feministyczno-genderowo-queerowa mozaika myślowa
Zakładki:
kontakt:
O nas
Gender studies
.ORG
Queer
Źródła
Domownicy
Stali goście


Miłość nie wyklucza - żądamy ustawy o związkach partnerskich!
czwartek, 27 lipca 2006
Sara - ortodoksyjna feministka

Sara jest blondynką.  Przynajmniej tak twierdzi, choć sprawdzić tego nie można, ponieważ od chwili ślubu dokładnie zakrywa włosy.  Oprócz kolekcji kapeluszy, czapek, chustek i szalów Sara ma również siedmioro dzieci i męża.  Oboje z mężem z niecierpliwością oczekują narodzin ósmego dziecka.  Oprócz dużej rodziny i kolekcji nakryć głowy Sara ma też doktorat z Harvardu, jest w zarządzie szkoły talmudycznej dla kobiet w Jerozolimie oraz organizatorką modlitw tylko dla kobiet w lokalnej synagodze.  Jest również feministką.

 

Każda porządna feministka zaśmieje się pod nosem na taki opis.  Bo jaka to znowuż feministka – zamknięta w patriarchalnym świecie, który każe jej rodzić dzieci i zakrywać włosy, podporządkowująca się skostniałemu systemowi, który z zasady stawia ją na niższej pozycji niż mężczyzn.  Żydowski feminizm?  Owszem, słyszeliśmy trochę o wyzwolonych rabinkach i judaizmie reformowanym.  Ale to?  To ma z feminizmem tyle wspólnego, co poseł Cymański z bezstresowym wychowaniem. 

 

A jednak.  Jewish Orthodox Feminism czyli żydowski ortodoksyjny feminizm od niedawna widnieje na spektrum życia żydowskiego.  Jego zwolenniczki nie odrzucają tradycji, tak jak robią to ich reformowane współwyznawczynie, lecz próbują wprowadzić zmiany wewnątrz tradycyjnego systemu, w zgodzie w prawem religijnym czyli halachą.  Ortodoksyjne feministki uznają prawo żydowskie za pochodzące od Boga i są mu wierne.  Dlatego też gdy pojawia się konflikt pomiędzy halachą a równouprawnieniem bezapelacyjnie wygrywa to pierwsze.  Można by zapytać jakie zmiany w ogóle są możliwe jeśli prawo nie może zostać zmienione. Otóż w tradycji żydowskiej istnieje prawo i istnieje zwyczaj.  Zdarza się, że zwyczaj nie ma nic wspólnego z prawem, a jest po prostu wynikiem obcych kulturowo wpływów, których nigdy nikt nie zakwestionowal.   Wiele z przepisów dotyczących roli kobiet w życu publicznym można właśnie nazwać zwyczajem.  Zwyczaj można zmienić, a prawo też można interpretować na wiele sposobów.  By jednak móc inerepretować trzeba posiadać ogromną wiedzę.  Nie na darmo ortodoksyjni mężczyźni spędają większość swego życia na nauce.  Nauce, której przez wieki kobietom odmawiano.  Dlaczego?  Bo takie jest prawo?  Nie, bo taki jest zwyczaj.

 

Sara jest w zarządzie jednej ze szkół gdzie kobiet uczą się Talmudu.  Z siłą, którą daje wiedza przenikają do skostniałych struktur systemu sądowego, wprowadzają nowe rytuały, samoroganizują się.  Sara nie jest jedyną, która chce wprowadzić zmiany.  Jest ich wiele – prawniczki, profesorki, lekarki, które w swoim zawodowym życiu czują się spełnione i nie ograniczone dyskryminującymi przepisami.  Gdyby ktoś powiedziałby im, że ich córka po latach studiów w Yale nie dostanie dyplomu,  przewróciłyby świat do gory nogami walcząc o sprawiedliwość.  A co sobotę zgadzają się na to, że ich córki w synagodze nie mają prawa wypowiedzi. Dlaczego? Religia stanowi dla nich wartość, z której nie chcą zrezygnować.  Walczą o równouprawnienie w sferze religijnej, bo wierzą, że ludzie zostali stworzeni na podobieństwo Boga, kobieta i mężczyzna, bez różnicy.  Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i kobietę.” (Gen. 1:27).  I parafrazując wielkiego rabina Hillela można powiedzieć: “Wszystko inne jest komentarzem, idź i ucz się”.

18:24, moja_sweetka , świat
Link Komentarze (8) »
wtorek, 25 lipca 2006
spot z odkurzaczem - protest
Jakiś czas temu donosiłam o idiotycznej reklamie z odkurzaczem niby namawiającej kobiety do rodzenia dzieci.

Teraz Katarzyna Nowakowska wysłała na Porozumienie Kobiet mejla, że na stronie feminoteki zawisl do podpisania list protestacyjny w sprawie odkurzaczowego spotu:

Bardzo prosimy o skladanie podpisow i informowanie o akcji jak najwiekszej liczby osob i instytucji. bedziemy zbierac podpisy osob prywatnych i instytucji przez najblizszy tydzien, a potem przekazemy list do branzowej prasy, agencji, ktora przygotowala spot, i instytutu matki i dziecka, czyli zleceniodawcy.

"Z najglebszym zazenowaniem przyjelismy opublikowanie w Internecie i
na antenie telewizji publicznej spotu reklamowego majacego rzekomo
propagowac posiadanie dzieci. Spot, przygotowany przez agencje J.
Walter Thompson dla Instytutu Matki i Dziecka w Warszawie,
przedstawia sale porodowa, na której kobieta zamiast dziecka rodzi
odkurzacz, a w komentarzu slyszymy: "A ty, co jeszcze musisz kupic,
zanim zdecydujesz sie na dziecko?" (...)"

jesli takze u ciebie spot reklamowy wywolal podobne uczucia, podpisz
list skierowany do agencji reklamowych i pism zajmujacych sie
reklama.

obejrzec spot i podpisac list mozna za posrednictwem strony:

www.feminoteka.pl

P.S. Do Adminek - przydalaby się tu kategoria pt. "protesty" ;-)




poniedziałek, 24 lipca 2006
naughty feminist

Periel Aschenbrand, amerykańska feministka i artystka

http://kobieta.gazeta.pl/wysokie-obcasy/0,0.html

Uczennica Monique Wittig... dok
ładnie tak.

16:49, nina_braun , prasówka
Link Komentarze (2) »
Giertycha i LPR spory doktrynerskie o Dmowskiego Romana i poglądy jego


Nasuwa się skojarzenie, że podobnie jak w średniowieczu i czasach nowożytnych, we współczesnej Polsce historia stała się przedmiotem wiary…

http://serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34591,3484547.html
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3503195.html

Cynizm, to cecha polityków bez względu na generację. Cyniczny był Dmowski, cyniczny jest Giertych (vide: afera z amnestią maturalną).

16:31, nina_braun , prasówka
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 23 lipca 2006
atak rasistowski na Mazurach

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3501980.html

Wychowanie patriotyczne a’la Młodzież Wszechpolska pod kierunkiem żony Giertycha przynosi chwalebne owoce.

A można przecież pójść jeszcze dalej. Można np. wymienić komputery w szkołach na zestawy kijów baseballowych i potłuczonych butelek. Zaoszczędzi się na monitoringu. Wpisać na listę lektur obowiązkoch książki typu “Poznaj żyda”, czarnucha, pedała, komunistę itp. Dłuższe wakacje zagospodarować na obowiązkowe treningi młodzieży w obsłudze sprzętu do wyrażania wartości patriotycznych. A w nagrodę każdy młody Polak może dostać maturę za to tylko, że wejdzie na salę egzaminacyjną.

17:06, nina_braun , prasówka
Link Komentarze (5) »
Nowy artmix - już w sieci!
Zapraszamy do nowego numeru "artmixa", ktory gosci obecnie na lamach "Obiegu":
 

Tematem numeru jest "ulica".
Ulica jest szczególnym miejscem - warto na niej przystanąć, rozejrzeć się i
uważnie przyjrzeć się odbywającym się na niej działaniom społecznym, politycznym, artystycznym...

SPIS TREŚCI:

Katarzyna Bratkowska, Anna Laszuk, Julia Kubisa, Faszyzacja i obojętność. Marsz zza szyby (centrum handlowego)

Iza Kowalczyk, Duchy Augustrasse

Prezentacje:
Agnieszka Kraska, Stop seksizmowi w reklamach

Życzymy milej lektury i pozdrawiamy - Iza Kowalczyk i Edyta Zierkiewicz
czwartek, 20 lipca 2006
Nasz dramat erotyczny
Ciekawe byłoby także porównanie postawy kół prawico­wych w Europie i w Ameryce. Otóż w Europie tymi, którzy zrozumieli najlepiej, że w życiu zbiorowym i narodowym erotyce przypada ro­la ważniejsza niż miłości, byli właśnie nacjona­liści. Powód jest bardzo prosty: miłość rodzi się pomiędzy jednym mężczyzną i jedną kobietą, tymczasem erotyka mieści w sobie relacje między wszystkimi mężczyznami i wszystkimi kobietami. Uczucie miłości, nieporównanie głębsze, pełnego urzeczywistnienia doznaje w rodzinie; erotyzm atoli, niby niewidzialny most, łączy w każdej chwili wszystkich synów i wszystkie córki danego narodu stanowiąc, na kształt słońca, niewyczerpane źródło energii. Kiedy młody człowiek wychodzi na ulicę i staje w obliczu dziesięciu tysięcy kobiet, z któ­rych każda go pociąga, jest z pewnością znacz­nie bliżej ducha zbiorowości niż wówczas, gdy obcuje z tą jedną jedyną, własną, ukochaną. Otóż właśnie w tej bezustannej, niepochwyt­nej grze instynktów namiętności, wzajem­nych oczarowań, zabawy, rozmów z kobietami kształtują się w narodzie wzorce twórczego donżuanizmu, męskości i kobiecości, rodzi się piękno i entuzjazm.  Wspólnocie, która jeszcze nie w pełni stała się narodem (a tak było w Ameryce jeszcze kilkadziesiąt lat temu), wy­starcza bezpośredni cel instynktu erotycznego - prokreacja. Obywatel się żeni, ma liczne po­tomstwo, którym należycie się opiekuje, i to aż nadto wystarczy. Jednakże w narodzie kobieta i mężczyzna łączą się nie tylko w celu prokrea­cji, ale także po to, by nawzajem wywierac na siebie czar, i z tego właśnie oczarowania rodzi się ojczyzna.
Witold Gombrowicz

poniedziałek, 17 lipca 2006
nieobyczajność gejowska w miejscach publicznych

Na mocy nowej dyrektywy z Komendy Głównej Policji, policjanci którzy zobaczą pary homoseksualne trzymające się za ręce lub w jakikoliwek inny sposób okazujące sobie czułość w miejscach publicznych mają obowiązek wylegitymować te osoby i spisać je za nieobyczajne zachowanie.

Dowiedziałam się o tym od mego znajomego policjanta.
Świeża sprawa.

Reklama propagująca posiadanie dzieci...
W internecie pojawiła się reklama przygotowana przez agencje J. Walter Thompson dla Instytutu Matki i Dziecka w Warszawie.

Radzę zobaczyć, bo jest to dość koszmarne: http://www.press.pl/newsy/pokaz.php?id=5805.

Ukazana jest sala porodowa, na której kobieta zamiast dziecka rodzi odkurzacz. Komentarz brzmi: "A ty, co jeszcze musisz kupić, zanim zdecydujesz się na dziecko?"

Spot ten ma ponoć na celu propagowanie posiadania dzieci.

Mnie jakoś nie zachęca ani do zdecydowania się na urodzenie dziecka, ani też do kupna odkurzacza. Ale nie jestem dobrym targetem. Mam jedno i drugie w ilości podwójnej. Dzieci x 2, jak i 2 odkurzacze (bo jakiś stary egzemplarz dostałam od matki).

Wiem jedno: żeby mieć dzieci trzeba mieć odkurzacz, podobnie jak pralkę, lodówkę, zamrażarkę. Dobrze mieć też zmywarkę, sokowirówkę, robota kuchennego i mikrofalówkę. No i oczywiście samochód i własne mieszkanie.

Wiem też, że dzieci są szczęśliwe wtedy, kiedy są chciane i kochane, a nie rodzone dlatego, że w Polsce spada populacja, ani, że trzeba wypełnić obowiązek narodowy.

No i raczej nie wtedy, kiedy są rodzone przez matki, które nie mają na to warunków, ani ochoty, ani zdrowia.

Proponowałabym inną akcję: propagowanie świadomego rodzicielstwa, refundację środków antykoncepcyjnych, liberalizację ustawy antyaborcyjnej.

Bo uważam, że jedną z największych tragedii naszej rzeczywistości są dzieci-śmieci.


Jak w pracy Arka Bagińskiego, którą wystawiał na “Krzątaninie II” w Galerii BWA Awangarda we Wrocławiu.

W małym ciemnym pomieszczeniu ustawione były wielkie kubły na śmieci, dochodził z nich przeraźliwy płacz dziecka, a wewnątrz wśród worów na śmieci widniały monitory, na których widać bylo niemowlęta – kilka zdrowych i jedno niepełnosprawne.

Arek opowiadał mi, że chciał zrobić pracę bardziej ogólną – na temat ludzi “na przemiał”. Miały znaleźć się tam również wizerunki ludzi starszych. W końcu został przy tych niemowlętach. Pytałam go, czy można tę pracę interpretować jako wypowiedź w sprawie aborcji (chyba najmocniejszy w sztuce polskiej, jakie do tej pory widziałam). Arek powiedział, że chyba tak, bo w końcu ta praca ma wydźwięk społeczny.

Mi skojarzyła się jednoznacznie z doniesieniami o noworodkach wyrzucanych na śmietnik. Jakiś czas temu znajoma z Zielonych dosyłała mi wciąż podobne doniesienia: noworodek znaleziony w śmietniku, porzucone na mrozie dziecko, noworodek pozostawiony w reklamówce na schodach itp., itd. Dzieci w beczkach z kapustą, zakopane na polu itp. Ale przecież to nie wszystko.

Są jeszcze dzieci katowywane, też najpewniej te niechciane. I znowu doniesienia: zmasakrowana czaszka, Kubuś stracił wzrok, dziecko pobite do nieprzytomności i już nieodratowane. Są jeszcze kobiety w desperacji i stąd doniesienia, jak: “śmierć w wyniku nielegalnej aborcji”. Ktoś jakiś czas temu napisał przeraźliwego mejla: siostra rzuciła się z okna wieżowca ze swoim chłopakiem, bo zaszła w ciążę i nie miała możliwości usunąć, a nie mieli też za co żyć. O ilu jeszcze takich koszmarnych tragediach będziemy czytać?

Ten płacz z instalacji Arka był najbardziej koszmarny. Zresztą to była niesamowita praca, bardzo wbijająca się w pamięć.

Ale na ten płacz głusi są panowie (i panie), którzy wprowadzili ustawę antyaborcyjną i którzy plotą bzdury o „ochronie życia”. To wyjątkowa hipokryzja, bo nie liczy się dla nich jakość życia. Tą hipokryzją, jak i ostrym seksizmem ocieka spot reklamowy z kobietą rodzącą odkurzacz...

P.S. tę notę dałam na blogu: www.strasznasztuka.blox.pl, a o reklamie przeczytałam na liście Porozumienie Kobiet.
środa, 12 lipca 2006
Gej Armia zdjęta z Polsatu
Telewizja Polsat wycofała się z planów emisji “Gej - Armii” - reality show, mającego pokazać wojskowe szkolenie dziewięciu homoseksualistów. Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji zapowiedziała, że będzie monitorować ten program.

wiadomości24 - Twoje wiadomości

Nie byłam szczególnie zachwycona ani też zainteresowana pomysłem wyemitowania tego serialu przez TV Polsat. Po pierwsze dlatego, że generalnie idea reality show do mnie nie przemawia (po “krytykę gatunku można wrócić do “Kwasu siarkowego” Amelie Nothomb) — ale też dlatego, że nie mam przekonania iż tego typu rozrywka pozytywnie wpłynie na stosunek tzw ogółu do osób o innej niż heteroseksualna orientacji psychoseksualnej. Ale tego nie wiem na pewno: pomyślałam sobie nawet, że być może się mylę i właśnie takie post-emancypacyjne przedstawienie (które w kraju tolerancyjnym na poziomi systemu państwowego tak jak Szwecja nie jest prawdopodobnie w ogóle rozpatrywane w kategoriach czy pomoże, czy zaszkodzi tzw ‘Sprawie’ ) mogłoby wpłynąć na rozmiękczenie twardego ‘nie’ wobec homoseksualistów u przeciętnego widza. Moje odczucia więc na temat tego programu były bardzo ambiwalentne. A dzisiaj dowiadujemy się, że “Gej Armia” zostaje zdjęta — bo są skargi:

Jak poinformowano w biurze prasowym stacji, miało to związek z licznymi telefonami od widzów, “którzy byli oburzeni, widząc “Gej Armię” w zapowiedziach programowych”.

Skargi dotarły też do naszek ulubionej Krajowej Rady Radia i TV:

Przewodnicząca KRRiT Elżbieta Kruk w wydanym komunikacie poinformowała, że będzie program monitorować w związku z licznymi (ok. 150) skargami, jakie napływają do Rady w związku z zapowiedzią emisji “Gej Armii”.

KRRiT “przypomina, że audycje, reklamy i wszelkie inne przekazy (…) nie mogą to być audycje społecznie szkodliwe, które niekorzystnie wpływać będą na kształtowanie poglądów, postaw i wzorców zachowań” - podkreśliła przewodnicząca.

I tutaj mam zagwozdkę (ironiczną rzecz jasna): czyżby pani Kruk i TV Polsat zdejmując program z anteny chąc nie chcąc ochronili homoseksualistów przed kształtowaniem się negatywnych poglądów, postaw i wzorców zachowań czyli — prezd homofobią?
 
1 , 2