feministyczno-genderowo-queerowa mozaika myślowa
Zakładki:
kontakt:
O nas
Gender studies
.ORG
Queer
Źródła
Domownicy
Stali goście


Miłość nie wyklucza - żądamy ustawy o związkach partnerskich!
środa, 17 czerwca 2009
zaproszenie do Interaliów

http://www.interalia.org.pl/


Ogloszenie: Zapraszamy do nadsylania artykulów do kolejnego numeru InterAlia pod tytulem:
Czy w badaniach nad odmiennoscia seksualna przewaza perspektywa gejowska?

W odpowiedzi na serie debat, jakie rozgorzaly w ubieglych latach podczas naszych konferencji wokól kwestii "znikajacej lesbijki", uciszania kobiet-odmienców czy braku feministycznych perspektyw w studiach queer, najblizszym numerze chcemy zadac pytanie, czy dyskurs queer nie przeistoczyl sie w dyskurs gejów. Jezeli taki problem rzeczywiscie istnieje, to czy ogranicza sie on do Europy Srodkowo-Wschodniej, gdzie badania
feministyczne, genderowe, gejowskie, lesbijskie i queerowe zaczely sie rozwijac dopiero w latach 1990.? Czy w badaniach nad seksualnoscia pojawiaja sie zalozenia lub style myslenia, które z perspektywy androcentrycznej wydaja sie byc przezroczyste, a które mozemy zdefamiliaryzowac? Czy istnieje jezyk wywodzacy sie z kobiecego doswiadczenia tlumiony przez obowiazujace konwencje akademickiego dyskursu o odmiennosci seksualnej? Dlaczego drag queens wywoluja o wiele wiecej szumu niz drag kings i jak mozemy
zinterpretowac te asymetrie w swietle norm meskosci i kobiecosci w codziennym zyciu? Czy nie powielamy w badaniach nad seksualnoscia konwencji spolecznych regulujacych starzenie sie kobiet? Jezeli w ramach badan queer pewne glosy sa wytlumione, to co te glosy moglyby nam powiedziec, gdyby nie byly ograniczone obowiazujacym jezykiem?

Swiadome martwych punktów jezyka akademickiego zachecamy do nadsylania tekstów zarówno akademickich jak i nieakademickich. Mile widziane beda tez komentarze, które moga nam pomóc doprecyzowac i rozbudowac przykladowe tematy i skonstruowac bardziej otwarte zaproszenie do publikacji. Planujemy równiez zwolac debate przy okraglym stole na w.w. tematy w Osrodku Studiów Amerykanskich w Warszawie na poczatku czerwca 2009. Termin nadsylania zgloszen: 30 wrzesnia 2009.

sobota, 15 marca 2008
Janusz Wizjoner

<<Ale-ż ja uznaję tę wyższość[kobiet nad mężczyznami]! Jak pisał śp.Murray Rothbard: „Gdy w Rzymie Pan siedział w domu, a niewolnik nań harował – to jasne było, kto jest Panem, a kto niewolnikiem; gdy kobieta była Panią domu, a mężczyzna na nią harował – też było jasne”. Dziś facet jest szefem – a harują na niego pracownice w haremie; odkąd wprowadzono „równouprawnienie” kobieta przestała być Panią! Tylko te idiotki-feministki tego nie rozumieją>>

Faktycznie dałam się ogłupić idiotkom

Kobieta jako istota wyższa powinna być Dominą. W domu – centrum dowodzenia ma leżeć, pachnieć i doglądać potomstwa. Cała odpowiedzialność przenosi się na mężczyznę-niewolnika. Czasy się nieco zmieniły od starożytnego Rzymu więc i formę współczesnego niewolnictwa trzeba zmodyfikować. Kiedyś

<<…gdy potrzebny był silny inteligentny opiekun – to [kobiety] hodowały sobie [sic!] mężczyzn inteligentnych i silnych. Dziś, gdy ani samochodu, ani niemal niczego mężczyzna nie naprawi, bo wszystko jest wtopione, wmontowane, i umieją to zrobić wyłącznie wyspecjalizowane zakłady (czasem da się nawet małpę wytresować, by obsługiwała pracujące w nich maszyny…), gdy (pozornie, pozornie) jest bezpiecznie, gdy niczego nie potrzeba przenosić, bo od tego są podnośniki – mężczyzna staje się potrzebny tylko do rozpłodu – no, i do dostarczania satysfakcji erotycznej. Dlatego kobiety zaczynają preferować mężczyzn nie silnych, nie mądrych – tylko sprawnych w łóżku. To, rzecz jasna, spowoduje porażkę „naszej” cywilizacji – w sporze z tymi [kobietami] , które mężczyzn hodują na inteligentnych wojowników>>

Należy zacząć być kobietą i użyć wszelkich kobiecych sztuczek, żeby mężczyznę do łóżka zwabić. Najpierw go w łóżku zniewolić a potem uczynić zeń inteligentnego wojownika, który pójdzie w świąt walczyć dla nas i za nas. Uprościć należy procedurę zawierania małżeństwa. Po seksie kobieta wypowiada w obecności świadków formułkę małżeńską "mój ci on jest” Domina będzie mogła wychłostać, wyrzucić , zamienić w każdym momencie z zachowaniem trzydniowego terminu wypowiedzenia a w szczególnych wypadkach natychmiast. Mężczyzna będzie  do Dominy przypisany póki będzie przydatny trzeba mu tylko wpoić przekonanie, że to od niego zależą losy ludzkości, że to kwestia honoru, dobra państwa, zapisania się złotymi zgłoskami w historii. Niepotrzebne skreślić.

Im mniej mężczyzna sprawny w łóżku tym łatwiej wymóc na nim rekompensatę za brak orgazmu w postaci brylantów na przykład. Tylko idiotki feministki tego nie rozumieją. Sprzymierzeńcem nam będzie całkowity zakaz używania środków antykoncepcyjnych i konstytucyjna ochrona życia ewentualnie poczętego. Kobieta w stanie błogosławionym powinna być obiektem szczególnego kultu, więc oczywistym będzie że za dokonanie aborcji bezwzględnie do pierdla pójdzie mężczyzna.

<< kobiety, o czym wie każdy sutener, to idealny obiekt przemocy. Zastraszy się, ogłupi – i taka idiotka głosuje, jak jej  „Rząd” i telewizja każe. Jasne? >>

Jasne, jasne Kobieta nie może mieć jednego mężczyzny, bo ją zastraszy i ogłupi. Mężczyźni z natury agresywni, mają silną potrzebę rywalizacji. Jak kilku mężczyzn , będzie należało do jednej kobiety , to zajmą się walką między sobą. I w zgodzie z natura będzie w końcu, tylko my kobiety musimy wytępić w sobie głupi cywilizacyjny przesad, żeby pomagać słabszemu. Zasady mają być proste. Zwycięzca dostępuje zaszczytu wypełniania Dominy swoim nasieniem. Ilość niewolników będzie wyznacznikiem rangi i statusu społecznego kobiety. Tylko te idiotki  feministki tego nie rozumieją.

 

Domina wybiera  niewolnika i pozyskuje go wdziękiem i urokiem osobistym. To jest o tyle właściwe , że kobiety mądrzej wybierają. Nie ma na świecie takiej kobiety któryby wyszła za mąż za faceta którego jedynym atutem jest zgrabny tyłek. Kobieta kieruje się  w takich wyborach interesem potomstwa i starannie wybiera materiał genetyczny. Ma do dyspozycji jedna komórkę jajowa raz w miesiącu. Mężczyzna w stanie uniesienia ma wyłączoną zdolność rozsądnego myślenia i pięć milionów potencjalnych sprawców poczęcia w każdym centymetrze sześciennym.

<<jako socjo-cybernetyk, twierdziłem, że jest mało prawdopodobne, by marnowała się aż tak ogromna liczba plemników. Zapewne - przypuszczałem - pełnią jakąś dodatkową rolę; najprawdopodobniej wnikając w ścianki pochwy powodują, że kobieta upodabnia się pod jakimiś względami do swojego mężczyzny. Tak oczywiście być nie musi - znamy liczne przykłady szastania materiałem genetycznym (jako to np. pyłek kwiatów) - jest to jednak prawdopodobne. Gatunek zazwyczaj nie produkuje aż takiego nadmiaru.. W takim razie może warto, by biolodzy przebadali kobiety i pod wspomnianym kątem >>

Skoro tak , to będzie można  odebrać  mężczyznom prawo wyborcze. mężczyznom niewolnikom. Przecież jeśli kobiety poprzez nasienie wchłaniałyby światopogląd mężczyzn no to po ci mieliby się  do urny fatygować?. Walkę o wpływy polityczne mogliby uprawiać w służbówce między sobą, w czasie poobiedniej drzemki Dominy.

 

<<do meritum: na pewno jest w Polsce ponad 15% kobiet, chcących żyć w normalnym kraju i bynajmniej nie pragnących "równouprawnienia". Pozostałe 85% kobiecego elektoratu podzielone jest między partie zapewniające, że chcą równouprawnienia; UPR-owi te 15% powinno wystarczyć>>

 

Zaczynamy:

  1. Najpierw lista zawodów, które zabroni się kobietom wykonywać. Zaczniemy od hutnika i górnika. Nie ma znaczenia że się kobiety do hut i kopalni nie rwą. Rzuci się je na wabia żebu potem systematycznie dopisywać zawody żołnierza , policjanta, nauczyciela, lekarza a z do eliminacji możliwości zarabiania. Zresztą zbiegnie się to w oczywisty sposób z eliminacja konieczności zarabiania. Tylko idiotki feministki tego nie rozumieja.

  2. W ramach kultu matki kobietom będzie przysługiwał urlop macierzyński na córkę do czasu pozyskania przez nią mężczyzny a na syna do czasu oddania go we władanie synowej.

  3. System edukacji zmieni swoje oblicze. Dziewczynki będą się od matki uczyły jak być kobietą a pozostałą wiedzę niezbędną do funkcjonowania wleją w nią jej mężczyźni przecież. Kształcić się będą tylko chłopcy, co podniesie jakość edukacji i wartość chłopców na rynku pracy i ich przydatność dla kobiet w dorosłym życiu.

 

Tylko idiotki- feministki tego nie rozumieją.

środa, 13 czerwca 2007
Spiskowa teoria dziejów
Zainspirowana artykułem dotyczącym czystością na dworcach PKP doszłam do wniosku, że za brak porzadku na naszych ulicach, dworcach, w parkach i innych miejscach publicznych odpowiedzialni są mężczyźni. To ich wina! Dlaczego? Autor artykułu podaje, że wg badań Państwowego Zakładu Higieny statystyczny polski mężczyzna nie dba o czystość. Co drugi kąpie się raz w tygodniu (zaczęłabym się drapać chyba po dwóch dniach), kosmetyków używa rzadko (to czym się myją- piaskiem?), rzadko zmieniają skarpetki i majtki, a o myciu rąk po wyjściu z toalety już nawet nie wspomnę. Autor kończy artykułu słusznym skądinąd wnioskiem, że za stan czystości polskich dworców, odrapanych i cuchnących odpowiadają mężczyźni. Kto bowiem zajmuje tam większość kierowniczych stanowisk? Mężczyźni właśnie. Skoro sami się nie myją nic dziwnego, że takie niechlujstwo im nie przeszkadza bo nie widzą z tym problemu. A nie widzą bo sami są średnio domyci...
 
Ta teoria tłumaczy taki paradoks, że oto w domach Polaków często jest tak czysto, że można się przeglądać w podłodze, a za progiem lepiej uważać o co się człowiek ociera i w co w deptuje. O wąchaniu nie wspominając. W domach bowiem królują panie i te powierzchnie, które mają w swoim władaniu utrzymują we wzorowym porzadku. Gorzej z powierzchniami ich mężów, synów i ojców, które są niejako poza ich zasięgiem. Nietrudno to zresztą zauważyć- wystarczy rozejrzeć się wokół czy chociażby przejechać się środkami komunikacji miejskiej. W upalny letni dzień zwłaszcza. Dominacja mężczyzn sprawia, że czystość w naszym kraju odbiega daleko od wzorców przyjętych w innych krajach europejskich.
 
Apel na końcu artykułu skierowany do polskich mężczyn wydaje mi się jednak bezcelowy. Skoro im do tej pory nie przeszkadzało i nic z tym nie zrobili to trudno oczekiwać, że nagle pod wpływem prasowych apeli się zmienią. Tu zaczyna się rola kobiet- pora aby one przejęły stery w firmach, urzędach i polityce i aby wreszcie zrobiły w tym kraju porządek!
środa, 27 września 2006
Druga fala feminizmu w Polsce


Drugą falę feminizmu w Polsce zawdzięczamy Towarzyszowi Gierkowi oraz ówczesnemu Ministerstwu Edukacji, którzy w latach 70-tych pozwolili uczennicom szkolnym przychodzić do szkoły w spodniach, a nie jak dotąd, wyłącznie w spódnicach. Pozowlili także chłopcom nosić dłuższe włosy, choć ten aspekt transgresji płci, czyli queerowania, cho
ciaż performowany w ignorancji i bez ideologii, nie spotkał się z aprobatą gron pedagogicznych.

Nie pierwszy to raz, kiedy idee emancypacjne przyszły do nas z Zachodu, bynajmniej nie jako ideologia, ale jako… moda. Kiedy czytam dziś wszędzie, że płeć jest performowana, choć sama Judith Butler już jakiś czas temu przestała performować (patrz: Bodies that Matter) a w tle toczy się walka o kontrolę nad biologiczną reprodukcją; kiedy walczymy o równość dla odmieńców, podczas gdy otwarcie i jawnie kwestionuje się prawną równość połowy obywateli naszego kraju do kontroli własnego (bynajmniej nie performowanego) ciała, popadam w lekką schizofrenię i myślę sobie, że jesteśmy bardzo modnym narodem, który dla fasonu da się powiesić.

piątek, 15 września 2006
zaproszenie od uniGENDER

Drogie/Drodzy!

I znow kolejne zaproszenie od nas:

"uniGENDER" przygotowuje wydanie specjalnego tematycznego numeru
poświęconego relacjom gender a Europa Środkowo-Wschodnia.

Do nadsyłania prac zachęcamy wszystkich, dla których tematyka Europy
Środkowo-Wschodniej w zetknięciu z kategorią gender jest problemem badawczym czy punktem wyjścia do refleksji na temat fenomenów kulturowych, społecznych, politycznych, prawnych i innych. Chcemy przedstawić różnorodne podejścia do tej problematyki z postawieniem akcentów na tematy nowe, ujęcia oryginalne, nieznane - szczególnie w polskiej literaturze przedmiotu. Zapraszamy do nadsyłania artykułów.

Numer tematyczny zostanie opublikowany pod koniec roku 2006. Termin
nadsyłania artykułów do numeru upływa 15 października 2006 roku. Wszystkie
teksty będą oceniane zgodnie z ustaleniami zawartymi na stronie internetowej
magazynu "uniGENDER" w dziale "Informacje dla Autorek/Autorów":
www.uniGENDER.org.

Zainteresowanych prosimy o kontakt:

Mateusz Skucha: mateusz.skucha@uniGENDER.org

Marcin Wilk: marcin.wilk@uniGENDER.org

niedziela, 03 września 2006
Zapraszamy do dyskusji....
wtorek, 13 czerwca 2006
Polityka tożsamości a krytyka tożsamości

Hej!

dzięki za zaproszenie do współredakcji bloga.

Mam dla was tekst, który chciałabym poddać dyskusji. Trochę już to publikowalam - w bardziej rozszerzonej wersji, trochę głosiłam, ale prawdę mówiąc, brakowało mi właśnie dyskusji.

Iza Kowalczyk

Polityka tożsamości a krytyka tożsamości

„Z niesmakiem odwracam głowę widząc przytulających się do siebie facetów, podoba mi się natomiast kobieta kołysząca biodrami” – pisał mój znajomy socjolog, pytając, czy jest homofobem.
Dotknął w tych słowach istotnej kwestii, jaką jest widzialność Innego, już nie tylko w sensie społecznym, ile psychologicznym – choć trzeba podkreślić, że oba porządki są ściśle ze sobą związane. Ten mechanizm strachu przed Innością czy wręcz odrazy dla Innych tkwi bowiem w naszej psychice. Część z nas nie potrafi poradzić sobie z własną innością i dlatego nie akceptuje inności w innych.

Piszę „my”, bo wydaje się, że dotyczy to każdego z nas. A dodatkowo strach przed innością pielęgnują różne systemy władzy.

Brudny bezdomny na dworcu, wystające spod jego łachów gnijące ciało, brudne romskie dziecko żebrające na ulicy; starzy ludzie, których zwyrodniałe ciała napawają lękiem; ale też wykrzykujący coś do siebie na ulicy schizofrenik; niepełnosprawny, który nie ukrywa, że jego ciału brakuje jakiejś kończyny i przerażenie, w jakie wprawia nas bezlitośnie wystający kikut, itp., itd.

Inni psują nasze poczucie zorganizowanej, stabilnej rzeczywistości. W gruncie rzeczy to nie ich się boimy, ale problemów społecznych, które swoją obecnością uświadamiają. Pokazują, że nasza rzeczywistość jest konglomeratem skomplikowanych problemów, nie wszyscy mają dom i pracę, nie wszyscy odczuwają i myślą w ten sam sposób, i że nie wszyscy jesteśmy tacy sami. W ten sposób Inni stwarzają zagrożenie dla naszego poczucia bezpieczeństwa. Ukazują, że nasza rzeczywistość zorganizowana jest na kruchych podstawach i że w każdej chwili może ona ulec rozpadowi. Podobnie jak rozpadowi ulega nasze ciało, choć wolimy wierzyć we własną integralność.

Gra toczy się więc o niepewne granice nas samych i naszego porządku; przy czym porządek ciała i porządek społeczny są ściśle ze sobą powiązane. Inność to właśnie inność cielesna, a problem zdefiniowanego przez Julię Kristevę abiektu (Kristeva 1982) – a więc tego, co przekracza podziały, funkcjonuje na granicach, nie daje się łatwo zdefiniować, będąc jednocześnie „swoim”, jak i „obcym”, co powoduje jednocześnie wstręt i fascynację – dotyczy zarówno sfery cielesnej, jak i społecznej. Być może dlatego Inni w „mowie nienawiści” (Kowalski, Tulli, 2003) opisywani są często przy użyciu cielesnych i fizjologicznych metafor (jako brud, choroba, zwyrodnienie czy degeneracja) i dlatego dąży się do usunięcia ich z pola widzialności: „nie pozwolimy, by pedały zanieczyściły nasze miasto” – tych i innych szokujących słów używają przeciwnicy Marszów Równości na forach internetowych (np. forum gazeta.pl).

Warto jednak pamiętać, że nazywanie jest już formą wykluczania; w ramach każdej mniejszości, którą zdefiniujemy, pojawiają się następne (np. określenie „kobiety” wyklucza „lesbijki”; określenie „lesbijki” wyklucza „lesbijki niepełnosprawne”; „określenie lesbijki niepełnosprawne” wyklucza „lesbijki niepełnosprawne z mniejszości etnicznej” itp., itd.). Najlepiej byłoby więc nie nazywać w ogóle i unikać kategorii tożsamościowych.

Kategorie te używane są jako przywołanie do porządku. Pytanie: „kim jesteś?”, bardzo często odnosi się do norm zachowania określonych dla danej grupy: jesteś chłopcem, nie powinieneś płakać. Jesteś mężczyzną, musisz zapewnić byt swojej rodzinie. Jesteś Polakiem i nie wolno ci szargać narodowych świętości. Jesteś kobietą, powinnaś mieć dzieci. Jesteś matką i żoną, zachowuj się poważnie. Itp., itd.

Każde określenie tożsamościowe wiąże się więc z pewnymi normami, określającymi sposób zachowania, styl ubioru, wartości, które dana osoba powinna wyznawać. Normy zaś służą temu, by porządkować. Istnienie normy oznacza istnienie marginesu: tego, co wykluczone i odrzucone. Ustanawiając normy, dokonujemy więc likwidacji inności.

Dokonujemy zagłady inności – również z wnętrza nas samych. Inny, którego nosimy w sobie, zostaje wydalony na zewnątrz, staje się obcym, wrogiem, monstrum, plugastwem, bestią, tyranem, obiektem nienawiści.

Wydalamy to, co w nas obrzydliwe, brzydzimy się tym, co wydalamy, odrzucamy to, co stanowi niezaprzeczalną cząstkę nas samych, która zaświadcza o naszym istnieniu. „W życiu społecznym to w abiekcie ogniskuje się nienawiść i przemoc. Tymczasem – jak twierdzi Kristeva – abiekt tkwi wewnątrz podmiotu. Skoro szukamy i zabijamy kozła ofiarnego, nie potrafiliśmy poradzić sobie z własnym abiektem w nas” (Kitliński 2001, s. 48). Przenosimy na zewnątrz niebezpieczeństwo, które nosimy w sobie: „to nie ja jestem słaby, to inny mi zagraża” (Kristeva 1996, s. 168).

Czy to nie z tego wynika, że tak często szukamy winnych (szukanie winnych – czy nie jest szukaniem zła w – innych?) poza sobą („wszystkiemu w-inni są Żydzi i Masoni”), że spychamy ich na margines (zamykając w enklawach zamkniętych zakładów, domów starców, szkół z internatem), piętnujemy negatywnymi określeniami („pedały”) lub wydalamy (jak wydala się obcych poza granice swego kraju – koncepcje państw narodowych). Innych nie chcemy oglądać, nie chcemy słuchać, oni uświadamiają nam nasze własne lęki, nasz strach.

Czym bardziej wydalamy, spychamy i negujemy, tym bardziej przeraźliwie wraca nasza własna inność. Czy to nie dlatego ruchy prawicowe tak często używają retoryki nienawiści, gdyż w sensie psychologicznym bazują właśnie na dyskursie zagrażającej Inności? Politycy prawicy odnoszą się właśnie do tego strachu, to na jego pielęgnowaniu budują swoją własną siłę. Kreowany przez nich obraz rzeczywistości – to świat twardych tożsamości (narodowo-religijnych) i wyraźnie wytyczonych granic (płci, seksualności) i tego wszystkiego, co może doprowadzić do ich rozpadu. „Większość” opisywana jest więc jako wciąż zagrożona – degeneracją, demoralizacją, deprawacją, europeizacją itp., itd. A ludzie, którzy czują się zagrożeni, potrzebują silnej władzy, dla której mogą zrezygnować z części swojej wolności. I zaczynają odbierać tę wolność innym...

Kristeva powiada: „Ta nienawiść, nierozłączna od lęku, stanowi przede wszystkim także lęk przed samym sobą, nieumiejętność radzenia sobie z własnymi popędami. Lęk i nienawiść są silnie zakorzenione w kruchości jednostki, a nieumiejętność zgłębienia, ‘przepracowania’ własnego strachu i nienawiści powoduje, że rzutujemy je en face: obciążam innego stanem zagubienia, którego doświadczam” (Kristeva, s. 168).

Inny staje się wytłumaczeniem krzywd oraz stałym punktem odniesienia, akcentuje się jego uprzywilejowaną pozycję – kosztem „nas, którym zagraża”; w ten sposób staje się obiektem nienawiści, by w końcu stać się kozłem ofiarnym. Historia Żydów w III Rzeszy i Holocaust pokazały, do czego prowadzi ten mechanizm. Bezmiar ludzkiej tragedii, Zagłada – jest pochodną owej psychologicznej zagłady Inności, na bazie której działają skrajne ruchy prawicowe.

Inność (abiekt) jest zarazem tym, co jest nam niezbędne do życia, tylko dzięki niej możemy żyć, dlatego też likwidacja Inności prowadzi do Zagłady. Być może jedynie pamięć jest tym, co może nas (i naszą Inność) ocalić. Dlatego też Kinga Dunin wskazuje na potrzebę budowania projektu wspólnoty ludzkiej w oparciu o wartość, jaką jest szok towarzyszący Zagładzie oraz w odniesieniu do takich wartości, jak współczucie, otwarcie na wielokulturowość i różnorodność (Dunin 2004, s. 76, 152).

I choć my sami to tylko „inni” pomiędzy innymi, często o tym zapominamy lub też ulegamy projektom politycznym bazującym na jasnych identyfikacjach i nienawiści wobec Innego. Wolimy ustanowić granice pomiędzy sobą (swoimi) i nimi (innymi), granice zawsze wyraźnie oznaczone przez jasne definicje tożsamości, i strzec tych granic tak silnie, że niekiedy nawet przelewamy za nie własną krew.

Definicje narodowe, płciowe, seksualne piętnują nas, każą nam traktować tożsamość jako coś stałego, niezmiennego, a przecież, jak pisze Judith Butler, negocjujemy własną tożsamość, co oznacza, że nigdy nie możemy do końca się określić, proces ten jest ciągły i nieskończony. Jak pisze interpretatorka teorii Butler – Bożena Chołuj: „Nasze ‘ja’ konstytuuje się razem z daną sytuacją. Podmiot, który powstaje, jest każdorazowo inny. Nie chodzi tu o totalną inność, ale o uznanie zmienności” (Chołuj, s. 70). Nie ma jasno zdefiniowanej tożsamości, mamy do czynienia raczej z wielo-tożsamością, negocjujemy ją w zależności od sytuacji – udowadnia Butler w tekstach, które stały się podstawą antytożsamościowej queer theory. To dlatego, jak pisze Joanna Mizielińska, „w ramach teorii queer tożsamość nie jest podstawą politycznej władzy, ale społecznym produktem, a tym samym – podstawą opresji. Jej zaś odrzucenie uznaje się za klucz do wyzwolenia i walki” (Mizielińska, 2000, s. 58).

W centrum queer theory pojawiają się nienormatywne formy tożsamości, ujawniające właśnie ową niejednoznaczność tożsamości. Zostają do niego włączeni również biseksualiści, transwestyci, transseksualiści, a także, jak pisze Butler w Bodies that Matter – osoby heteroseksualne, które jednak nie zgadzają się z istnieniem normy, jaką jest heteroseksualność, oraz zorientowane są na antyhomofobiczną politykę (Butler 2000, s.44).

Mogłoby się wydawać, że założenie to osłabia polityczną walkę grup zmarginalizowanych o swoje miejsce w społeczeństwie (Butler podobnie problematyzuje kategorię „kobiet”, dążąc właściwie do jej odrzucenia, uznając ją za konstrukt kulturowy).

Jednak określenie queer, według Butler ma swój wymiar polityczny, oznacza „znalezienie miejsca, a nie oswojenie, demokratyzujących głosów sprzeciwu, które powodują i będą powodowały przemieszczanie się konturów ruchu w nieprzewidywalny sposób” (Butler, s. 42).

Należałoby więc zerwać z „twardym” rozumieniem tożsamości, poddać krytyce samą tożsamość, jak czyni to Butler, ale należy jednocześnie obrać takie strategie działania, aby nie zostać powtórnie zepchniętym na margines, znów skazanym na niewidzialność. Sama Butler także widzi konieczność mówienia o tożsamości w walce politycznej, ale tylko wtedy, gdy jednocześnie pamiętamy, że tożsamość może zostać użyta przeciwko nam: „O ile konieczne jest wysuwanie żądań politycznych poprzez odwołanie się do kategorii tożsamości i roszczenie sobie prawa do mocy nadawania sobie nazwy i określenia warunków, na jakich jest ona używana, o tyle niemożliwe jest utrzymanie tego rodzaju kontroli nad trajektorią tych kategorii w dyskursie” [Butler 2000 (1993), s. 41]. Butler nie chodzi więc o całkowite odrzucenie kategorii tożsamości, ale uwidocznienie ryzyka, związanego z zamykaniem się w ramach sztywno definiowanych tożsamości i wiążących się z tym wykluczeń.

Chodzi też o coś więcej – o model demokracji. To nie jest tylko sprawa gejów i lesbijek, to sprawa – mówiąc przewrotnie – nas wszystkich. Chodzi bowiem o wolność. Wczoraj atakowano Żydów, dzisiaj trwa nagonka na gejów i lesbijki („Jeżeli dewianci zaczną demonstrować, to należy dolać im pałą" - zagroził Wierzejski przed Paradą Równości. "Jak dostaną parę pał, to drugi raz nie przyjadą. Gej to przecież z definicji tchórz"). W tym samym czasie ma miejsce atakowanie niepoprawnych artystów („takich artystów powinno się wieszać lub golić im głowy” – pisali przedstawiciele Młodzieży Wszechpolskiej o Dorocie Nieznalskiej, której urządzono proces i złamano karierę).

A czy jesteś pewna/pewien, że te ataki nie dotkną ciebie?

czwartek, 18 maja 2006
Płeć a tożsamość

Założenia płci i rodzaju są zakorzenione w psychice, kulturze i wychowaniu. Podział na dwie, różne i przeciwstawne płcie leży u podwalin człowieczeństwa. Bycie kobietą lub mężczyzną w naszych czasach generuje zupełnie dwie różne biografie. Płeć znajduje odzwierciedlenie w większości polach ludzkiej egzystencji. Skąd ta nierówność? Czemu tak się dzieje?

Płeć biologiczna jest stałym wyznacznikiem naszej tożsamości. Określana jest ona zaraz po urodzeniu dziecka na podstawie budowy zewnętrznych narządów płciowych. Ma specyficzne konotacje społeczne, które znajdują wyraz w systemie ról płciowych, tworzących ramy życia i funkcjonowania nas i naszych dzieci. Płeć stanowi podstawę naszej tożsamości. W pierwszej kolejności często mówimy o sobie „jestem kobietą” lub „jestem mężczyzną”. Na podstawie tych deklaracji realizujemy nasze zadania życiowe, stajemy się odrębnymi jednostkami społecznymi, z innymi prawami i obowiązkami oraz stajemy się ofiarami stereotypów i dyskryminacji.

Od kobiet i od mężczyzn oczekuje się w życiu społecznych podejmowania różnych zadań. Kobiecość i męskość jest związana z każdą sferą życia ludzkiego. Na tej podstawie kobietom przypisuje się emocjonalność, opiekuńczość, delikatność, uprzejmość, uległość. Męskość zaś kojarzona jest z pracą zawodową, władzą, działalnością publiczną, z zainteresowaniem rzeczami a nie ludźmi, niezależnością, dominacją, samodzielnością, racjonalnością i aktywnością. To oczywiście jedynie wybiórcze skojarzenia, wybrane dla przykładu w celu lepszego zobrazowania problemu.

Z punktu widzenia dzisiejszych czasów nie ma różnicy, czy ktoś rodzi się kobietą, mężczyzną, czy też osobą o niejednoznacznie określonej płci biologicznej. Każda ludzka istota ma jednakową godność i równe prawa. Każda ludzka istota powinna móc żyć bez lęku, mieć możliwość swobodnego określania swoich życiowych celów i wybierania dla siebie drogi, która najbardziej jej odpowiada. Rzeczywistość jest jednak inna. Daleko jeszcze nam do zagwarantowania wszystkich praw, do których zobowiązują międzynarodowe deklaracje. Na całym świecie ludzie doświadczają dyskryminacji ze względu na płeć lub na sposób kreacji własnej płci.

W ostatnich latach modne staje się używanie angielskiego słowa „gender”. Tłumaczy się je na język polski jako „społeczno-kulturowa tożsamość płci”, czasem krócej- „płeć kulturowa”. Jest to pojęcie niezwykle użyteczne. Zwraca bowiem uwagę na to, że płeć ma w istocie dwa aspekty. Jeden- to biologiczne różnice między kobietami a mężczyznami. Drugi- to zmieniający się w zależności od czasów i miejsca zespół norm i wartości przypisywanych kobiecości i męskości w różnych kulturach. Rodzimy się mając najczęściej określoną płeć biologiczną. Płci kulturowej „uczymy się” w procesie socjalizacji. Proces ten rozpoczyna się bardzo wcześnie i dotyczy niezwykle ważnego aspektu naszej tożsamości. Dlatego często nie uświadamiamy sobie, że to, co uważamy za „naturalne” czy „wrodzone” w naszym zachowaniu, sposobie patrzenia na świat, samopostrzeganiu, może w istocie być wytworem kultury, wychowania, instytucji społecznych.

Dorota Pankowska w swojej książce „Wychowanie a role płciowe” (GWP, Gdańsk 2005) wykorzystując analogię krawiecką przedstawia wzorzec funkcjonowania roli płciowej. Indywidualna rola to ubranie, które sami sobie szyjemy. Każdy z nas musi przecież być w coś ubrany. W celu uszycia sobie takiego stroju najczęściej korzystamy z wzorców zamieszczonych w żurnalu lub podpatrzonych w mediach, zgodnych z obowiązującą modą. W ten sposób tworzymy rolę przypisaną, zgodną ze społecznymi nakazami. Często jednak modyfikujemy nieco określony model zgodnie z własnymi upodobaniami i potrzebami (osobowościowa koncepcja roli), i dopasowujemy wykrój do naszej figury. Tak uszyte ubranie nosimy w charakterystyczny dla siebie sposób (to rola przez nas pełniona).

„Socjalizacja to droga do kobiecości i męskości. Dziecko kształtuje swoją rolę płciową na podstawie obserwacji innych ludzi, głównie rodziców. Dużą rolę mogą również odgrywać krewni, dziadkowie czy przyjaciele rodziny”, mówi Marta Zielke, psychoterapeutka, współpracowniczka Centrum Praw Kobiet w Łodzi. Ogromną rolę odgrywają również mass-media, które zarzucają nas stereotypowymi obrazami kobiet i mężczyzn oraz wyśmiewa te, które nie pasują w sztywnie uformowane normy. Dzięki tym wszystkim czynnikom dowiaduje się, jakie zachowania są właściwe dla jego płci, a jakie dla płci przeciwnej. Dziecko poszukuje wzorów i stara się naśladować zachowanie przedstawicieli tej samej płci, a unikać zachowań płci przeciwnej, często odbieranych jako nieprawidłowych, złych i gorszych.

Obserwacje dowodzą, że różnią się oczekiwania rodziców od swoich dzieci w zależności od ich płci. Zróżnicowane płciowo są również zabawy (chłopców częściej zachęca się do zabaw ruchowych, wymagających aktywności fizycznej i sprytu, a dziewczynki do zabaw wymagających od nich umiejętności werbalnych i artystycznych). Zabawki dla dzieci skonstruowane są na podobnych zasadach. Chłopcom proponuje się gry bardziej rozbudowane, wymagające większej aktywności umysłowej i fizycznej. Łączą one pomysłowość z techniką i fantazją. Chłopcy mogą wcielić się w postacie kierowcy, inżyniera, policjanta, strażaka czy stolarza. Dziewczęce gry związane są z pasywnością i płaskim realizmem. Oferuje się im gry związane z kilkoma typowymi kobiecymi zawodami takimi jak kosmetyczka, pielęgniarka, sekretarka, nauczycielka czy projektantka mody. W taki o to właśnie sposób dzieci budują podstawowe wiadomości co jest męskie a co damskie. Co jest typowe dla dziewczynek a co typowe dla chłopców. Co można chłopcu i czego mu nie można. Grupa rówieśnicza na tej podstawie łatwo ocenia, który chłopiec zachowuje się jak baba, i która dziewczynka jest jak chłopak.

Polaryzacja kobiet i mężczyzn prowadzi do szowinizmu i mizoginii. Seksizm jest problemem większości współczesnych społeczeństw. Dla ludzi łamiących społeczne tabu związane ze stereotypowym postrzeganiem roli płciowej nie ma miejsca. Konformistyczne społeczeństwo Polski nie widzi potrzeby zmian, które zmniejszyłyby uciążliwe ograniczenia ciążące na kobietach i mężczyznach. Stąd właśnie nienawiść i zrozumienie do feminizmu i homoseksualizmu. Istnienie feministki czy geja podważa istniejące reguły pojmowania kobiecości czy męskości. Udowadnia, że może być inaczej i wcale nie musi być to chore czy zboczone. Rodzice muszą zrozumieć, że w ich rękach leży przyszłość ich dzieci, które znów z kolei będą przekazywać zdobytą wiedzę następnym pokoleniom. Miejmy nadzieję wiedzę pozbawioną wartościowania, seksizmu i stereotypów.

20:54, summa_summarum , gender-teoria
Link Komentarze (11) »