śmierć w wyniku nielegalnej aborcji”. Ktoś jakiś czas temu napisał przeraźliwego mejla: siostra rzuciła się z okna wieżowca ze swoim chłopakiem, bo zaszła w ciążę i nie miała możliwości usunąć, a nie mieli też za co żyć. O ilu jeszcze takich koszmarnych tragediach będziemy czytać?

Ten płacz z instalacji Arka był najbardziej koszmarny. Zresztą to była niesamowita praca, bardzo wbijająca się w pamięć.

Ale na ten płacz głusi są panowie (i panie), którzy wprowadzili ustawę antyaborcyjną i którzy plotą bzdury o „ochronie życia”. To wyjątkowa hipokryzja, bo nie liczy się dla nich jakość życia. Tą hipokryzją, jak i ostrym seksizmem ocieka spot reklamowy z kobietą rodzącą odkurzacz...

P.S. tę notę dałam na blogu: www.strasznasztuka.blox.pl, a o reklamie przeczytałam na liście Porozumienie Kobiet.