feministyczno-genderowo-queerowa mozaika myślowa
Zakładki:
kontakt:
O nas
Gender studies
.ORG
Queer
Źródła
Domownicy
Stali goście


Miłość nie wyklucza - żądamy ustawy o związkach partnerskich!
sobota, 07 marca 2009
Beautiful business

W ciągu zaledwie dwóch lat dwie absolwentki akademii ekonomicznej Handelshögskola w Göteborgu stały się najbardziej rozpoznawanymi promotorkami przedsiębiorczości kobiet: zostając właścicielkami firmy konsultacyjnej, autorkami książki, inicjatorkami portalu poświęconemu kobietom w biznesie i konkursu na bizneswoman roku „Beautiful business award” organizowanego wspólnie z Öhrlings PricewaterhouseCoopers. Osobiście gratulacje złożyła im szwedzka minister gospodarki Maud Olofsson, która w rok od ich sukcesu z książką „Beautiful business” zaczęła lansować w mediach kwestię przedsiębiorczości kobiet.

O sukcesie studentek z Göteborga donosiła m.in. Hanna Radtke w popołudniówce „Aftonbladet”. Sofia Bergenstjerna i Frida Haavisto spotkały się w Handelshögskola w Göteborgu. Po studiach chciały założyć własną firmę, ale nie miały na nią pomysłu. Postanowiły najpierw sprawdzić własne siły i zorganizowały w 2005 roku pchli targ w Heden, dzielnicy Göteborga, który tak zareklamowały, że ściągnął 150 wystawców i 10 000 odwiedzających i został ogłoszonym największym tego typu przedsięwzięciem w historii Göteborga. Podczas kursu z przedsiębiorczości, zachęciło je wyzwanie w postaci stworzenia i rozwinięcia własnego pomysłu na biznes, w ramach ćwiczeń. Zespół, w którym realizowały pomysł wymyślił firmę konsultacyjną Beautiful business, która miała zajmować się tworzeniem marki i wprowadzaniem na rynek nowych produktów. Podczas prac nad pomysłem, autorki szukały literatury fachowej poświęconej przedsiębiorczości kobiet, okazało się jednak, że w tym temacie na rynku panuje całkowity deficyt. O ile z łatwością można było znaleźć źródła poświęcone spektakularnym karierom mężczyzn, o tyle nie pisało się o podobnych sukcesach kobiet w biznesie. I w tym miejscu zrodził się ich kolejny pomysł na wypełnienie luki na rynku i wydanie książki o kobietach, które odniosły sukces w biznesie. Miały wówczas obie po 27 lat i postanowiły napisać książkę z przesłaniem dla młodych dziewczyn i kobiet, że prowadzenie własnej firmy jest satysfakcjonujące, że ciężka praca i właściwe nastawienie opłacają się. Chciały przedstawić szwedzkie bizneswoman, z którymi czytelniczki mogłyby się utożsamić.

Zaczęły od zarezerwowania stoiska na Targach Książki w Göteborgu, które miały odbyć się za pół roku, co od razu ściągnęło na nie lawinę krytycznych głosów, że jest to nierealne posunięcie, bo stworzenie takiej książki to praca na dziesięć lat a bez znalezienia wydawcy nie ma co liczyć na jej publikację. Tymczasem Bergenstjerna i Haavisto planowały wydanie książki własnym sumptem. W tym samym czasie rozpoczęły zbieranie materiału do książki, w czym pomagały im media, m.in. dziennik Göteborgs-Posten napisał artykuł o ich pomyśle i poszukiwaniach szwedzkich bizneswoman. W konsekwencji opisały historie 200 bizneswomen, znanych i nieznanych. Autorkom zależało, żeby pokazać, że inspiracji na własną firmę można szukać wszędzie, że również kobieta rozwożąca starym Volvo ekologiczne warzywa jest przedsiębiorczynią. Pracowały dwadzieścia cztery godziny na dobę, jednocześnie realizując zlecenia w stworzonej wcześniej firmie konsultacyjnej. Ogromne wsparcie miały w swoich chłopakach, którzy bezustannie zagrzewali je do pracy. W efekcie stworzyły książkę, którą, jak podkreślają same chciały przeczytać, o odważnych, nastawionych na cel kobietach, które potrafiły zamienić swoje marzenia w świetne pomysły na własną firmę. Pieniądze, którymi dysponowały pozwalały im na wydanie zaledwie 1000 egzemplarzy. Wówczas wpadły na kolejny pomysł, aby firmy zostały sponsorami poszczególnych stron w książce. Wkrótce sprzedały wszystkie strony i zebrały fundusze na wydanie 6000 egzemplarzy. Otrzymały ponadto stypendium IRIS przyznawane przez organizację działającą na rzecz równych praw kobiet i mężczyzn, Kvinnor Kan. Zaledwie tydzień przed Targami z drukarni w Estonii przyjechała książka „Beautiful business”. Koszty druku w Estonii było o połowę niższe niż w Szwecji. Podczas Targów odniosły sukces a ich stoisko zostało zauważone w mediach. Po targach rozpoczęły dystrybucję książki po Göteborgu, głównie na rowerach a sama książka trafiła na listę bestsellerów a w jednej z największych księgarni internetowych znalazła się na szczycie najlepiej sprzedających się książek w kategorii literatura biznesowa. Sukces książki ściągnął na nie uwagę mediów, polityków, organizacji otoczenia biznesu i zaowocował kolejnym pomysłem, tym razem na portal o przedsiębiorczości kobiet i tak powstał driftig.nu, największe w Szwecji źródło internetowe poświęcone przedsiębiorczości kobiet. Autorki sukcesu poszły dalej i założyły fundację Beautiful Business Foundation, która wspiera kobiety w Indiach w zakładaniu własnej firmy: udziela mikropożyczki i organizuje kursy z przedsiębiorczości. Fundacja gromadzi pieniądze na ten cel, zachęca do współpracy inne organizacje kobiece, natomiast resztą zajmuje się organizacja Hand in hand.

Obecnie autorki „Beautiful business” jeżdżą po Szwecji z odczytami, urywają się telefony w ich firmie konsultacyjnej a klienci ustawiają się w kolejce po ich porady. Stworzyły też Beautiful Business Inspiration - pierwsze w Szwecji pośrednictwo dla kobiet występujących w roli m.in. moderatorek, wykładowczyń.

Sofia Bergenstjerna – grafik designer po czteroletnich studiach w Anglii, absolwentka Handelshögskolan w Göteborgu.

Frida Haavisto – studia z marketingu w Handelshögskolan w Göteborgu, licencjat z turystyki i marketingu, magisterium z przedsiębiorczości.

tekst: ukazał się pierwotnie na blogu „Szwecja – Serwis informacyjny. Publicystyka. http://szwecja11.blox.pl

18:08, szwecja11 , świat
Link Komentarze (1) »
wtorek, 16 września 2008
duchy jemenu, dwa lata temu

 

Zanim o Zanzibarze wspomnienie o Sanie sprzed dwóch lat. Zapraszam.

Bo na tydzień przed wylotem do Tanzanii dostaliśmy informację od niemieckojęzycznego Jemeńczyka, obsługującego pasażerów Yemen Airlines, że planowana na kilka godzin przesiadka w Sanie (stolicy Jemenu) zmieni się – z przyczyn niezależnych – w przesiadkę kilkudniową. Pan przepraszał i próbował nam wynagrodzić ewentualną inconvenience, oferując zakwaterowanie, pełne wyżywienie i transfery na lotnisko – na koszt linii lotniczych oczywiście. Nie mógł wiedzieć, że dotąd ocieraliśmy łzy na myśl, że będziemy w Sanie tylko na lotnisku, wbici w fotele poczekalni, bez możliwości kichnięcia w bazarowy stosik pieprzy, kardamonów i goździków, bez zerknięcia na choćby jeden sański domeczek, bez jednego bodaj dźwięku stołecznej ulicy. Raz już przesiadałam się w egzotycznie brzmiącym miejscu (o nazwie Hongkong), spędziwszy kilka mało szałowych godzin przy herbacie z lotniskowej knajpy – szał miasta kończył się bowiem za szklanymi ścianami terminalu. I za nic nie chciał ich przekroczyć.

Wylądowaliśmy wieczorem. Dookoła lotniska ostre i gołe grzbiety gór. Lekki wiatr. Bastion islamu. W sali odpraw wielu wąsatych mężczyzn z przyczepionymi do pasów nożami o zadartych ostrzach, wskazywało nowoprzybyłym okienko wizowe, okienko tranzytowe, paszportowe lub drogę do wyjścia. Kupiliśmy więc wizy, znaleźliśmy człowieka z Yemen Airlines i chcieliśmy się udać na poszukiwania podstawionych autokarów. Ale zamiast tego wdaliśmy się tylko w konfuzję – pan z linii zabrał nam (i reszcie pasażerów) paszporty i zbyt łamaną angielszczyzną tłumaczył, że musi je zatrzymać, a dostaniemy je z powrotem przy wylocie z Sany. Taki obrót sprawy wzbudził w nas zbyteczny – jak się potem okazało – niepokój, ale wiadomo, że dowód tożsamości jest dla człowieka Zachodu dowodem istnienia. W końcu jednak machnęliśmy ręką, wsiedliśmy do autokaru i pomknęliśmy przez uśpione już miasto. Co było dalej? Niekończący się festiwal dobrodziejstwa. Egzotyki dającej się udomowić jednym szerokim uśmiechem. Pyszne i obfite jedzenie w hotelu. Troska przechodniów o nas i naszego synka. Sana to podobno najstarsze miasto świata (biblijne miasto Azal). Otoczona murami rozległa starówka sprawia wrażenie niezniszczalnej, zatrzymanej w czasie. Setki setek tysiącletnich (i starszych!) domów wyglądają jakby były wyjęte z najcudowniejszych scenografii do baśni tysiąca i jednej nocy. Architektura Sany jest niepowtarzalna. Wąskie, wysokie domy otynkowane jasnym gipsem. Piękne. Kolorowe szybki w oknach. Każde z 5 czy 6 pięter spełnia określone funkcje w gospodarstwie domowym, np. pierwsze piętro przeznaczone jest na spiżarnię i kuchnię, drugie służy m.in. do przyjmowania gości, na trzecim się śpi, a na dachach – pije herbatę, odpoczywa i żuje kat, magiczne zioło Jemeńczyków i Abisyńczyków.

Mężczyźni otwarci, ciepli, uczynni, gościnni. Pewnie tę gościnność cenili w Polakach  obywatele Zachodu, którzy odwiedzali nasz egzotyczny demolud. Spoglądali na studnie - żurawie, cebrzyki, drewniane chaty, pasiaste, kolorowe spódnice wiejskich kobiet, jeździli pekaesem, byli częstowani maślanką, chlebem i wódką, zapraszani do izdeb i zachwycali się - słusznie przecież - prostotą i skromnością naszego życia. Czułam się w Sanie bezpieczna i szczęśliwa. Mimo straszliwych doniesień z serwisu internetowego Gazety, że w jemeńskich górach różne klany i plemiona porywają turystów dla okupu. I że w sercu Sany na bazarze w kwietniu wybuchł granat. Mimo tego, że Sanę uważa się za intelektualną wylęgarnię al kaidowych bojowników.

Oczywiście, byłam bardzo ciekawa jemeńskich kobiet. Ortodoksyjny islam każe im się zakrywać od stóp do głów czarnymi, powłóczystymi szatami. Widać im tylko oczy. Synek mówił na nie: duchy. Jaką tajemnicę skrywają? Pilnie strzeżonych klejnotów? Skrępowanych męską jurysdykcją więźniarek? Ceniących tradycję muzułmańskich gospodyń? Emancypujących się powoli studentek? Nie wiem. I nie znam nikogo, kto by wiedział. W Polsce obracam się w feministycznym, wolnościowym środowisku. Popularny jest pogląd, że należałoby pomagać islamskim siostrom (tak, jak wszystkim ciemiężonym). Jasne. Tylko, że trudno o mądrą, nieinwazyjną pomoc, bez włażenia z buciorami w cudzą (inną!) kulturę. Każde pokolenie kobiet (i mężczyzn), niezależnie od miejsca urodzenia, wyznawanej religii i panującego ustroju politycznego, musi samodzielnie budować barykadę, z której przychodzące córki, wnuczki i prawnuczki cisną pierwsze kamienie. A w dobie globalnej wsi złączonej satelitarno - cybernetyczną siecią historia nabiera rozpędu (pytanie, w którą stronę się rozpędzi).

 

Ważną i wielką rzeczą w Sanie była dla mnie wizyta w hammamie, czyli w łaźni. Dla kobiet oczywiście. Do tej jednej z wielu sańskich łaźni trafiłam przypadkiem. Zdecydowałam się bez namysłu (bez ręcznika i ubrań na zmianę). Pamiętam, jak o arabskich łaźniach pisała Olga Stanisławska w „Wysokich Obcasach” parę lat temu. Marzyłam, żeby kiedyś własnymi nozdrzami poczuć wilgoć starych murów hammamu – szczególnie w kraju muzułmańskim. Tylko w łaźni mogłam zobaczyć długie, czarne, kręcone włosy i półnagie ciała kobiet, których świat jest pilnie strzeżony przed wścibskimi oczyma obcych. Tylko w łaźni mogłam zobaczyć, jak wygląda ich śmiech otwierający piękne twarze, ich bogatą mimikę, żywiołową gestykulację. Jemenki z hammamu w Sanie były w różnym wieku – od najstarszej, kierującej akcją zmywania ze mnie brudu do najmłodszej, kilkuletniej dziewczynki przyglądającej się naszej bezsłownej wymianie. Wszystkie niezwykle piękne. Radosne, mocne, twarde. Ognie w oczach. Być może arabskie żony i panny zakrywają się, żeby nie doprowadzać mężczyzn do bezdechu na ulicy… Nie miały najmniejszego problemu z intymnością. Myły mnie i szorowały spraną szmatką. Polewały raz ciepłą wodą, raz letnią, raz gorącą. Pokazywałyśmy sobie piersi (małe, duże, wiszące, sterczące) i pokazywałyśmy na palcach, ile dzieci wykarmiłyśmy i ile mamy lat.  Trochę mi się pozmieniało w głowie. I bardzo dużo zrozumiałam, miedzy innymi to, jak bezpiecznie jest pod osłoną szczelnej sukienki… Zrozumiałam też, dlaczego tak trudno jest nam wytrzymać w domach – więzieniach z małymi dziećmi. Poszatkowane klitki w blokach i kamienicach zatrzymują nasze tajemnice. Nie mamy przestrzeni, w której – jak w hammamie, jak w namiocie nomadek – mogłybyśmy cieszyć się mądrością starszych kobiet i siostrzaną wspólnotą (dramatycznie samotność kobiet w domach ukazała w swoich filmach polska artystka Anna Baumgart). Na szczęście niektóre z nas mają przyjaciółki, dzięki którym mogą przenosić góry. Jakby na potwierdzenie moich odczuć, znalazły się słowa Angeliki Aliti (z kultowej książki pt. Dzika kobieta. Powrót do źródeł kobiecej energii i władzy. Gdynia 1996, s. 70):

„Nasze orientalne siostry  idą – jak już wspomniałam - inną drogą. (…) W przeciwieństwie do nas nie są poddawane duchowej kastracji, lecz zostają zawoalowane i zamknięte. Pozostają w grupie kobiet i prowadzą – przynajmniej w sferze pozbawionej mężczyzn – harmonijne życie.  Harem pierwotnie oznaczał bynajmniej nie miejsce, w którym zamknięta były kobiety, lecz z którego wykluczono mężczyzn. To ogromna różnica. Jeśli ktoś był kiedykolwiek w Turcji w łaźni kobiecej lub u nomadów czy Beduinow w namiocie kobiet, ten ma wyobrażenie, co zabrano nam, kobietom zachodnim. W książce Harem za kwefem Vittoria Alliata przedstawia następującą scenę. (…) Opowiada, jak to kobiety siedziały w kole i podawały sobie z ręki do ręki parującą glinianą czarkę, w której znajdowały się pachnące zioła. Okadzały swe suknie i chusty owymi wonnościami; jedna z nich grała na lutni, wszystkie rozmawiały ze sobą, opowiadały różne historie, a były to przedstawicielki jednej rodziny – matka, córki, ciotki, kuzynki (…). Panowała tam atmosfera odprężenia, swobody i animalistycznego zadowolenia, jaką można przeżyć tylko wtedy, gdy spadną wszelkie wschodnie zasłony i wszelkie zachodnie maski i kobiety znajdą się pośród siebie.”   

14:55, listyzpodrozy , świat
Link Komentarze (17) »
wtorek, 29 stycznia 2008
Majtki to nie jest miejsce na reklamy



W reklamach roi się od giętkich, elastycznych kobiet i wypiętych we wszystkie strony babskich tyłków. Nie wiem, czy ktoś potrafi wymienić towar, którego nie sprzedawała goła kobieta, kobieta rozebrana a przynajmniej tak wypięta, żeby facet nie przeszedł obojętnie.

Rozumiem, że kobieta w obcisłych gatkach, rzucająca wiadrami piany na samochód ma podtekst erotyczny. Nie rozumiem tylko, dlaczego ktoś miałby chętniej kupować produkt takiej firmy, tylko dlatego, że przez kilka sekund reklamuje go ta śmigająca z gąbką w ręce dziewczyna? Przypuszczam, że autorstwo reklamy można przypisać mężczyźnie o skromnym życiu erotycznym, który w taki oto sposób realizuje na jawie swoje niespełnione i utajone marzenia. Zastanawia mnie jeszcze taka hipokryzja polskiego społeczeństwa. Otóż nie rozumiem skąd oburzenie na latających po krakowskim rynku na golasa Brytyjczykach i jednocześnie taka radosna zgoda na goliznę kobiecego ciała na każdym rogu tegoż zacnego miasta?

Z ziemi polskiej wracajmy jednak do szwedzkiego raju. Tu, takie badziewie w reklamie, praktycznie nie ma szans na dłuższą egzystencję. Co do golizny w miejscach publicznych, Szwedzi radzą podejście racjonalne. Otóż są miejsca, gdzie gołe jest wesołe, a są takie, gdzie gołe jest po prostu gołe (poczytaj tekst „Seks & Reklamy, http://szwecja11.blox.pl ). Dzieje się tak za sprawą konsekwentnej polityki rządu, od którego społeczeństwo domaga się normalności. A w normalność nie wpisuje się goły tyłek, ferujący anonse typu „jestem do sprzedania”. To nie jest smaczne i nikt tego nie kupi.

Szkolna gazetka Vårflamman wydawana była od 70 lat w Eriksongymnasiet - szkole średniej w Borås. W zeszłym roku dwóch nauczycieli tej szkoły złożyło skargę do Rady Etycznej ds. Dyskryminujących Płeć Reklam (ERK – Etiska råd mot könsdiskriminerande reklam), na ukazujące się w niej seksistowskie reklamy.

Rada ta, przypomnę powstała z inicjatywy środowiska mediów i branży reklamowej i miała być czymś w rodzaju sądu koleżeńskiego i straszaka. Wprawdzie Rada, nie może formalno-prawnie nakładać kar, ale w Szwecji tak się dzieje, że nawet podanie do publicznej wiadomości, że dana firma zachowała się nieetycznie już jest znaczną karą, mającą swoje konsekwencje. Społeczeństwo szwedzkie potrafi odnieść się do takiego wyroku, np. bojkotując wyroby danego producenta, wysyłając do niego listy ze swoimi krytycznymi uwagami. Innymi słowy, potrafią zachować się pro obywatelsko i wziąć sprawy w swoje ręce.

We wspomnianej gazetce szkolnej, jak to w Szwecji, władza jest najbliżej człowieka. W tym przypadku w rękach uczniów. Gazetka szkolna ma suwerenne kolegium redaktorskie, które popisało się nie najwyższych lotów twórczością artystyczną, którą nauczyciele odebrali, jako niedopuszczalną i ubliżającą. Dla przykładu w jednej z reklam firmy produkującej zamki, przedstawiono kobietę w samej bieliźnie, na której majtkach ukazał się tekst „Mamy klucze do wszystkich zamków”. Uczniowie dostali reprymendę od ERK, poczuli się głupio i obiecali poprawę.

Kilka dni temu pisałam o propozycji eksperta rządu, domagającej się usankcjonowania w prawie szwedzkim przepisów, które regulowałyby, czym są reklamy dyskryminujące płeć, aby takich reklam nie ukazywało się więcej. Przypuszczalnie, gdyby taki przepis istniał, nie doszłoby do tak żenującej publikacji, jakiej dopuściła się redakcja gazetki. Niemniej jednak, ludzie tam sami są czujni i sami odróżniają, czym jest działalność artystyczna, a czym publikowanie zdjęć uwłaczających godności kobiety. Problem miały z tym dzieciaki ze szkoły średniej, ale właśnie dostały lekcję, bo dorośli potrafili zachować się, jak…dorośli.

źródło: Annika Lundbäck, Sexistiska annonser i skoltidning Fulda, http://www.aftonbladet.se/kvinna/article1692300.ab, 24.01.2008


notka ukazała się pierwotnie na blogu
http://szwecja11.blox.pl , który bierze udział w konkursie na Blog Roku.

09:49, szwecja11 , świat
Link Komentarze (18) »
niedziela, 24 czerwca 2007
Po równo

Wiem, że w sytuacji strajku pielęgniarek mój wpis będzie trochę trywialny ale z drugiej strony to ważna informacja.

650 tysięcy funtów - tyle dostaNĄ zwycięzcy tegorocznego Wimbledonu. Po raz pierwszy w historii tego turnieju zostały wyrównane honoraria kobiet i mężczyzn.  

20:09, pillow-book , świat
Link Komentarze (3) »
środa, 22 listopada 2006
Parkingi bezpieczne dla kobiet

Ile razy zdarzyło wam się, że po zapadnięciu zmroku bałyście się wychodzić z domu? Nie można akceptować, że znaczna część społeczeństwa żyje w ciągłym strachu – uzasadnia swój pomysł Cecilia Wigström, która prowadzi kampanię na rzecz bezpiecznego dla kobiet Göteborga. Cecilia Wigström ( Czytaj) jest parlamentarzystką z ramienia Folkpartiet liberalerna (Ludowa Partia Liberałów), która tworzy obecnie rządzący centroprawicowy rząd. Zwyciężyła w wyborach parlamentarnych 17 września 2006 roku zdobywając 1899 głosów, najwięcej w swojej partii w Goteborgu. Uważa, że powinno się stworzyć specjalne miejsca parkingowe dla kobiet, które byłyby łatwo dostępne. W przypadku parkingów podziemnych lub kilkupiętrowych domów parkingowych takie miejsca parkingowe dla kobiet powinny znajdować się blisko wjazdu. 

-Wiele kobiet żyje tak, żeby unikać niebezpiecznych miejsc, narażających je na przemoc seksualną – dodaje Wigström – Chcę, żeby Göteborg był miastem bezpiecznym dla wszystkich. 

Wigström powołuje się w kampanii na rzecz parkingów dla kobiet, na istniejące już tego typu rozwiązania w Szwajcarii.  

(źródło: Informacja biura prasowego Cecilia Wigström, "Inrätta kvinnoparkering i parkeringhusen", 21.11.2006r.) 

***

Notka ukazała się pierwotnie na bloxie: http://szwecja11.blox.pl/html  

19:42, szwecja11 , świat
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 20 listopada 2006
Krwawy bestseller a feminizm
   Nicole jeszcze bedac nastolatka wyjechala do wielkiego miasta, gdzie zatrudnila sie jako kelnerka. Nia miala wielkich ambicji jak inne dziewczynmy. Nie chciala zostac modelka ani aktorka. Czego szukala Nicole, ta sliczna dziewczyna z twarza aniola? Dlaczego juz w wieku 17 lat zaangazowala sie w zwiazek, ktory od samego poczatku nie mogl przyniesc nic dobrego? Juz na samym poczatku O.J. placil jej rachunki i czynsz, juz od samego poczatku naznaczal ja pietnem wlasnosci. Purpure na twarzy okupowal drogimi prezentami dla niej i jej rodziny. Wygladali razem tak ladnie. On znany sportowiec- przystojny, dobrze zbudowany, czarny. Ona mlodziutka, sliczna z tymi rozjasnionymi wlosami i biala jak mleko cera. Kawa i mleko- czy moze byc lepszy mix?

   Byli oto ze soba ona i on. Mieli swoje piekne dzieci (kawa z mlekiem) i nawet po rozwodzie nie ucieli kontaktow. Potem on zabija ja i jej znajomego . Zabija to malo powiedziane- masakruje ich ciala. Cale wejscie do domu (w ktorym nota bene spia dzieci- w domu nie wejsciu) wymazane jest ludzka krwia. Jej glowa ledwo trzyma sie reszty ciala. Ponoc po ataku musiala zyc jeszcze kilkanascie sekund. Kilkanascie straszliwych, wypelnionych bolem sekund. Teraz O.J. Simpson pisze ksiazke o tym jak zamordowal swoja zone. Ksiazka juz teraz jest bestsellerem, jeszcze przed jej wydaniem...

   Morderstwo to wstrzasnelo calym swiatem. Ale zajrzyjmy teraz w glab malzenstwa Nicole Bromn i O.J. Simpsona. Pobrali sie jak ona miala jedynie 17 lat. Przyjechala do miasta najwyrazniej po to by znalezc meza. Nigdy nie poszla do koledzu. Juz od samego poczatku O.J. "naznaczal ja" jak zaznacza sie swoja wlasnosc. Placil za jej utrzymanie, za jej drogie stroje i samochody, za silikownowe implanty, myslal wiec, ze ona nalezy do niego. Ona sama z reszta uwazala sie za jego wlasnosc. Kiedy demolowal mieszkanie, sprzatala po nim. Kiedy obijal jej twarz nie wychodzila z domu tygodniami. Po kazdej klotni od nowa oprawiala rodzinne zdjecia i wieszala na scianach.

  Przez te czternascie lat wiele razy myslala o odejsciu od niego. Za kazdym razem, kiedy zwierzala sie z tego rodzinie, kazali jej to przemyslec jeszcze raz. Jej wlane rodzenstwo i rodzice kazali jej popracowac nad tym malzenstwem. Na litosc bogini nad czym tu bylo pracowac. Facet tlukl ja jak kotleta, a oni mowili o nierozerwalnosci malzenstywa i tym podobne brednie. Od samego dziecinstwa wychowali ja na ofiare. Miala byc ladna i bez ambicji, miala znalezc meza i siedziec cicho jak ja tlukl. Moze gdyby czegokolwiek sie nauczyla, miala zawod, hobby, cokolwiek, moze wtedy po pierwszym uderzeniu wezwalalby policje i nie dala sie przeprosic. Niewazne jak piekny i blyszczacy bylby nowy porshe mowiacy byc moze przepraszam, ale mowiacy tez "nastepnym razem zrzuce cie ze schodow". Albo "za pare lat zaszlachtuje cie jak prosie".

   Kobieta musi byc czyms wiecej, KIMS wiecej niz tylko ozdoba swojego meza. Kims wiecej niz tylko zona i matka. Musi miec czesc siebie niezwiazana ze swoim mezczyzna. Co ja mowie, mezczyzna tez musi miec. Osobne wyjscia na piwo, prace, radosci. Chowajcie swoje dzieci w feminizmie, a zwiekszycie ich szanse by nie skonczyly pod nozem jakiegos O.J. Simpsona.

01:59, evita_duarte , świat
Link Komentarze (6) »
czwartek, 09 listopada 2006
Demonstracja w Szwecji przeciw rządowi polskiemu

Przed ambasadą Polski w Sztokholmie doszło do demonstracji przeciwko planowanemu wprowadzeniu przez rząd polski konstytucyjnego zapisu zmuszającego kobiety m.in. do rodzenia dzieci z gwałtu, w tym gwałtu kazirodczego.  

Szwedzi i Szwedki wyszli na ulicę, aby wyrazić swój sprzeciw wobec polskiego rządu, który chce ubezwłasnowolnić Polki, pozbawiając je prawa do własnego ciała. Te radykalne zaostrzenia prawicy, wywołały ponownie dyskusję nt. wprowadzenia w Szwecji prawa umożliwiającego cudzoziemkom dokonywania aborcji. Göran Hägglund, minister polityki społecznej, przywódca chadeków (Chrześcijańska Demokracja, Kristdemokraterna) zobowiązał się, że rząd przedłoży parlamentowi w przyszłym roku odpowiedź odnośnie projektowi takich zmian.  

-Szwecja musi okazać solidarność wobec wykluczonych kobiet z innych krajów i musi mieć odwagę podjąć walkę polityczną o seksualne i reprodukcyjne prawa kobiet – powiedziała Katarina Lindahl, sekretarz generalna Riksförbundet För Sexuell Upplysning* w internetowym wydaniu dziennika " Aftonblandet".

*Riksförbundet För Sexuell Upplysning (RFSU Swedish Association for Sexuality Education) organizacja opiniotwórcza zajmująca się kwestiami praw reprodukcyjnych i seksualnych oraz zdrowiem. Organizacja prowadzi działalność informacyjną i edukacyjną. Jest członkiem The International Planned Parenthood Federation. W Sztokholmie RFSU prowadzi klinikę, gdzie można zasięgnąć porad związanych z antykoncepcją, porad seksualnych, porad nt. chorób przenoszonych drogą seksualną. Znajduje się tam również przychodnia dla młodzieży i młodych mężczyzn. Klinika prowadzi badania naukowe. RFSU posiada oddziały lokalne, prowadzące w szkołach zajęcia z uczniami i uczennicami ta temat życia seksualnego, upowszechnia literaturę dotyczącą seksu, produkuje produkty ułatwiające współżycie osobom niepełnosprawnym. (Wikipedia)


Notka ukazała się pierwotnie na bloxie Szwecja

00:00, szwecja11 , świat
Link Komentarze (4) »
środa, 18 października 2006
Raport WHO o przemocy

Szeroko zakrojone badanie Światowej Organizacji Zdrowia pokazało jak często kobiety padają ofiarami przemocy ze strony swoich partnerów. Zjawisko to okazało się dość powszechne zarówno w krajach rozwiniętych jak i rozwijających się, w miastach i na obszarach wiejskich.
Przeprowadzono wywiady z 2500 kobietami z 15 obszarów, w 10 państwach. Okazało się, że wskaźnik przemocy wahał się pomiędzy 15% w Yokohamie, w Japonii a 71% w Etiopii.
W sześciu z badanych obszarów 50 do 70% kobiet stwierdziło, że były ofiarami umiarkowanej lub ciężkiej przemocy w domu. W trzynastu z obszarów, ponad jedna czwarta kobiet doświadczała przemocy w ciągu ostatniego roku. - Przemoc ze strony partnera jest powszechnym zjawiskiem na całym świecie - napisali autorzy raportu. - Poza jednym z badanych miejsc, kobiety były o wiele bardziej narażone na przemoc ze strony własnego partnera niż ze strony innych ludzi.
Z raportu wynika, że w obszarach wiejskich przemoc jest częstsza niż w miastach. Jednak nie ma miejsc wolnych od agresji. Większość partnerów gnębi swoje ofiary w ukryciu. Niewielka ilość incydentów jest zgłaszana władzom.
Badacze po raz pierwszy próbowali się przyjrzeć problemowi w światowej skali, używając w tym celu skrupulatnie sporządzonych kwestionariuszy i metod statystycznych. W badaniu przeprowadzono wywiady z kobietami z Bangladeszu, Brazylii, Etiopii, Japonii, Namibii, Peru, Samoa, Serbii, Tajlandii, i Tanzanii. W każdym z państw przebadano 1500 kobiet. W kilku z państw wybrano również obszary miejskie i wiejskie, które badano oddzielnie w celu porównania. Wyniki badań w Europie wskazują, że wskaźnik przemocy w stosunku do kobiet wynosi w państwach Unii Europejskiej pomiędzy 20 i 25% , z czego tylko niewielka liczba jest zgłaszana władzom.
W Stanach Zjednoczonych badania ogólnokrajowe wskazują na około 25% kobiet będących ofiarami przemocy fizycznej lub seksualnej, której sprawcą jest partner lub małżonek.
Około 60% badanych przez WHO kobiet, przyznało, że po raz pierwszy rozmawiają z kimś o swoich doświadczeniach. Następnym krokiem jest określenie, co sprawia, że kobiety stają się ofiarami przemocy.

Powyższa informacja pochodzi z serwisu Informacyjnego IPZ
http://www.ipz.edu.pl

11:05, summa_summarum , świat
Link Komentarze (2) »
czwartek, 27 lipca 2006
Sara - ortodoksyjna feministka

Sara jest blondynką.  Przynajmniej tak twierdzi, choć sprawdzić tego nie można, ponieważ od chwili ślubu dokładnie zakrywa włosy.  Oprócz kolekcji kapeluszy, czapek, chustek i szalów Sara ma również siedmioro dzieci i męża.  Oboje z mężem z niecierpliwością oczekują narodzin ósmego dziecka.  Oprócz dużej rodziny i kolekcji nakryć głowy Sara ma też doktorat z Harvardu, jest w zarządzie szkoły talmudycznej dla kobiet w Jerozolimie oraz organizatorką modlitw tylko dla kobiet w lokalnej synagodze.  Jest również feministką.

 

Każda porządna feministka zaśmieje się pod nosem na taki opis.  Bo jaka to znowuż feministka – zamknięta w patriarchalnym świecie, który każe jej rodzić dzieci i zakrywać włosy, podporządkowująca się skostniałemu systemowi, który z zasady stawia ją na niższej pozycji niż mężczyzn.  Żydowski feminizm?  Owszem, słyszeliśmy trochę o wyzwolonych rabinkach i judaizmie reformowanym.  Ale to?  To ma z feminizmem tyle wspólnego, co poseł Cymański z bezstresowym wychowaniem. 

 

A jednak.  Jewish Orthodox Feminism czyli żydowski ortodoksyjny feminizm od niedawna widnieje na spektrum życia żydowskiego.  Jego zwolenniczki nie odrzucają tradycji, tak jak robią to ich reformowane współwyznawczynie, lecz próbują wprowadzić zmiany wewnątrz tradycyjnego systemu, w zgodzie w prawem religijnym czyli halachą.  Ortodoksyjne feministki uznają prawo żydowskie za pochodzące od Boga i są mu wierne.  Dlatego też gdy pojawia się konflikt pomiędzy halachą a równouprawnieniem bezapelacyjnie wygrywa to pierwsze.  Można by zapytać jakie zmiany w ogóle są możliwe jeśli prawo nie może zostać zmienione. Otóż w tradycji żydowskiej istnieje prawo i istnieje zwyczaj.  Zdarza się, że zwyczaj nie ma nic wspólnego z prawem, a jest po prostu wynikiem obcych kulturowo wpływów, których nigdy nikt nie zakwestionowal.   Wiele z przepisów dotyczących roli kobiet w życu publicznym można właśnie nazwać zwyczajem.  Zwyczaj można zmienić, a prawo też można interpretować na wiele sposobów.  By jednak móc inerepretować trzeba posiadać ogromną wiedzę.  Nie na darmo ortodoksyjni mężczyźni spędają większość swego życia na nauce.  Nauce, której przez wieki kobietom odmawiano.  Dlaczego?  Bo takie jest prawo?  Nie, bo taki jest zwyczaj.

 

Sara jest w zarządzie jednej ze szkół gdzie kobiet uczą się Talmudu.  Z siłą, którą daje wiedza przenikają do skostniałych struktur systemu sądowego, wprowadzają nowe rytuały, samoroganizują się.  Sara nie jest jedyną, która chce wprowadzić zmiany.  Jest ich wiele – prawniczki, profesorki, lekarki, które w swoim zawodowym życiu czują się spełnione i nie ograniczone dyskryminującymi przepisami.  Gdyby ktoś powiedziałby im, że ich córka po latach studiów w Yale nie dostanie dyplomu,  przewróciłyby świat do gory nogami walcząc o sprawiedliwość.  A co sobotę zgadzają się na to, że ich córki w synagodze nie mają prawa wypowiedzi. Dlaczego? Religia stanowi dla nich wartość, z której nie chcą zrezygnować.  Walczą o równouprawnienie w sferze religijnej, bo wierzą, że ludzie zostali stworzeni na podobieństwo Boga, kobieta i mężczyzna, bez różnicy.  Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i kobietę.” (Gen. 1:27).  I parafrazując wielkiego rabina Hillela można powiedzieć: “Wszystko inne jest komentarzem, idź i ucz się”.

18:24, moja_sweetka , świat
Link Komentarze (8) »
wtorek, 11 lipca 2006
Dublin Pride i troche plotek

Dzieki uprzejmosci mackozera mozemy obejrzec zdjecia z Dublin Pride. Ja niestety musialam fedrowac i nie dotarlam.

LINK TU (na poczatku troche zdjec Dublina, parada troszke nizej; bardzo polecam blog mackozera i jego przepiekne zdjecia i dziekuje za pozwolenie!)

Nie bylo zadymy, nikt niczym nie rzucal, nikt na nikogo nie wrzeszczal ani nie urzadzal kontr-imrezy. Ciekawe jest to, ze w Irlandii zazwyczaj mowi sie o srodowisku LGBT albo neutralnie albo cieplo. Zaden posel nie pozwolilby sobie na komentarze pelne nienawisci (a nawet niechetne) bo po prostu stracilby mandat. Gej czy nie, placi podatki tak samo jak inni i politycy nie mowia mu jak zyc.

Wszyscy tu czekamy na powrot do dyskusji o ustawie o zwiazkach cywilnych, ale to jeszcze troche potrwa.

W irlandzkim Sadzie Najwyzszym jest sprawa Katherine Zappone i Ann Louise Gilligan, ktore wziely slub w Kanadzie i zdecydowaly rzucic wyzwanie irlandzkiemu urzedowi skarbowemu. Jako malzonkowie (malzonki?) powinny miec prawo do wspolnego rozliczenia podatkow. Urzad skarbowy najpierw zglupial, bo panie przedstawily kanadyjski akt slubu, ktory to dokument jest w Irlandii wazny. Irlandczycy czesto zawieraja malzenstwa poza Irlandia i nie musza ich nostryfikowac. Urzednicy jednak szybko siegneli do slownika i sprawdzili "marriage". Okazalo sie, ze ich slownik podaje, ze malzenstwo to zwiazek kobiety i mezczyzny. Katherine i Ann Louise sprawdzily w paru innych slownikach i dowiodly, ze nie wszedzie definicja mowi o dwoch plciach. Kilka miesiecy temu oskarzyly urzad skarbowy o dyskryminacje i bezprawne sciaganie z nich podatkow i zazadaly traktowania na rowni z innymi malzenstwami. Sad Najwyzszy przyjal ich wniosek i jesli wszystko dobrze pojdzie, to za jakis czas rozpocznie sie fascynujacy proces, ktory moze doprowadzic do fundamentalnych zmian w irlandzkim systemie prawnym i spolecznym.

Bede jeszcze pisac o Katherine Zappone i Ann Louise Gilligan bo to swietne, madre i barwne kobiety.

18:43, zosia761 , świat
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2