feministyczno-genderowo-queerowa mozaika myślowa
Zakładki:
kontakt:
O nas
Gender studies
.ORG
Queer
Źródła
Domownicy
Stali goście


Miłość nie wyklucza - żądamy ustawy o związkach partnerskich!
poniedziałek, 28 sierpnia 2006
Kobiety za kierownicą
Bydgoski PKS postanowi zatrudnić panie na stanowisku kierowców autobusów. Z powodu migracji do Wielkiej Brytanii zaczyna brakować mu pracowników. Szef PKS-u wyszedł z założenia, że panie są bardziej przywiązane do miejsca zamieszkania, mają tu rodziny i nie tak łatwo wyjadą zagranicę. A nie ma dnia by wypowiedzenia nie złożył, któryś z pracowników mężczyzn.
 
Sprawa ma kilka aspektów:
Po  pierwsze zaprzecza to rozpowszechnionym stereotypom, że panie to źli kierowcy choć specjaliści od dawna mówią , że to nieprawda.
Po drugie zawód uważany za typowo męski przejdzie w ręce kobiet co od razu skojarzyło mi się z koniecznością zatrudnienia kobiet w fabrykach w czasie II wojny światowej. Miało to być rozwiązanie czasowe, wprowadzone z braku męskich rąk do pracy, ale okazało się, że panie wcale nie garną się do powortu do przedwojennego podziału ról...
Po trzecie czy rzeczywiście kobiety są tak przywiązane do ojczyzny i tak bardzo utożsamiają się ze swoją rolą Matki Polki, ze nie wyjeżdżają zagranicę? Czy taki krok nie ośmieli ich na tyle, że uwierzą w siebie i stwierdzą, że skoro udało się im w kraju i są w tym dobre to mogą spróbować poza krajem? 
13:26, trzydziestka
Link Komentarze (5) »
niedziela, 27 sierpnia 2006
to, że stereotypy są brzydkie
i be to wiemy wszystkie i wszyscy
to, że siedzą nam głęboko w głowach to już jest wiedza nie taka oczywista
a to co mnie zawsze wprawia w zdumienie, to to jak bardzo kierujemy się nimi w naszym życiu
nawet ja taka "oświecona feministka"
strasznie mnie wkurza, gdy w pracy koleżanka tłumaczy, że do naszych projektów to potrzebni są faceci, bo kobieta choćby nie wiem jak bystra to i tak nie da rady
nie ważne, że mamy kolegę który się nie może dotknąć do sprzętu elektroniczno-elektrycznego, żeby go nie popsuć - on byłby lepszy tylko dlatego, że to facet
no więc ja jako ta "oświecona" unikając konfliktu (bo koleżankę lubię) jakoś staram się przemycić treści odpowiednie, żeby koleżanka trochę zmieniła zdanie
niestety muszę się przyznać - ostatnia delegacja sprawiła, że kładę uszy po sobie
zostałam wysłana na węgry z panem fotografem - tylko nas dwoje
ja z sześcioletnim doświadczeniem w prowadzeniu samochodu - a i to raczej po naszym mieście raz na miesiąc
i pan fotograf - dwadzieścia lat za kółkiem
a z nami stereotyp, a raczej dwa
1. mężczyźni są lepszymi kierowcami
2. mężczyźni lepiej orientują się w przestrzeni
i piszę to ja, pożal się bogini harcerka z jedenastoletnim stażem, która potrafię czytać mapę bez odwracania jej gdy jadę na południe i potrafię znaleźć miejsce na mapie na podstawie kamieni milowych
szybko zorientowałam się, że jestem lepsza w te klocki - już drugiego dnia gdy staliśmy przy moście przez dunaj - na północ słowacja, my mamy jechać do budapesztu, a on się mnie pyta czy mamy jechać przez ten most
do budapesztu na słowację...
nie przeszkodziło mi to posłuchać pana fotografa (już w drodze powrotej) gdy zamiast skręcić w stronę bratysławy (i ja widziałam ten zjazd) pojechaliśmy na wiedeń (bo pan fotograf stwierdził, że to niemożliwe żebyśmy mieli tam skręcić)
to są takie dwa najwyraźniejsze przykłady, ale praktycznie jeśli ja nie prowadziłam, to i tak musiałam bezustannie patrzeć na drogę i drogowskazy (dużo to nie dało, bo zamiast 11 godzin wracaliśmy 16)
i tak cała ta wyprawa była dla mnie walką pomiędzy świadomością istenienia stereotypów, świadomością, że nie odpowiadają one rzeczywistości, świadomością moich większych umiejętności a wewnętrznym przekonaniem że on może mieć jednak rację i w końcu to facet i powinien się na tym znać i pewnie się na tym zna lepiej niż ja

poniedziałek, 21 sierpnia 2006
Za grosze. Pracować i (nie) przeżyć

Wyborcza zamieściła recenzję książki Barbary Ehrenreich Nickel and Dimed: On (Not) Getting By in America (polski tytuł: Za grosze. Pracować i (nie) przeżyć). Szczerze mówiąc chętnie dowiedziałabym się, kto ją wydał, ale tej informacji nie znalazłam ani w materiałach, ani w recenzji. Albo to moja nieuwaga, albo dziennikarskie niechlujstwo.

Ta książka to nie tylko świetne dziennikarstwo, ale przede wszystkim świetna etnografia. Już od dłuższego czasu etnolodzy badają własne społeczeństwa, chodzą na wyprawy etnograficzne do slumsów, na bogate przedmieścia, do szpitali i domów starców, na zebrania zarządów, nawet na wybory miss. Rodzime społeczeństwa stają się równie egzotyczne, jak niegdyś Wyspy Triobriandzkie. I wiele to mówi o kondycji ponowoczesnej (sorry jeśli urażam czyjeś uszy plugawym żargonem książkowym ;).

Oczywiście jeszcze jedna rzecz, która się rozmyła w materiale – polska norma - Barbara Ehrenreich to także feministka i feminizm – także – określa jej działalność i pracę. W recenzji słowo feminizm nie pojawia się ani razu - polska gazeta, polska rzeczywistość, cenzurowana i przykrawana do własnego świato-oglądu. OK. Rozumiem.

Ale warto podkreślić, za notka pod spodem, że autorka napisała:

Blood Rites (1998, polskie wydanie: Rytuały krwi. Namiętność do wojny. Geneza i historia, (2001); Global Woman: Nannies, Maids, and Sex Workers in the New Economy (2004) oraz For Her Own Good: Two Centuries of the Experts' Advice to Women (2005), a w samej Za grosze. Pracować i (nie) przeżyć mówi o swoim doświadczeniu pracy – jako kobiety – w niskoopłacanych zawodach.

http://serwisy.gazeta.pl/kultura/1,69370,3541194.html

Czy istnieje polska etnografia feministyczna – nie wiem, ale wątpię. Po gruntownych kwerendach nie znalazłam nic, poza kilkoma artykułami. Istnieje za to feministycznie zorientowana etnografia krajów post-socjalistycznych na Zachodzie. Wychodzi sporo prac, niezwykle ciekawych, także o Polsce. Ale o tym innym razem.

A dla zainteresowanych:
blog
Barbary Ehrenreich

http://www.barbaraehrenreich.com/index.htm


czwartek, 17 sierpnia 2006
Czy kobieta może latać?

Ta sama informacja, czego o płci bohaterki powiedzieć się już nie da:

"Rzeczpospolita", artykuł Pilotka pomyliła lotniska (wytłuszczenia okresleń wskazujących na płeć - TŁ):
Kilka minut przed godziną 20 czarterowy boeing 737 tureckich linii lotniczych wylądował na wojskowym lotnisku w Krzesinach zamiast na cywilnym w Ławicy. (…)
Turczynka pilotująca maszynę była zszokowana, gdy okazało się, że wylądowała w jednostce wojskowej - mówi Paszkowski [rzecznik MON]. – Przecież podczas podchodzenia do lądowania na lotnisko w Ławicy była w kontakcie z wieżą. Pierwszy raz leciała do Polski. Nie wiedziała, iż w Poznaniu są dwa lotniska: wojskowe Krzesiny i cywilne Ławica. Dzielą je 24 kilometry. Leżą po przeciwnych stronach Poznania.

Inne media elektroniczne również identyfikują kobietę:

wp.pl: Pani pilot pomyliła lotniska:
Samolot czarterowy z Turcji z dwustu turystami na pokładzie zamiast na poznańskim lotnisku na Ławicy, wylądował wczoraj wieczorem na wojskowym lotnisku w Krzesinach. Pani pilot tłumaczyła, że pomyliła lotniska.

onet.pl, Lądowanie w Krzesinach – pani pilot pomyliła lotniska:
"Pilot prawdopodobnie pomylił się" - stwierdził dyżurny cywilnego lotniska. Tę informację później potwierdzono oficjalnie: pilot a dokładnie pani pilot pomyliła lotniska.

Wyjątkiem jest relacja na portalu gazeta.pl (co znamienne, należącym do Agory SA, koncernu, który wydaje m.in. popularnofeministyczny dodatek do Gazety Wyborczej, "Wysokie Obcasy") zatytułowana Poznań: Pilot boeinga pomylił lotniska. Relacja znacznie bardziej niż poprzednie barwna i drobiazgowa (pełna fragmentów typu: w poznańskiej redakcji "Gazety" rozdzwoniły się telefony. - Proszę pana, od 40 minut czekam na lotnisku Ławica na rodzinę, która ma przylecieć z wakacji w Turcji. Przed chwilą odebrałem telefon i wie pan co? Samolot wylądował, ale na wojskowym lotnisku w Krzesinach! - denerwował się pan Grzegorz.), której autor jednak płeć osoby odpowiedzialnej za zdarzenie postanowił zachować dla siebie:

Obaj panowie [bohaterowie pierwszej części artykułu, czekający na bliskich – zauważmy wskazanie na płeć - TŁ] czekali na poznańskim, cywilnym lotnisku Ławica na lot SHY335 z Antalyi. Nie mogli się doczekać, pilot boeinga 737 – Turek - pomylił lotniska i zamiast na Ławicy wylądował na nieoświetlonym pasie położonego kilkanaście kilometrów dalej lotniska wojskowego w Krzesinach. (…)
– Jeden pasażer dostał się w końcu do kapitana – relacjonował Mirosław Walczyński, kolejny z turystów. – Dowiedział się jednak niewiele, potwierdza się wersja mówiąca o pomyłce.

Jakby nie patrzeć, artykuł na gazeta.pl nie tylko ukrywa płeć głównej bohaterki, ale wręcz sugeruje, że była mężczyzną. Jakkolwiek bowiem słowa pilot i kapitan, jako nazwy zawodów od biedy mogą być stosowane również do kobiet (zdanie Ona jest pilotem choć może razić niejedną kobietę, nie gwałci reguł języka polskiego rodzaj męski bywa tu używany generycznie, na określenie kazdego przedstawiciela danego zawodu bez oznaczania jego płci), to już zdanie Ona jest Turkiem poza specjalnymi kontekstami w języku nie występuje. Jeśli chodzi o narodowość, przyjęło się bowiem w polszczyźnie wskazywać płeć osoby, o której mówimy. Biorąc pod uwagę, że w całym artykule ani razu nie występuje nawet sugestia, jakoby pilot był kobietą, Turka owego należy traktować jako wskazanie płci. Gazeta w istocie wprowadza w błąd swoich czytelników, jeśli chodzi o płeć pilota (a właściwie pilotki), sugerując czytelnikom, że to mężczyzna.

Przypadek, o którym piszę, nie jest odosobniony. Kobiety często w relacjach dziennikarzy (a czasem nawet i dziennikarek) stają się mężczyznami, zwłaszcza jeśli chodzi o zawody cieszące się jakim takim prestiżem (sprzątaczka we wszelkich relacjach pozostaje sprzątaczką, pielęgniarka też nie zmienia się w pielęgniarzadyrektorki i prezeski już to nie dotyczy) lub kojarzone ze stereotypowo rozumianą męskością. Oczywiście, dziennikarz Wyborczej być może chciał dobrze. Mogło być tak, że wiadomość uruchomiła mu obecny gdzieś z tyłu głowy stereotyp kobiety jako istoty gorzej prowadzącej pojazdy mechaniczne czy gorzej orientującej się na mapie – i postanowił, biedaczek, zawalczyć z tym stereotypem (lub przynajmniej dalej go nie promować) pisząc, że samolot pilotował facet. Końcem końców wyszło jednak niepotrzebne kłamstwo. Niepotrzebne, gdyż żaden z pozostałych artykułów w żaden sposób nie sugeruje, jakoby płeć pilotki miała związek ze zdarzeniem. Za to wydźwięk artykułu ze strony gazeta.pl wydaje się jednoznaczny: pilot może być tylko mężczyzną. Kobiety nie latają.


16:25, tomek.lysakowski , prasówka
Link Komentarze (9) »
środa, 16 sierpnia 2006
Czy płacić za domową pracę kobiet?
Politycy prawej strony naszej niezbyt udanej sceny politycznej forsują co jakiś czas karkołomne pomysły mające na celu poprawienie sytuacji polskich rodzin, zwiększenie przyrostu naturalnego czy "ułatwienie" życia polskim kobietom. Jednym z takich pomysłów jest płacenie za pracę domową kobiet. Opowiada się za nim nawet 82 % ankietowanych Polaków.
Demokracja to taki dziwny ustrój, w którym (teoretycznie przynajmniej) rządzi większość, ale nie zawsze ta większość zawsze ma rację. Większość rodaków jest też za wprowadzeniem kary śmierci czy biciem dzieci więc nie jest to argument decydujący.
Jednakże zmusza do zastanowienia dlaczego tak sądzi opinia publiczna w Polsce? Czy pracę domową można oceniać na równi z pracą zawodową? Zajęcia jakie wykonuje się w domu Główny Urząd Statystyczny wycenił na 1205 zł. Tyle by trzeba wydać aby zatrudnić osoby, które by nam ugotowały, wyprały i posprzątały. Ale czy własny dom to jest takie samo miejsce jak firma, do której się przychodzi, robi swoje i wychodzi? Nawet jeśli bardzo swoją pracę lubimy i się identyfikujemy z zakładem pracy nie oznacza to, że robilibyśmy to samo dla samej idei, za darmo. W domu pracę wykonujemy także dla siebie, bo przecież nie jesteśmy gospodyniami na przychodne, nieprawdaż? Innym aspektem w ogóle nie podnoszonym przez media jest zakładanie, że prace domowe wykonują wyłącznie kobiety. a co z pozostałymi domownikami? Czy jeśli w domu zostałby mężczyzna też dostawałby taką pensję?
Uważam, że demoralizujące byłoby dla dzieci i męża płacenie żonie i matce za prace domowe gdyż wtedy w ogóle nie poczuwaliby się do jakiejkolwiek pomocy. Po co skoro matka dostaje za to pieniądze i to ona "musi to zrobić". Co z kobietami pracującymi, które po wykonaniu obowiązków zawodowych muszą odpracować drugi "etat" w domu?
Różne są powody zostania przez panie w domu. Nie zawsze jest to samodzielny, świadomy wybór. Często podyktowane to jest sytuacją na rynku pracy, warunkami domowymi, naciskami otoczenia. Powinniśmy dążyć do aktywizacji tych kobiet choćby dla zwiększenia liczby płatników tych składek, a nie do zamykania ich w domu. Polska i tak ma jeden z większych odsetków osób niepracujących. 1000 zł pensji byłoby, dla niektórych wystarczającą pokusą by dobrowolnie dać się wykluczyć z rynku pracy i zostać w domu.
Potrzebne nam rozwiązania systemowe, przysłowiowe danie "wędki" a nie wpychanie ryby, kupionej za pieniądze pozostałych podatników. Lekko się wydaje nieswoje pieniądze i to chyba jest przyczyna tak wysokiego poparcia ankietowanych dla tej idei.
13:01, trzydziestka
Link Komentarze (7) »
wtorek, 15 sierpnia 2006
kobiety kreatywne

Pierwszym wpisem chciałabym wyrazić uznanie dla inicjatywy trenerki pillates, którą poznałam tego lata w Sopocie. Pani Brygida, założycielka Klubu Kobiet Kreatywnych, organizuje Serdeczne Spotkania, podczas których odbywają się warsztaty tańca, treningi psychologiczne i zajęcia plastyczne (program ostatniej imprezy na http://www.klub-kobiet-kreatywnych.prv.pl/). Gdybym mieszkała w Trójmieście z przyjemnością skorzystałabym z tej propozycji. Mam nadzieję, że i w rodzinnym Wrocławiu znajdę towarzystwo kobiet, które realizują się w równie interesujący sposób. Pozdrawiam Was serdecznie :-)

15:03, annalynne , ogólne
Link Dodaj komentarz »
piątek, 11 sierpnia 2006
Kościół katolicki a kobieta.
Kilka dni temu w Gazecie Wyborczej ukazał się wywiad z księdzem Andrzejem Baranem pt "Najświętsza Panienka lepsza niż esperal" , który od alkoholików przyjmuje przysięgi, że nie będą pić. Nie wnikając w metody walki z tym nałogiem trzeba stwierdzić iż rację miała Magdalena Środa kiedy jakiś czas temu stwierdziła iż "...w społeczeństwie polskim rodzina, a nie jednostka jest w centrum wartości. Dlatego mniej broni się kobiety, a bardziej samej rodziny jako autonomicznej wartości. Na tym niekiedy kobiety tracą. A sposób pojmowania wartości w naszym społeczeństwie jest silnie związany z katolicyzmem." Ksiądz przyznał się dziennikarzowi, że odradza kobietom odchodzenie od pijących mężów. Stanowisko to aczkolwiek wyrażone tylko przez jednego duchownego znakomicie odpowiada stanowisku jakie wyznaje sam Kościół Katolicki. Pokora i przyjmowanie ciosów- to się oferuje kobietom maltretowanym przez mężów. Nie chodzi przecież tylko i wyłącznie o znoszenie alkoholizmu męża. Picie alkoholu wiąże się bardzo często z przemocą domową wobec partnerki i dzieci. Ksiądz radzi żonom: "Pani musi być dla niego dobra, ciepła, wyrozumiała, pomagać. Tym mężom też mówię: kochasz żonę, ufasz jej? To porozmawiaj z nią, że ci ciężko, nie dajesz sobie rady, ona ci pomoże." Na barki kobiety wkłada się w ten sposób ciężar nie do zniesienia. Dlaczego kobiety mają znosić poniżanie, brutalność swoich mężów? Bardzo trudno się z ofiarami przemocy domowej prauje gdyż częśto uważają się one za winne tego jaki jest ich partner. Postawia Kościoła wobec kobiety nie ułatwia rozwiązywania takich problemów. Otoczenie, rodzina i ksiądz nie stoją po jej stronie. Jest skazana w tej potyczce i musi ulec. Pełne współczucia słowa księdza dla "zbłakanych owieczek" i twarde słowa dla ich żon. Jak Hiob mają przyjmować z pokorą kolejne ciosy i nie narzekać. Rodzina jest najważniejsza, jednostka i jej prawa się nie liczy. Choć Kościół katolicki bardzo usilnie odżegnuje się od antykobiecości to jednak w praktyce okazuje się, że jest silnie antyfeministyczny. Tym antyfemityzmem proboszczów małych parafii, którzy swoim parafiankom radzą zacisnąć zęby i znosić razy modląc się o uzdrowienie męża.

08:54, trzydziestka
Link Komentarze (7) »
środa, 09 sierpnia 2006
uniGENDER - nowe polskie czasopismo internetowe

uniGENDER

"Miejsce" wyraźnie oddzielone od świata natury - pojawiające się jako podtytuł pisma - to cytat z artykułu Leo Marxa Pastoralizm w Ameryce, który znalazł się w książce Kultura, tekst, ideologia, red. Agata Preis-Smith, Universitas: Kraków 2004. Wyrwane z kontekstu słowa nawiązują do dobrze opracowanego w ramach myśli feministycznej i genderowej tradycyjnego podziału na to, co naturalne i na to, co kulturowe. Dekonstruując ten porządek, chcemy przewrotnie odwrócić znaczenia słów, zwracając uwagę, że to, co "naturalne" często bywa perswadowane. W tym sensie można powiedzieć, że "uniGENDER" sprzeciwia się więc nie tyle idei natury samej w sobie, co idei "natury" zmyślonej, retorycznej, symbolicznej, zawłaszczonej przez ideologię, politykę, władzę; czymś konstruowanym, a więc w zasadzie tym, co można paradoksalnie nazwać "nienaturalną naturą".

W "uniGENDER" za główny cel stawiamy sobie bowiem uprawianie pogłębionej refleksji na temat kategorii gender. Tytuł ma bezpośrednio zdradzać akademicki charakter pisma. Na pierwszym miejscu zależy nam na dokonywanym w skupieniu i z uwagą przypatrywaniu się, analizowaniu, dyskutowaniu etc. rozmaitych aspektów rzeczywistości pod wspomnianym kątem. Choć formalnie pismo nie jest związane z żadną instytucją naukową, każda/każdy z nas jest indywidualnie zainteresowana/zainteresowany głównie akademickim nurtem gender. Jest ona/on również przedmiotem naszych badań, rozważań i prac.

Formalnie pierwszy, choć symbolicznie "zerowy" numer "uniGENDER", jest zaproszeniem i inicjacją w tematykę oraz styl, na jakich nam zależy. W poszczególnych tekstach prezentujemy szkice i rozprawy na rozmaite tematy. Mateusz Skucha proponuje nowe, queerowe odczytanie kilku wierszy poetów modernistycznych. Marcin Teodorczyk podejmuje krytyczną ocenę językoznawstwa widzianego przez pryzmat myśli feministycznej. Anna Marchewka w duchu feministycznym (który bezpośrednio wpływa na język tekstu) dekonstruuje powieść Ewy Szelburg-Zarembiny. Na koniec wreszcie pokazujemy genderową propozycję rozważań wokół kosmetyków oraz anoreksji i bulimii pióra Adama Buczkowskiego.

Wiecej: www.uniGENDER.org

22:38, nina_braun , wydarzenia
Link Komentarze (1) »
wtorek, 08 sierpnia 2006
głupia baba w polityce

Kiedy w domu robi się źle, zawsze dobrze zajrzeć do sąsiada…

Wyborcza, jak się wydaje, właśnie zamierza pocieszyć swoich czytelników. Nie trzeba się tak przejmować Lepperem, Wierzejskim, Giertychem czy nawet braćmi Kaczyńskimi.

Niedouczony chłop w polityce ujdzie w tłumie. Najgorsze, co może być w polityce – to głupia baba…

http://serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34181,3532198.html

________________________________________

+ syfilizacja kraju, przed
którą PiS ostrzega naród. Dla koneserów.

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3535397.html

14:34, nina_braun , prasówka
Link Komentarze (15) »
Zaproszenie do publikowania w Zadrze

oto list od Beaty Kozak:

Szanowne Czytelniczki i szanowni Czytelnicy genderowego bloga, zapraszam Was serdecznie na łamy Zadry. Wiele spośród wpisów i komentarzy w tym blogu aż się prosi o rozwinięcie do formy artykułu. Zamawiam właśnie teksty do podwójnego numeru, który wyjdzie w październiku i chciałabym Was zachęcić do przysłania swoich tekstów.

Deadline to 25 sierpnia, a w ostateczności 3 września. Teksty powinny być związane z tematyką gender/ feministyczną/ kobiecą, najchętniej aktualną, powinny być napisane językiem lekkim i przystępnym, nie powinny być pracami naukowymi (co oznacza też brak bibliografii i przypisów). Konkretne tematy możemy uzgodnić emailowo.

Niestety, nie mamy już pieniędzy na honoraria, więc publikowanie w Zadrze jest wspieraniem pisma i przyczynianiem się do jego dalszego istnienia w wersji papierowej.

Pozdrawiam serdecznie i jeszcze raz zapraszam – z prośbą o rozesłanie tego maila do osób, które mógłby zainteresować.

(Na maile i komentarze będę mogła odpowiedzieć dopiero w sobotę wieczorem.)

Beata Kozak
redaktorka naczelna Zadry
kozak@efka.org.pl
 
1 , 2