feministyczno-genderowo-queerowa mozaika myślowa
Zakładki:
kontakt:
O nas
Gender studies
.ORG
Queer
Źródła
Domownicy
Stali goście


Miłość nie wyklucza - żądamy ustawy o związkach partnerskich!
poniedziałek, 10 września 2012
Edukacja

Po tym wszystkim myślę, że czas zacząć edukować społeczeństwo, aby zrozumiało, że opieka nad dzieckiem jest PRACĄ.

Jakoś nikt nie ma wątpliwości, że opieka nad dziećmi w żłobku czy przedszkolu jest pracą, za którą należy się wynagrodzenie. Z tych miejsc wychodzi się po pracy do domu, a macierzyństwo trwa 24/7. Nie każdy ma warunki (czyli pomoc rodziny lub płatną), żeby od dzieci odpocząć. Z ojcami różnie bywa (to temat na inną dyskusję).

Swego czasu "siedziałam" w domu z trójką małych dzieci. Byłam z siebie bardzo dumna - nie zwariowałam, radziłam sobie i potrafiłam się zorganizować. Jeden znajomy zapytał mnie, co robię, a kiedy usłyszał, że jestem na urlopie wychowawczym, powiedział: "a, to NIC nie robisz". Do dziś pamiętam ten szok. Kolega miał dwoje dzieci, z którymi "nic nie robiła" w domu żona.

Godzenie macierzyństwa z pracą zawodową jest może i fajne, ale nie zawsze możliwe, choćby dlatego że po 1989 roku (w ramach polityki prorodzinnej) zlikwidowano 60% żłobków.

Opieka nad dzieckiem jest także KOSZTOWNA. Koszty te ponoszą przede wszystkim rodzice. Niedawno przeczytałam, jak dumny z siebie prezydent jakiegoś miasta postanowił eksmitować samotną matkę z dwójką dzieci i w ciąży zajmującą o zgrozo - nielegalnie lokal socjalny (po tym, jak zobaczył na FB, że stać ją na jazdę konną dla dzieci) - wzruszająca troska władz o młode pokolenie.

Znam parę, która zwiedziła już chyba wszystkie, nawet najbardziej egzotyczne zakątki świata. Podróże kosztują, więc byłam ciekawa, gdzie oni pracują. Okazało się, że mają bardzo skromne posady i klucz do sukcesu tkwi gdzie indziej - są bezdzietni.

W weekendowym wydaniu GW (obok kuriozalnego komentarza dziennikarki) jest artykuł o tym, że tylko w jednym województwie trzeba będzie zlikwidować 40 szkół. Dzieci NIE MA.

Jeśli więc są w społeczeństwie kobiety (chociaż trudno w to uwierzyć), dla których macierzyństwo stanowi sposób na życie, to należy się z tego tylko cieszyć (i je hołubić) - może dzięki nim nasz naród przetrwa? Szczególnie powinni się cieszyć tzw. patrioci, których jakoś ostatnio przybywa - samo wymachiwanie szabelką nic nie da.

09:48, kobietawkryzysie
Link Komentarze (2) »
czwartek, 06 września 2012
O odpowiedzialności za słowa

Tak się zastanwiam czy do profesora Mikołejki dotrze, że jako osoba opiniotwórcza ponosi odpowiedzialność (chociażby moralną) za swoje słowa i że:


1) Jego publicznie wyrażona niechęć do matek małych dzieci, pada na podatny grunt, bo wyraża swoje opinie w sposób atrakcyjny dla wielu osób.

2) Są ludzie, którzy mogą uznać, że skoro pan profesor może publicznie, w radio i w prasie, to oni mogą w twarz i na ulicy wyrazić niechęć do mnie (matki małych dzieci, pchającej wózek) bo starsza podskakuje i śpiewa na głos, a młodsza zajmuje cholernie dużo miejsca w przestrzeni publicznej w tym wózku.

3) Słowa profesora wpisują się coraz modniejsze ostatnio hejtowanie matek (re. niedawna nagonka na ciężarne na zwolnieniach), które uważam za niepokojące i niebezpieczne, bo stwarzające podziały tam gdzie ich być nie powinno - wszyscy się urodziliśmy, wszyscy musieliśmy przejść szereg etapów w rozwoju, wszyscy kiedyś rzucilismy się na podłogę w sklepie i wszyscy zasuwaliśmy w pieluchach, większość będzie miała dzieci, które też będą musiały się rozwijać i w tych pieluchach, z rykiem na podłogę itede itepe.

4) Wściekła awantura po słowach profesora nie jest wynikiem jedynie jego słów i nie o niego tutaj chodzi. Profesor bez potrzeby i bez sensu zachował się agresywnie, zaatakował grupę osób (nie kupuję jego tlumaczeń, że nie chodziło mu o wszystkie matki), którym nie jest łatwo ani ze względów finansowych ani społecznych i które ogólnie mają po kokardę, a teraz się dziwi, że na jego atak odpowiedziano agresją.

16:15, zosia761
Link Komentarze (8) »
się dzieje

hmm czy to już spisek?

bo jak nie czytamy/słuchamy o wstrętnych ciężarnych które naciągają państwo na macierzyński

to dowiadujemy się o "wózkowych" [polecam mądrą odpowiedź na ten bełkot, jednej z "wózkowych"]

 

a teraz na scenie pojawiają się, a jakże, feministki

dowiadujemy się od "perfekcyjnej pani domu", że to feministki zabraniają sprzątać, to wina feministek że kobiety nie sprzątają, a jak się nawarstwi to już nie wiedzą od czego zacząć i mają syf w domu

tak, gdy podpisywałam moja legitymację wojującej feministki, to wśród 10 przykazań, za nieprzestrzeganie których grozi kara śmierci i przymusowe wcielenie do partii prawicowej, był zakaz sprzątania...

pani chyba przespała całą dyskusję zapoczątkowaną przez feministki o nieodpłatnej pracy w domu, o tym że to ciężka tyra i zasadniczo powinno się pomyśleć nad rozwiązaniem systemowym, zapewniającym kobietom [i mężczyznom] pracującym w domu i wychowującym dzieci jakąś emeryturę, tak dla przykładu

ale widocznie perfekcyjna pani domu ma inne informacje...