feministyczno-genderowo-queerowa mozaika myślowa
Zakładki:
kontakt:
O nas
Gender studies
.ORG
Queer
Źródła
Domownicy
Stali goście


Miłość nie wyklucza - żądamy ustawy o związkach partnerskich!
wtorek, 22 kwietnia 2008
podludzkość

do tej pory patrzyłam na Gowina ze zdystansowanym zrozumieniem, czasem nawet z akceptacją, owszem - może wynikała ona bardziej z jego sposobu bycia niż prezentowanych poglądów, ale tak nam życie polityczne spsiało, że jesli ktoś się potrafi wysłowić gramotnie, zdaniami dowolnie złożonymi, wypowiedzi mają logiczny początek i koniec, a często nawet sens - do tego robi to w sposób kulturalny, to od razu awansuje na autorytet. Ale do rzeczy - dla mnie autorytetem nie był, a już teraz wyraźnie widać, że już na pewno - również - nie będzie. Po wczorajszych porannych perorach na temat "in vitro", rozdawaniu łask i niełask (in vitro nie dla kobiet, nie dla związków nieformalnych, bo stamtąd patologie i pedofilia), jawi mi się jako zręcznie ociosany ojciec dyrektor... Kato-Ubermensch. A kysz. Rozumiem, że nie każdemu, komu "się zachce" mieć dzieci z pozaustrojowego zapłodnienia trzeba będzie w przyszłości taki zabieg finansować czy dofinansowywać, ale żeby panu posłu przyszło do głowy ustawowo wyznaczać "lepszość" rodziców...???

poniedziałek, 17 lipca 2006
nieobyczajność gejowska w miejscach publicznych

Na mocy nowej dyrektywy z Komendy Głównej Policji, policjanci którzy zobaczą pary homoseksualne trzymające się za ręce lub w jakikoliwek inny sposób okazujące sobie czułość w miejscach publicznych mają obowiązek wylegitymować te osoby i spisać je za nieobyczajne zachowanie.

Dowiedziałam się o tym od mego znajomego policjanta.
Świeża sprawa.

czwartek, 15 czerwca 2006
bez glosu?

Mialam dzis fantastyczna okazje uczestniczyc w seminarium profesor Glendy MacNaughton  z Uniwersytetu w Melbourne. Seminarium bylo poswiecone zagadnieniom etycznym w badaniach z malymi dziecmi. Nie miejsce tu na szczegolowe sprawozdanie (ale gdyby ktos chcial to zapraszam na priva albo do Dublina) jednak chcialabym opowiedziec o wydarzeniu, ktore Glenda przytoczyla jako przyklad sytuacji etycznie niejasnej.

Instytut, ktoremu szefuje Glenda robi duzo badan dotyczacych swiadomosci roznic spolecznych, plciowych, rasowych, klasowych u malych dzieci. Podczas jednego ze spotkan, badaczka przedstawila dzieciom duza lale o imieniu Cindy. Lalka ta jest biala dziewczynka i ma zamoznych rodzicow, ktorzy wlasnie kupili dom. Cindy zastanawia sie jakie zaslonki beda pasowaly do jej nowego pokoju. Wybor jest nastepujacy: rozowe w serduszka, niebieskie w chmurki, zielone w koparki i zolte w wozy strazackie. Dzieci maja zastanowic sie jakie firanki beda najbardziej odpowiadac Cindy. Grupa (pieciu chlopcow i piec dziewczynek) decyduje, ze rozowe w serduszka. Jednak jedna z dziewczynek podnosi lapke i mowi: "A ja mysle, ze Cindy woli te w wozy strazackie." Dzieci zaczynaja sie smiac. Dziewczynka podnosi glos i mowi: "Uwazam, ze te w wozy strazackie". Dzieci smieja sie jeszcze glosniej i zaczynaja przezywac dziewczynke, ktora sie nie poddaje: "Ja naprawde mysle, ze ona woli te w wozy strazackie!". Dzieci smieja sie histerycznie i okropnie przezywaja dziewczynke. Dziewczynka w koncu daje za wygrana, milknie i do konca sesji siedzi ze zwieszona glowa, nie odzywajac sie.

Dylemat etyczny polegal na tym, ze czyjs glos, ktory w projekcie badawczym powinien byc tak samo uprawniony do zaistnienia, zostal uciszony przez inne glosy. Zadne z dzieci nie zastanowilo sie nawet na chwile, ze serduszka nie sa jedyna mozliwoscia i ze w sumie to Cindy nie musi ich chciec. Dzieci nie pomyslaly, ze ta dziewczynka ma prawo do swojego zdania czy im sie to podoba czy nie. Ale to dzieci, ktore we wczesnym wieku przedszkolnym cechuje spory rygoryzm moralny i niezupelnie jeszcze potrafia przyjac punkt widzenia drugiej osoby. Dzieci w tym wieku dopiero zaczynaja odkrywac roznice miedzy plciami i czesto przyjmuja sztywny punkt widzenia. Taki mechanizm, bo w koncu takie male dziecko ma cala mase rzeczy do przepracowania i potrzebuje wszystkich zasobow. Im wiecej dzieci poznaja i odkrywaja, tym bardziej staja sie gietkie, az do momentu kiedy ludzie nastoletni poddaja w watpliwosc wszystko czego sie w zyciu nauczyli. (Wybaczcie skrot prosze). 

Nie wiem co sie stalo z ta dziewczynka, ale mam nadzieje, ze nie przestala uwazac, ze wozy strazackie beda lepsze serduszek.

Chcialam Wam opowiedziec te historyjke poniewaz mysle, ze jest to dobra ilustracja tego, co sie dzieje kiedy dorosli zachowuja sie jakby byli w przedszkolu. Kiedy jedni ludzie, czujac za plecami sile grupy, przesladuja innych ludzi i zmuszaja ich do wycofania, milczenia, znikniecia. Kiedy glosy ludzi, ktorzy maja w koncu takie same prawa jak cala reszta i ktorzy tak samo wypelniaja swoje obowiazki, sa uciszane i zakrzyczane. Kiedy cos wartosciowego ginie poniewaz do odbioru potrzebny jest szacunek dla drugiego czlowieka.

(Ciesze sie, ze politycy, ktorzy zezwolili na Parade Rownosci zrozumieli, ze te w wozy strazackie sa tak samo fajne jak te w serduszka.) 

środa, 14 czerwca 2006
pomysły na indoktrynacje histo-pseudo-patriotyczną

Wydumane pomysły Ministerstwa Edukacji na temat nauczania historii wywołują zdumienie. Otóż w projekcie ministerialnym historia jako przedmiot szkolny ma zostać podzielona na dwa odrębne przedmioty - historię Polski i historię powszechną, przy czym do tej pierwszej mają zostać włączone elementy wychowania patriotycznego. Rewelacja!

Jak w takim razie zostanie zaklasyfikowana historia Ukrainy, Litwy, Białorusi? Albo, jak kto woli, historia Ukraińców, Białorusinów, Litwinów i Żydów? Jako historia Polski, czy historia powszechna? Kiedy reszta świata (poza tymi, którzy wierzą w geny narodowe) już dawno przemyślała i uznała, że narody to wspólnoty wyobrażone, produkt 19-to wiecznych nacjonalizmów (tych dobrych, ale też tych morderczych), my będziemy uczyć dzieci o świadomości narodowej chłopów pańszczyźnianych za czasów Kazimierza Wielkiego i tudzież wojów Mieszka Pierwszego (bo zdaje się Polacy rodza się wraz z Mieszkiem Pierwszym). Może jeszcze do wszystkich postaci historycznych przykładać będziemy narodową miarkę, np. czy Heweliusz był Polakiem czy Niemcem? A królowie elekcyjni to historia powszechna, czy polska? To Polacy byli, czy Obcy? Jak wieść gminna niesie Minister Edukacji sprawdza przynależność narodową innych posłów oglądając im ptaszki, ale będzie miał problem z zastosowaniem tej organoleptycznej metody do diagnozy historycznej. Oj duże problemy.

Pozazdrościć potencjału intelektualnego w Ministerstwie Edukacji.

Po drugiej wojnie historię tłumaczono walką klas, łącznie z tzw. powstaniami chłopskimi za Mieszka II (XII wiek), a teraz wyjęli klasę i chcę wstawić naród - a indoktrynacja pozostaje ta sama. I ignorancja też. Po co więc pisać nowe podręczniki do tego histo-pseudo-patriotycznego przedmiotu? Lepiej uczyć uczniów ze "Śpiewów historycznych" Niemcewicza (początek XIX wieku).

To jest żenada. I tylko młodzież na tym ucierpi, bo decydentom, którzy dotychczas nie posiedli rozsądku, nic już ani nie pomoże, ani nie zaszkodzi.

Patriotycznym obowiązkiem jest młodzież rzetelnie uczyć, a nie indoktrynować, a zawłaszczanie patriotyzmu na rzecz interesów politycznych to pseudopatriotyzm, to postawa nieetyczna. Jeśli coś można w ten sposób osiągnąć, to tylko zdemoralizować młodzież (choć wierzę, że polska młodzież jest inteligentniejsza, niż sądzą specjaliści d/s edukacji
z LPR).

A szowiniz to nie jest patriotyzmem.
środa, 17 maja 2006
Nie istnieje...?
Właśnie przed chwilą obejrzałam relację w TVN24 na temat manifestacji przeciwko homofobii, która odbyła się dziś w Toruniu. Jak zwykle (niestety) demonstracji towarzyszyła kontrdemonstracja w postaci młodych mężczyzn z w większości pozasłanianymi twarzami, wykrzykującymi różne mniej lub bardziej obraźliwe hasła (o czym za chwilę). Najpierw chciałabym skupić się na tych pozasłanianych twarzach -- czy nie jest bowiem paradoksalne, że w naszym homofobicznym kraju osoby protestujące przeciwko nietolerancji i homofobii pokazują twarze i otwarcie, podając nazwiska, wypowiadają się przed kamerami, a tzw. 'obrońcy normalności (czy też moralności)' to grupa wyrośniętych w mięśniach młodzieńców, którzy zasłaniają twarze chustkami. Czyżby jednak wiedzieli, że to co robią przynosi im wstyd? Bardzo interesuje mnie powód, dla którego wolą się ukryć. Wstyd? Strach? Nie bardzo jestem w stanie sobie to wytłumaczyć.

A teraz kwestia druga, czyli hasła, które wznosili owi młodzieńcy. Jednym z nich było "Homofobia nie istnieje. Homofobia to wasz wymysł." Mamy tutaj do czynienia z ciekawą figurą, która chyba nie ma długiej historii -- przynajmniej w tak otwartych hasłach. W każdym razie, nie przypominam sobie, by rasiści krzyczeli "Rasizm nie istnieje." czy antysemici "Antysemityzm nie istnieje". Mamy tu więc do czynienia nie tylko z dyskryminacją w postaci udowadniania, że ci 'inni' są gorsi, ale również z głośnym zaprzeczaniem istnienia samego zjawiska dyskryminacji ze względu na orientację seksualną (co wydawałoby się jest argumentem z raczej wyższej półki, a nie z ulicznych demonstracji). Osobiście myślę, że dużą rolę gra tutaj samo słowo (i jego brzmienie) 'homofobia' -- taki mięśniak ma się kogoś bac? Homofobia nie istnieje -- my się was nie boimy. Będziemy krzyczeć "Podejdźcie bliżej" gdy rozdziela nas kordon policji. Ale twarzy nie pokażemy ... to już by było za wiele...