feministyczno-genderowo-queerowa mozaika myślowa
Zakładki:
kontakt:
O nas
Gender studies
.ORG
Queer
Źródła
Domownicy
Stali goście


Miłość nie wyklucza - żądamy ustawy o związkach partnerskich!
niedziela, 26 października 2008
kalendarz Amazonek

Prace nad kalendarzem pokolenia młodych Amazonek "Niejedna z jedną" zostały zakończone!

Rezultat pracy Doroty Kiałki i Agnieszki Kłos będzie można obejrzeć w całej Polsce. Wernisaże połączone będą z promocją dwóch kalendarzy, które powstały w ramach projektu: ścienny i biurowy.

Inspiracją do powstania projektu był kalendarz z 2005 roku, którego pomysłodawcznią była Izabela Moczarna-Pasiek. Poprzedni kalendarz zawierał zdjęcia dojrzałych i starszych kobiet po mastektomii. Nowy projekt został wzbogacony; oprócz zdjęć najmłodszych w Polsce Amazonek (wiek od 25-34 lat) w kalendarzu znalazły się: samouczek badania piersi, wykaz przychodni w całym kraju wykonujących bezpłatne badania profilaktyczne, informacje o rekonstrukcji oraz słowo wstępne o profilaktyce i przeciwdziałaniu rakowi piersi chirurga onkologa dr. Romana Czarneckiego z Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego we Wrocławiu. 

W trakcie trwania wystawy będzie można kupić kalendarze. Cena około 25 zł. Dochód ze sprzedaży zostanie przeznaczony na rehabilitację najmłodszych Amazonek.

Wystawa będzie jeździła po całej Polsce. Następnym miastem, do którego zawita będzie Kraków.

Kalendarz młodych Amazonek to pozytywna "rozkładówka" dla dziewczyn, które nie zawsze mogą rozebrać się w miejscu publicznym: szatni, na basenie czy plaży.

Wyprodukowałyśmy dwie wersje kalendarza dla młodych kobiet dotkniętych chorobą nowotworową piersi - ścienny i biznesowy. Chcemy, żeby poręczny kalendarz na biurko mógł zdobić biurka największych redaktorów, prawników, informatyków i biznesmenów. W końcu również oni mają żony, córki i przyjaciółki, które mogą pewnego dnia dowiedzieć się, że ich pierś musi zostać odjęta. Kobieta z jedną piersią? To nie żadne odkrycie.

Mały kalendarz, w którym można zapisać terminy wizyt u lekarza, dowiedzieć się z niego, gdzie można zbadać za darmo swoje piersi oraz, co to jest metoda terapii dr Simontona, przyda się wszystkim kobietom pracującym. W końcu to one trafiają do lekarza za późno.

Ścienna wersja kalendarza nawiązuje do pierwszego w Europie kalendarza dla Amazonek, który w 2004 roku wymyśliły i zrealizowały Amazonki z wrocławskiego klubu "Femina Fenix". Zrobiłyśmy kolorową wersję kalendarza w trzech językach, w którym obok zdjęć najmłodszych w Polsce Amazonek, pojawiły się podstawowe informacje o profilaktyce i przeciwdziałaniu rakowi piersi. Co roku w Polsce na raka piersi umiera blisko 20 tys. kobiet (to liczba mieszkańców małego miasta). Planowanie zdrowego życia z kalendarzem w ręce lub na ścianie, może tę liczbę zmniejszyć.
Na znak protestu, w obronie nowego piękna z jedną piersią, każda kobieta będzie mogła podarować kolorowy kalendarz swojemu mężczyźnie, przyjaciółce, matce lub młodszej siostrze. Każdemu, kto ma ochotę powiedzieć - jestem z wami, nie jesteście same, jedne z jedną (piersią).

"Niejedna z jedną" to także akcja artystyczna.

Chciałyśmy, żeby pokolenie chorych 30-latek zostało sfotografowane przez 30-letnie polskie artystki. Po co? Żeby zobaczyć, jak zdrowe kobiety patrzą na tę z jedną piersią. I żeby się zastanowić, czy w polskiej sztuce nie dzieje się przypadkiem tak, jak w społeczeństwie - wszyscy wiedzą, że co roku szkoły artystyczne kończy znacznie więcej dziewczyn niż chłopaków, ale to właśnie one przepadają w artystycznym wirze. Żyją ukryte, jak ich koleżanki - Amazonki.

Więcej informacji na temat wystawy i kalendarza: www.her2.pl

--
agniusza

 

piątek, 10 października 2008
polityka prorodzinna

Minister Kopacz znowu na językach całej Polski. To juz kolejna w ostatnich miesiącach wpadka minister zdrowia. Tym razem zapowiedziała, że Polski nie stać na sfinansowanie znieczulenia okołoporodowego rodzącym kobietom. Wyjaśniła, że bóle porodowe są czymś nieuniknionym, bo tak skonstruowała kobiety natura.

Pani minister zapomniała, że natura sama wyzwala w kobiecie odpowiednie hormony, które sterują akcją porodową. Dlaczego więc podaje się już prawie obligatoryjnie oksytocynę? Z pewnością bardziej naturalne jest rodzenie w pozycji kucznej. Więc po co wydawać pieniądze na drogie łóżka? Ba, po co wydawać pieniądze na drogą aparaturę, do której podłącza się rodzącą? Natura przecież też tego nie zna.

Skoro obsługa anestezjologiczna porodu jest tak kosztowna, to właściwie po co lekarz położnik? Kobiety naturalnie mogą urodzić w domu, przy pomocy akuszerki. Problem nierentownych (?) odziałów położniczych rozwiąże sie sam.

Koniec ironii. Poprzedni rząd przy aktywnych współudziale obecnej partii rządzącej uchwalił tzw. becikowe. Jest to kwota 1000 złotych przekazywana rodzicom nowonarodzonego dziecka. Według wyliczeń NFZ znieczulenie przy porodzie kosztuje kilkaset złotych. Rachunek jest prosty. Pieniądze z becikowego mogłyby pokryć koszty znieczulenia. Dla systemu byłby to zysk, bo przecież nie każda kobieta mogłaby zostać poddana znieczuleniu - ze względów medycznych, czy z braku jej woli. A dodatkowy etat anastezjologiczny służyłby całemu szpitalowi. Ale sprawa się rympła, bo raz dane pieniądze trudno zabrać.

Od kilku lat rządzący wraz z chórem ekspertów powtarzają, że potrzebujemy zwiekszyć przyrost naturalny. Zapominają, że nie jest to operacja prosta, bo wymaga współudziału licznych obywateli. A żeby zachęcić tych obywateli do posiadania większej liczby dzieci, trzeba im zapewnić podstawowe rzeczy. Przede wszystkim rzetelną opiekę lekarską od bardzo wczesnego wieku dla dziewcząt, która ograniczyłaby problemy z płodnością w późniejszym wieku. Następnie rzetelną opiekę medyczną dla ciężarnych i rodzących, tak aby kobiety nie bały się porodu i nie cierpiały mąk na sali porodowej w imię jakiejś chorej ideologii o "prawach natury", często ryzykując zdrowiem, a nawet życiem swoim i dziecka. Konieczne jest także wsparcie młodych rodziców. Tysiąc złotych tego nie załatwi. Rodzice powinni mieć dostęp do szkoły rodzenia, wsparcia od wykwalifikowanej położnej w pierwszych tygodnaich życia dziecka, darmowych szczepień. No i wreszcie kobiety powinny być pewne, że po odchowaniu dziecka będą mogły wrócić na rynek pracy i dalej rozwijać sie zawodowo. I że otrzymają w tym wsparcie od państwa (w postaci składek i zasiłków oraz miejsc w żłobkach i przedszkolach), pracodawcy oraz ojca dziecka (który weźmie część urlopu rodzicielskiego i będzie aktywnie brał udział w opiece nad dzieckiem, a nie zamieni się w tzw. żywiciela rodziny - wiecznie nieobecnego i zmęczonego pracą ojca).
Nie wspomnę już o edukacji seksualnej i dostępie do antykoncepcji jako formach aktywnego decydowania o prokreacji.

Co mamy? Deklaracje o stworzeniu narodowej listy ciężarnych. Sugestie, że kobiety posłuszne systemowi będą miały lepszy dostęp do opieki, chociaż konstytucja gwarantuje tutaj równość. Ściganie rodzących za granicą, które niby naraziły państwo na koszty, a chciały tylko przeżyć swój poród godnie i bezpiecznie i dostarczyć Polsce zdrowego obywatela czy obywatelkę. Przymykanie oczu na brak edukacji seksualnej w szkołach, problem niechcianych ciąż, niepłodności coraz szerszej rzeszy Polek i Polaków. Łamanie praw pracowniczych rodziców. Brak miejsc w żłobkach i przedszkolach. Utrudniony dostęp do lekarza i koniecznych badań.

Jak widać, na tym froncie, rząd ma jeszcze bardzo dużo od zrobienia. Niestety, minister Kopacz nie wykazuje ani krztyny zrozumienia dla potrzeb kobiet w Polsce. Przesłoniły je chyba słupki budżetu. Skoro opieka zdrowotna w naszym kraju jest tak kosztowna to może lepiej ją całkowicie zlikwidować, bo przecież naturalnym jest, że człowieka boli, że człowiek choruje i w końcu umiera. Wszystkie działania są w takim razie ingerencją w naturę. Dlaczego rozróżniać między trzydniowym porodem a paraliżującym bólem zęba? Jedno jest naturalne, drugie nie?

Pani Ewie Kopacz już zdecydowanie dziękujemy!