feministyczno-genderowo-queerowa mozaika myślowa
Zakładki:
kontakt:
O nas
Gender studies
.ORG
Queer
Źródła
Domownicy
Stali goście


Miłość nie wyklucza - żądamy ustawy o związkach partnerskich!
poniedziałek, 17 sierpnia 2009
po co komu równość w nauce?

Wprowadzenie parytetów na listach wyborczych jest ostatnio jednym z najgłośniejszych tematów. Równie emocjonująca dla mediów, a przede wszystkim dla środowiska naukowego, stała się propozycja, aby parytety wprowadzić również w radach naukowych. Rozgorzała dyskusja, grupa naukowczyń wystosowała nawet list, w którym stwierdziły, że parytet im ubliża. "Parytety nie gwarantują, że w szacownych gremiach zasiądą najlepiej przygotowane kobiety. Ten system bardzo szybko doprowadzi do sytuacji, w której promowane będą osoby nie tyle wybitne, ile statystycznie przydatne w procentowym reprezentowaniu określonej płci" - możemy przeczytać w liście otwartym.

Mnie, doktorce in spe, parytet nie ubliża. Mam 27 lat, doktorat w trakcie pisania, plany, marzenia, projekty naukowe. I świadomość, że w świecie nauki, w obecnym jego kształcie, dla kobiet zawsze coś jest kosztem czegoś innego. Życie prywatne i karierę naukową pogodzić można albo dzięki wsparciu partnera, albo nadludzkim wysiłkiem, albo po prostu po drodze z czegoś rezygnując.

Polska naukowczyni to jedna z największych ofiar modelu super-kobiety. Powinna wybijać się w pracy i, jeśli ma rodzinę, wypełniać domowe obowiązki. Być na bieżąco, aplikować o granty, zaliczać kolejne staże i zdążyć do przedszkola, gdzie czeka na nią dziecko. Nikt przecież nie powiedział, że w bardzo wykształconych rodzinach delegowanie obowiązków jest na porządku dziennym. Nie widzę tego, obserwując moje profesorki i starsze koleżanki. Nieczęsto mówi się, że heroizm to prawdziwy miernik naszego profesjonalizu. Naukowczynie się nie skarżą. Nie potrzebują też pomocy, bo przecież to one stawiają społeczne diagnozy. Są dzielne, zaciskają zęby i przyjmują męskie zasady gry. Nie popierają się również, bo przecież "nie płeć, tylko kwalifikacje". A statystyki są okrutne: w Polsce w 2006 roku na wyższych uczelniach mieliśmy więcej absolwentek niż abslowentów (65%). Absolwentki studiów doktoranckich stanowiły 49%, habilitantki 35%, profesorki zwyczajne 16%. Niewielki procent kobiet zajmował na uczelniach stanowiska decyzyjne. Brak statystyk na temat ich sytuacji rodzinnej. (por. Gender Budgeting as a Management Strategy for Gender Equality at Universities, Rothe, Erbe, Frohlich, Klatzer et al). Zwraca uwagę stosunkowo wysoki stopień wykształcenia kobiet oraz ich udział w życiu akademii przy równoczesnym braku jakichkolwiek działań afirmacyjnych. W tym kontekście dziwi założenie autorek listu otwartego, że kobiety wybierane do rad naukowych będą miały niższe kwalifikacje.

Sytuacja w nauce ciągle się zmienia, jednak nie zawsze na naszą korzyść. Obecnie wzrastają wymagania dotyczące konkurencyjności, efektywności i osiągnięć. Wyczytać to można z pisanego w iście menadżerskim stylu projektu reformy szkolnictwa wyższego. Jeśli za tymi zmianami nie pójdą jednak inicjatywy równościowe, kobiety, niestety, ale będą z tego wyścigu odpadać. Gdy one decydować się będą na urlop macierzyński, ich koledzy zdobędą kolejne punkty w naukowym cv. Co więcej, projekt reformy zakłada wprowadzenie kontraktowego zatrudniania nauczycielek i nauczycieli akademickich oraz obowiązkowe oceny postępów naukowo-dydaktycznych prowadzone co 2 lata oraz przed końcem umowy. Patrząc na częste lenistwo intelektualne na polskich uczelniach wydaje się to słusznym założeniem, jednak zaostrzenie kryteriów to w przypadku kobiet zaostrzenie podwójne - prywatne i zawodowe. Planowane jest również uelastycznienie zarobków poprzez tzw. projekty miękkie (granty naukowe i dydaktyczne). Co jednak z zarobkami kobiet przebywających na urlopach macierzyńskich?

No właśnie - dziecko. W życiu naukowczyni najlepszy moment na jej/jego urodzenie, to okres zaraz po obronie doktoratu, przed rozpoczęciem pracy nad habilitacją. Mija wtedy najbardziej intensywny okres pisania, sytuacja jest w miarę ustabilizowana, może nawet dostanie się etat na uczelni. W dyskusji pomija się bowiem jeden niezwykle istotny dla ich młodych naukowczyń fakt: w Polsce wprowadzono proces boloński. Znikają również konkursy asystenckie. Jedyną drogą podjęcia pracy naukowej są dzisiaj studia doktoranckie. To z nich, w założeniu, ma się rekrutować przyszła kadra. Z powodów finansowych, ale również niejasnego określenia przez ustawodawcę źródła, większość uczelni, szczególnie na kierunkach humanistycznych, nie wypłaca stypendiów doktoranckich. Dzisiejsze doktorantki to kobiety pracujące na dwóch etatach: naukowym (nieodpłatne zajęcia ze studentkami i studentami realizowane w ramach praktyk, pisanie doktoratu, rozwój naukowy) i zawodowym (pełnoetatowa praca poza uczelnią). Niektóre z nas godzą to wszystko z macierzyństwem. Faktycznie, jak mówią przeciwniczki parytetów, rozwiązanie to kwestionuje możliwości intelektualne kobiet. Dodać można, że szczególnie te rozwijane poprzez ślęczenie nad książkami po nocach.

W nauce jak na dłoni widać efekty przemocy symbolicznej wobec kobiet. Nie jest nam łatwo, niezależnie czy na kierunkach ścisłych, czy niby-sfeminizowanych kierunkach humanistycznych. Piszę "niby", gdyż po przejrzeniu statystyk okazuje się, że sfeminizowane są głównie niższe stanowiska naukowo-dydaktyczne. Może więc pora, żebyśmy zauważyły, że niezależna czysta nauka nie istnieje. Mitem jest apolityczność i obiektywizm, a rzekoma racjonalność systemu jest dyskryminująca. Doskonale przecież wiemy, że klasyfikowanie zachowań jako (nie)racjonalne to najprostszy sposób dyscyplinowania. Dlaczego więc, paradoksalnie, tak wielu mądrym kobietom tak trudno jest przemówić własnym głosem?

13:10, la_confiance_en_soi , ogólne
Link Komentarze (15) »
sobota, 15 sierpnia 2009
"Osobisty związek z Chrystusem?" Wstęp tylko dla Panów.
Z KK od dłuższego czasu nie mam nic wspólnego, ale i tak czytając poniższe słowa gotuje się we mnie.

Prymas jako 'autorytet moralny' naucza katolickie kobiety kim są, kim być mogą, a kim nigdy nie będą...

Przecież jego słowa uwłaczają kobiecej godności.("[Kobieta]nie może wejść w [..]osobisty związek z Chrystusem". A dlaczego to niby?). Mizoginizm wylewa się z każdego zdania.("Niejedna pani może być dobrym Administratorem"? Mdleję!) . Logika rozumowania jest do podważenia przez 5-letnie dziecko. (Maria nie była kapłanką? Co to za argument!).

Ręce opadają...

Poniżej - przytaczam cały fragment:
"Niektóre wspólnoty kościelne, oderwane od wspólnoty z Kościołem Piotra, wyznaczają osoby żeńskie do kierowania parafią [...]. Owszem, niejedna pani może być dobrym administratorem, może przemawiać, ale nie może wejść w ten osobisty związek z Chrystusem-Ofiarą na Krzyżu, który dał swoje Ciało i swoją Krew - podkreślił.

Dodał, że "kobieta daje ciało i krew, ale w innym porządku". Wskazał na Matkę Bożą, od której Chrystus otrzymał ciało i krew, ale która nigdy nie była kapłanem. Dlatego kard. Glemp podkreślił, że choć kobieta może zostać matką kapłana, to nie może zostać prawdziwym kapłanem. Zachęcił jednocześnie kobiety, by nie rezygnowały z godności bycia matką kapłana".


Link do art.:
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,6929528,Kard__Glemp__kobieta_nie_moze_zostac_prawdziwym_kaplanem.html
18:53, apparecchio_acustico , prasówka
Link Komentarze (8) »
środa, 05 sierpnia 2009
Zbyt radykalna?!

Ostatnio zaczęłam się dokształcać na szacownym i starym polskim uniwersytecie.

W ramach jednych zajęć pani prowadząca miała nam pokazać film biograficzny o Marii Skłodowskiej-Curie.

Pani uprzedziła, że film jest "lewacki i feministyczny" i że ona się odcina. W trosce, żebyśmy się nie gorszyli (?!) tłumaczyła, że to zrozumiałe, bo główna bohaterka była pierwszą kobietą - członkiem Akademii Francuskiej i musiała o to walczyć.

Te komentarze powtarzała ze dwa razy, i w końcu ją zapytałam dlaczego tak nie lubi feminizmu:) Odpowiedź była mętna - radykalizm, tendencyjność (?). Chodziło chyba o to, że uczestnicząc w międzynarodowym życiu naukowym pani zetknęła się z zachodnimi feministkami i nie nawiązała z nimi dobrego kontaktu...

Filmu o Marii Curie nam nie pokazała - zamiast tego były dwa inne, których bohaterami byli mężczyźni i kontrowersji nie było:)

Trochę mnie to przygnębiło - w XXI wieku Maria Skłodowska-Curie skandalistką?! Co to się porobiło:)...

14:10, kobietawkryzysie
Link Komentarze (8) »