feministyczno-genderowo-queerowa mozaika myślowa
Zakładki:
kontakt:
O nas
Gender studies
.ORG
Queer
Źródła
Domownicy
Stali goście


Miłość nie wyklucza - żądamy ustawy o związkach partnerskich!
poniedziałek, 26 czerwca 2006
Gay Pride NY 2006

gay pride

  Jak co roku tydzien gejowski zakonczyl sie niedzielna parada Gay Pride. W tym roku odbywala sie ona pod znakiem walki z AIDS i zalegalizowania malzenstw homoseksualnych. Przede wszystkim jednak byla to dobra zabawa. Nikt nikogo nie ocenial, nikt nie rzucal kamieniami. Nie bylam wczesniej na zadnej z tych parad dlatego zdziwilo mnie, ze na paradzie rerpezentacje mieli policjanci, geje oficerze i szeregowi. Byli tez strazacy i przedstwiciele wiekszych przedsiebiorstw, a takze college i universytety. O organizacjach queerowych chyba nie musze wspominac. Czesc zdjec jest juz na mojej Galerii. Dlasza czesc za tydzien.

04:49, evita_duarte , świat
Link Komentarze (5) »
sobota, 24 czerwca 2006
Iwona Kurz "Twarze w tłumie"
26 czerwca, poniedziałek, g. 20.00

Zapraszamy serdecznie na spotkanie autorskie z Iwoną Kurz

Jej książka pt. „Twarze w tłumie” została nominowana do nagrody literackiej Nike 2006 r.

Spotkanie poprowadzą Paweł Felis (Gazeta Wyborcza) i Tomasz Plata (Film)

 

Iwona Kurz opisuje swoich bohaterów – Marka Hłaskę, Jerzego Skolimowskiego, Kalinę Jędrusik, Elżbietę Czyżewską, Zbigniewa Cybulskiego – po pierwsze, poprzez ich cielesność; po drugie, przez kontekst kultury epoki, szczególnie jej codzienności, która najpełniej określa postawy prywatne; po trzecie, poprzez przemianę mediów w PRL i związane z tym przekształcenie modelu komunikacji społecznej. W ten sposób powstaje mały traktat historyczny przedstawiający przemiany kultury prywatności w epoce PRL rozpatrywane poprzez publiczne wizerunki jej idoli.

Nie przypadkiem w ramie książki dwukrotnie cytowany jest, najpierw jako eseista, potem jako poeta – Wiktor Woroszylski. W twórczości autora Niezgody na ukłon dramatyzm ciągłej, nieuchronnej oscylacji między potrzebą prywatności a publicznym zobowiązaniem był szczególnie dojmujący. Gdybym szukał zatem najbardziej adekwatnego tytułu dla tej książki, to znalazłbym go właśnie u Woroszylskiego, w parafrazie tytułu jego poematu napisanego w 1962 roku, więc w samym środku piętnastolecia, które jest przedmiotem książki Iwony Kurz – Ich powszedni morderca. Opowieść o niemożności spełnienia się ludzi Peerelu w życiu prywatnym, wysnuta z wybranych wizerunków bohaterów wyobraźni zbiorowej w kulturze polskiej lat 1955–1969. Nawiasem mówiąc, dociekliwy czytelnik, który zechciałby – zaintrygowany – sięgnąć po poemat Twój powszedni morderca, zorientowałby się, że wbrew symbolice tytułu opowiada on o czymś, o czym nie udało się opowiedzieć żadnemu z pięciorga przedstawionych w książce artystów: o miłości spełnionej.

prof. dr hab. Tadeusz Lubelski

_______________________

czuły barbarzyńca / świat literacki

ul. Dobra 31

00-344 Warszawa

0509 232 636

0603 130 140

828 95 58/826 32 94

www.czuly.pl

piątek, 23 czerwca 2006
Nowy (?) gatunek mężczyzn
Ed był przedstawicielem nowego gatunku mężczyzn, którzy, jak się zdaje, uważają, że jeśli otwarcie przyznają się do swojego seksizmu i rasizmu, jeżeli deklaracje na ten temat składają wprost i bez ogródek, będą przynajmniej w połowie usprawiedliwieni, którzy myślą, że skoro rasizm jest nieunikniony, lepiej, bardziej po męsku i honorowo jest mówić o nim bez zahamowań.
[Michael Cunningham, Wyjątkowe czasy]

Mam wrażenie, że nad Wisłą to nie jest gatunek nowy, ale fakt, że ostatnio się rozpowszechnia.
czwartek, 15 czerwca 2006
bez glosu?

Mialam dzis fantastyczna okazje uczestniczyc w seminarium profesor Glendy MacNaughton  z Uniwersytetu w Melbourne. Seminarium bylo poswiecone zagadnieniom etycznym w badaniach z malymi dziecmi. Nie miejsce tu na szczegolowe sprawozdanie (ale gdyby ktos chcial to zapraszam na priva albo do Dublina) jednak chcialabym opowiedziec o wydarzeniu, ktore Glenda przytoczyla jako przyklad sytuacji etycznie niejasnej.

Instytut, ktoremu szefuje Glenda robi duzo badan dotyczacych swiadomosci roznic spolecznych, plciowych, rasowych, klasowych u malych dzieci. Podczas jednego ze spotkan, badaczka przedstawila dzieciom duza lale o imieniu Cindy. Lalka ta jest biala dziewczynka i ma zamoznych rodzicow, ktorzy wlasnie kupili dom. Cindy zastanawia sie jakie zaslonki beda pasowaly do jej nowego pokoju. Wybor jest nastepujacy: rozowe w serduszka, niebieskie w chmurki, zielone w koparki i zolte w wozy strazackie. Dzieci maja zastanowic sie jakie firanki beda najbardziej odpowiadac Cindy. Grupa (pieciu chlopcow i piec dziewczynek) decyduje, ze rozowe w serduszka. Jednak jedna z dziewczynek podnosi lapke i mowi: "A ja mysle, ze Cindy woli te w wozy strazackie." Dzieci zaczynaja sie smiac. Dziewczynka podnosi glos i mowi: "Uwazam, ze te w wozy strazackie". Dzieci smieja sie jeszcze glosniej i zaczynaja przezywac dziewczynke, ktora sie nie poddaje: "Ja naprawde mysle, ze ona woli te w wozy strazackie!". Dzieci smieja sie histerycznie i okropnie przezywaja dziewczynke. Dziewczynka w koncu daje za wygrana, milknie i do konca sesji siedzi ze zwieszona glowa, nie odzywajac sie.

Dylemat etyczny polegal na tym, ze czyjs glos, ktory w projekcie badawczym powinien byc tak samo uprawniony do zaistnienia, zostal uciszony przez inne glosy. Zadne z dzieci nie zastanowilo sie nawet na chwile, ze serduszka nie sa jedyna mozliwoscia i ze w sumie to Cindy nie musi ich chciec. Dzieci nie pomyslaly, ze ta dziewczynka ma prawo do swojego zdania czy im sie to podoba czy nie. Ale to dzieci, ktore we wczesnym wieku przedszkolnym cechuje spory rygoryzm moralny i niezupelnie jeszcze potrafia przyjac punkt widzenia drugiej osoby. Dzieci w tym wieku dopiero zaczynaja odkrywac roznice miedzy plciami i czesto przyjmuja sztywny punkt widzenia. Taki mechanizm, bo w koncu takie male dziecko ma cala mase rzeczy do przepracowania i potrzebuje wszystkich zasobow. Im wiecej dzieci poznaja i odkrywaja, tym bardziej staja sie gietkie, az do momentu kiedy ludzie nastoletni poddaja w watpliwosc wszystko czego sie w zyciu nauczyli. (Wybaczcie skrot prosze). 

Nie wiem co sie stalo z ta dziewczynka, ale mam nadzieje, ze nie przestala uwazac, ze wozy strazackie beda lepsze serduszek.

Chcialam Wam opowiedziec te historyjke poniewaz mysle, ze jest to dobra ilustracja tego, co sie dzieje kiedy dorosli zachowuja sie jakby byli w przedszkolu. Kiedy jedni ludzie, czujac za plecami sile grupy, przesladuja innych ludzi i zmuszaja ich do wycofania, milczenia, znikniecia. Kiedy glosy ludzi, ktorzy maja w koncu takie same prawa jak cala reszta i ktorzy tak samo wypelniaja swoje obowiazki, sa uciszane i zakrzyczane. Kiedy cos wartosciowego ginie poniewaz do odbioru potrzebny jest szacunek dla drugiego czlowieka.

(Ciesze sie, ze politycy, ktorzy zezwolili na Parade Rownosci zrozumieli, ze te w wozy strazackie sa tak samo fajne jak te w serduszka.) 

środa, 14 czerwca 2006
Dorothea Olkowski - wykład: "Katarzyna Kozyra: Losy zwierząt i głos "Primadonny"
(wyjęte ze skrzynki)

Katarzyna Kozyra: Losy zwierząt i głos "Primadonny"
Katarzyna Kozyra: The Fate of the Animals and the Voice of the Prima Donna

Wykład towarzyszy wystawie Teatr niemożliwy. Performatywność w sztuce Pawła Althamera, Tadeusza Kantora, Katarzyny Kozyry, Roberta Kuśmirowskiego i Artura Żmijewskiego.

Dorothea Olkowski - profesor filozofii na uniwersytecie w Colorado Springs, autorka licznych artykułów i książek z dziedziny filozofii pisanych z perspektywy feministycznej m.in.: Gilles Deleuze and The Ruin of Representation (University of California Press, 1999). Jej teksty ukazywały się w pismach: Hypatia - A Journal of Feminist Philosophy, The Journal of the British Society for Phenomenology, Philosophy and Social Criticism, Review of Existential Psychology and Psychiatry, Topoi - An International Review of Philosophy, Philosophy Today. Oprócz działalności akademickiej współpracuje również ze stowarzyszeniami, których działalność oscyluje wokół pogranicza sztuki, estetyki i myśli feministycznej. Jest m.in. członkiem Koła Merleau-Ponty oraz Towarzystwa Fenomenologii i Filozofii Egzystencjalnej.

Katarzyna Kozyra: Losy zwierząt i głos Primadonny

Dorothea Olkowski przyjrzy się sztuce Katarzyny Kozyry z punktu widzenia filozofki i feministki. Zastanawiać się będzie nad percepcją twórczości artystki, a zwłaszcza negatywnym odbiorem takich dzieł, jak Piramida zwierząt, które sama Olkowski postrzega jako pracę bardzo szczerą i wysoce etyczną. Interesują ją również podejmowane wciąż przez Kozyrę próby przesunięcia granicy między sztuką a rzeczywistością oraz kwestia kontroli artysty nad dziełem sztuki. Olkowski postawi też pytanie o to, jak daleko może posunąć się twórca i czy Kozyra ma szansę odnaleźć w końcu swój własny
głos.

19 czerwca 2006 (poniedziałek), godz. 18.00

sala kinowa Zachęty, wejście od ulicy Burschego, schodkami w dół
wykład będzie tłumaczony
wstęp wolny
Zachęta Narodowa Galeria Sztuki Plac Małachowskiego 3, 00-916 Warszawa tel.
022/ 827 58 54 wew. 125, 142, 196 edu@zacheta.art.pl
pomysły na indoktrynacje histo-pseudo-patriotyczną

Wydumane pomysły Ministerstwa Edukacji na temat nauczania historii wywołują zdumienie. Otóż w projekcie ministerialnym historia jako przedmiot szkolny ma zostać podzielona na dwa odrębne przedmioty - historię Polski i historię powszechną, przy czym do tej pierwszej mają zostać włączone elementy wychowania patriotycznego. Rewelacja!

Jak w takim razie zostanie zaklasyfikowana historia Ukrainy, Litwy, Białorusi? Albo, jak kto woli, historia Ukraińców, Białorusinów, Litwinów i Żydów? Jako historia Polski, czy historia powszechna? Kiedy reszta świata (poza tymi, którzy wierzą w geny narodowe) już dawno przemyślała i uznała, że narody to wspólnoty wyobrażone, produkt 19-to wiecznych nacjonalizmów (tych dobrych, ale też tych morderczych), my będziemy uczyć dzieci o świadomości narodowej chłopów pańszczyźnianych za czasów Kazimierza Wielkiego i tudzież wojów Mieszka Pierwszego (bo zdaje się Polacy rodza się wraz z Mieszkiem Pierwszym). Może jeszcze do wszystkich postaci historycznych przykładać będziemy narodową miarkę, np. czy Heweliusz był Polakiem czy Niemcem? A królowie elekcyjni to historia powszechna, czy polska? To Polacy byli, czy Obcy? Jak wieść gminna niesie Minister Edukacji sprawdza przynależność narodową innych posłów oglądając im ptaszki, ale będzie miał problem z zastosowaniem tej organoleptycznej metody do diagnozy historycznej. Oj duże problemy.

Pozazdrościć potencjału intelektualnego w Ministerstwie Edukacji.

Po drugiej wojnie historię tłumaczono walką klas, łącznie z tzw. powstaniami chłopskimi za Mieszka II (XII wiek), a teraz wyjęli klasę i chcę wstawić naród - a indoktrynacja pozostaje ta sama. I ignorancja też. Po co więc pisać nowe podręczniki do tego histo-pseudo-patriotycznego przedmiotu? Lepiej uczyć uczniów ze "Śpiewów historycznych" Niemcewicza (początek XIX wieku).

To jest żenada. I tylko młodzież na tym ucierpi, bo decydentom, którzy dotychczas nie posiedli rozsądku, nic już ani nie pomoże, ani nie zaszkodzi.

Patriotycznym obowiązkiem jest młodzież rzetelnie uczyć, a nie indoktrynować, a zawłaszczanie patriotyzmu na rzecz interesów politycznych to pseudopatriotyzm, to postawa nieetyczna. Jeśli coś można w ten sposób osiągnąć, to tylko zdemoralizować młodzież (choć wierzę, że polska młodzież jest inteligentniejsza, niż sądzą specjaliści d/s edukacji
z LPR).

A szowiniz to nie jest patriotyzmem.
wtorek, 13 czerwca 2006
Polityka tożsamości a krytyka tożsamości

Hej!

dzięki za zaproszenie do współredakcji bloga.

Mam dla was tekst, który chciałabym poddać dyskusji. Trochę już to publikowalam - w bardziej rozszerzonej wersji, trochę głosiłam, ale prawdę mówiąc, brakowało mi właśnie dyskusji.

Iza Kowalczyk

Polityka tożsamości a krytyka tożsamości

„Z niesmakiem odwracam głowę widząc przytulających się do siebie facetów, podoba mi się natomiast kobieta kołysząca biodrami” – pisał mój znajomy socjolog, pytając, czy jest homofobem.
Dotknął w tych słowach istotnej kwestii, jaką jest widzialność Innego, już nie tylko w sensie społecznym, ile psychologicznym – choć trzeba podkreślić, że oba porządki są ściśle ze sobą związane. Ten mechanizm strachu przed Innością czy wręcz odrazy dla Innych tkwi bowiem w naszej psychice. Część z nas nie potrafi poradzić sobie z własną innością i dlatego nie akceptuje inności w innych.

Piszę „my”, bo wydaje się, że dotyczy to każdego z nas. A dodatkowo strach przed innością pielęgnują różne systemy władzy.

Brudny bezdomny na dworcu, wystające spod jego łachów gnijące ciało, brudne romskie dziecko żebrające na ulicy; starzy ludzie, których zwyrodniałe ciała napawają lękiem; ale też wykrzykujący coś do siebie na ulicy schizofrenik; niepełnosprawny, który nie ukrywa, że jego ciału brakuje jakiejś kończyny i przerażenie, w jakie wprawia nas bezlitośnie wystający kikut, itp., itd.

Inni psują nasze poczucie zorganizowanej, stabilnej rzeczywistości. W gruncie rzeczy to nie ich się boimy, ale problemów społecznych, które swoją obecnością uświadamiają. Pokazują, że nasza rzeczywistość jest konglomeratem skomplikowanych problemów, nie wszyscy mają dom i pracę, nie wszyscy odczuwają i myślą w ten sam sposób, i że nie wszyscy jesteśmy tacy sami. W ten sposób Inni stwarzają zagrożenie dla naszego poczucia bezpieczeństwa. Ukazują, że nasza rzeczywistość zorganizowana jest na kruchych podstawach i że w każdej chwili może ona ulec rozpadowi. Podobnie jak rozpadowi ulega nasze ciało, choć wolimy wierzyć we własną integralność.

Gra toczy się więc o niepewne granice nas samych i naszego porządku; przy czym porządek ciała i porządek społeczny są ściśle ze sobą powiązane. Inność to właśnie inność cielesna, a problem zdefiniowanego przez Julię Kristevę abiektu (Kristeva 1982) – a więc tego, co przekracza podziały, funkcjonuje na granicach, nie daje się łatwo zdefiniować, będąc jednocześnie „swoim”, jak i „obcym”, co powoduje jednocześnie wstręt i fascynację – dotyczy zarówno sfery cielesnej, jak i społecznej. Być może dlatego Inni w „mowie nienawiści” (Kowalski, Tulli, 2003) opisywani są często przy użyciu cielesnych i fizjologicznych metafor (jako brud, choroba, zwyrodnienie czy degeneracja) i dlatego dąży się do usunięcia ich z pola widzialności: „nie pozwolimy, by pedały zanieczyściły nasze miasto” – tych i innych szokujących słów używają przeciwnicy Marszów Równości na forach internetowych (np. forum gazeta.pl).

Warto jednak pamiętać, że nazywanie jest już formą wykluczania; w ramach każdej mniejszości, którą zdefiniujemy, pojawiają się następne (np. określenie „kobiety” wyklucza „lesbijki”; określenie „lesbijki” wyklucza „lesbijki niepełnosprawne”; „określenie lesbijki niepełnosprawne” wyklucza „lesbijki niepełnosprawne z mniejszości etnicznej” itp., itd.). Najlepiej byłoby więc nie nazywać w ogóle i unikać kategorii tożsamościowych.

Kategorie te używane są jako przywołanie do porządku. Pytanie: „kim jesteś?”, bardzo często odnosi się do norm zachowania określonych dla danej grupy: jesteś chłopcem, nie powinieneś płakać. Jesteś mężczyzną, musisz zapewnić byt swojej rodzinie. Jesteś Polakiem i nie wolno ci szargać narodowych świętości. Jesteś kobietą, powinnaś mieć dzieci. Jesteś matką i żoną, zachowuj się poważnie. Itp., itd.

Każde określenie tożsamościowe wiąże się więc z pewnymi normami, określającymi sposób zachowania, styl ubioru, wartości, które dana osoba powinna wyznawać. Normy zaś służą temu, by porządkować. Istnienie normy oznacza istnienie marginesu: tego, co wykluczone i odrzucone. Ustanawiając normy, dokonujemy więc likwidacji inności.

Dokonujemy zagłady inności – również z wnętrza nas samych. Inny, którego nosimy w sobie, zostaje wydalony na zewnątrz, staje się obcym, wrogiem, monstrum, plugastwem, bestią, tyranem, obiektem nienawiści.

Wydalamy to, co w nas obrzydliwe, brzydzimy się tym, co wydalamy, odrzucamy to, co stanowi niezaprzeczalną cząstkę nas samych, która zaświadcza o naszym istnieniu. „W życiu społecznym to w abiekcie ogniskuje się nienawiść i przemoc. Tymczasem – jak twierdzi Kristeva – abiekt tkwi wewnątrz podmiotu. Skoro szukamy i zabijamy kozła ofiarnego, nie potrafiliśmy poradzić sobie z własnym abiektem w nas” (Kitliński 2001, s. 48). Przenosimy na zewnątrz niebezpieczeństwo, które nosimy w sobie: „to nie ja jestem słaby, to inny mi zagraża” (Kristeva 1996, s. 168).

Czy to nie z tego wynika, że tak często szukamy winnych (szukanie winnych – czy nie jest szukaniem zła w – innych?) poza sobą („wszystkiemu w-inni są Żydzi i Masoni”), że spychamy ich na margines (zamykając w enklawach zamkniętych zakładów, domów starców, szkół z internatem), piętnujemy negatywnymi określeniami („pedały”) lub wydalamy (jak wydala się obcych poza granice swego kraju – koncepcje państw narodowych). Innych nie chcemy oglądać, nie chcemy słuchać, oni uświadamiają nam nasze własne lęki, nasz strach.

Czym bardziej wydalamy, spychamy i negujemy, tym bardziej przeraźliwie wraca nasza własna inność. Czy to nie dlatego ruchy prawicowe tak często używają retoryki nienawiści, gdyż w sensie psychologicznym bazują właśnie na dyskursie zagrażającej Inności? Politycy prawicy odnoszą się właśnie do tego strachu, to na jego pielęgnowaniu budują swoją własną siłę. Kreowany przez nich obraz rzeczywistości – to świat twardych tożsamości (narodowo-religijnych) i wyraźnie wytyczonych granic (płci, seksualności) i tego wszystkiego, co może doprowadzić do ich rozpadu. „Większość” opisywana jest więc jako wciąż zagrożona – degeneracją, demoralizacją, deprawacją, europeizacją itp., itd. A ludzie, którzy czują się zagrożeni, potrzebują silnej władzy, dla której mogą zrezygnować z części swojej wolności. I zaczynają odbierać tę wolność innym...

Kristeva powiada: „Ta nienawiść, nierozłączna od lęku, stanowi przede wszystkim także lęk przed samym sobą, nieumiejętność radzenia sobie z własnymi popędami. Lęk i nienawiść są silnie zakorzenione w kruchości jednostki, a nieumiejętność zgłębienia, ‘przepracowania’ własnego strachu i nienawiści powoduje, że rzutujemy je en face: obciążam innego stanem zagubienia, którego doświadczam” (Kristeva, s. 168).

Inny staje się wytłumaczeniem krzywd oraz stałym punktem odniesienia, akcentuje się jego uprzywilejowaną pozycję – kosztem „nas, którym zagraża”; w ten sposób staje się obiektem nienawiści, by w końcu stać się kozłem ofiarnym. Historia Żydów w III Rzeszy i Holocaust pokazały, do czego prowadzi ten mechanizm. Bezmiar ludzkiej tragedii, Zagłada – jest pochodną owej psychologicznej zagłady Inności, na bazie której działają skrajne ruchy prawicowe.

Inność (abiekt) jest zarazem tym, co jest nam niezbędne do życia, tylko dzięki niej możemy żyć, dlatego też likwidacja Inności prowadzi do Zagłady. Być może jedynie pamięć jest tym, co może nas (i naszą Inność) ocalić. Dlatego też Kinga Dunin wskazuje na potrzebę budowania projektu wspólnoty ludzkiej w oparciu o wartość, jaką jest szok towarzyszący Zagładzie oraz w odniesieniu do takich wartości, jak współczucie, otwarcie na wielokulturowość i różnorodność (Dunin 2004, s. 76, 152).

I choć my sami to tylko „inni” pomiędzy innymi, często o tym zapominamy lub też ulegamy projektom politycznym bazującym na jasnych identyfikacjach i nienawiści wobec Innego. Wolimy ustanowić granice pomiędzy sobą (swoimi) i nimi (innymi), granice zawsze wyraźnie oznaczone przez jasne definicje tożsamości, i strzec tych granic tak silnie, że niekiedy nawet przelewamy za nie własną krew.

Definicje narodowe, płciowe, seksualne piętnują nas, każą nam traktować tożsamość jako coś stałego, niezmiennego, a przecież, jak pisze Judith Butler, negocjujemy własną tożsamość, co oznacza, że nigdy nie możemy do końca się określić, proces ten jest ciągły i nieskończony. Jak pisze interpretatorka teorii Butler – Bożena Chołuj: „Nasze ‘ja’ konstytuuje się razem z daną sytuacją. Podmiot, który powstaje, jest każdorazowo inny. Nie chodzi tu o totalną inność, ale o uznanie zmienności” (Chołuj, s. 70). Nie ma jasno zdefiniowanej tożsamości, mamy do czynienia raczej z wielo-tożsamością, negocjujemy ją w zależności od sytuacji – udowadnia Butler w tekstach, które stały się podstawą antytożsamościowej queer theory. To dlatego, jak pisze Joanna Mizielińska, „w ramach teorii queer tożsamość nie jest podstawą politycznej władzy, ale społecznym produktem, a tym samym – podstawą opresji. Jej zaś odrzucenie uznaje się za klucz do wyzwolenia i walki” (Mizielińska, 2000, s. 58).

W centrum queer theory pojawiają się nienormatywne formy tożsamości, ujawniające właśnie ową niejednoznaczność tożsamości. Zostają do niego włączeni również biseksualiści, transwestyci, transseksualiści, a także, jak pisze Butler w Bodies that Matter – osoby heteroseksualne, które jednak nie zgadzają się z istnieniem normy, jaką jest heteroseksualność, oraz zorientowane są na antyhomofobiczną politykę (Butler 2000, s.44).

Mogłoby się wydawać, że założenie to osłabia polityczną walkę grup zmarginalizowanych o swoje miejsce w społeczeństwie (Butler podobnie problematyzuje kategorię „kobiet”, dążąc właściwie do jej odrzucenia, uznając ją za konstrukt kulturowy).

Jednak określenie queer, według Butler ma swój wymiar polityczny, oznacza „znalezienie miejsca, a nie oswojenie, demokratyzujących głosów sprzeciwu, które powodują i będą powodowały przemieszczanie się konturów ruchu w nieprzewidywalny sposób” (Butler, s. 42).

Należałoby więc zerwać z „twardym” rozumieniem tożsamości, poddać krytyce samą tożsamość, jak czyni to Butler, ale należy jednocześnie obrać takie strategie działania, aby nie zostać powtórnie zepchniętym na margines, znów skazanym na niewidzialność. Sama Butler także widzi konieczność mówienia o tożsamości w walce politycznej, ale tylko wtedy, gdy jednocześnie pamiętamy, że tożsamość może zostać użyta przeciwko nam: „O ile konieczne jest wysuwanie żądań politycznych poprzez odwołanie się do kategorii tożsamości i roszczenie sobie prawa do mocy nadawania sobie nazwy i określenia warunków, na jakich jest ona używana, o tyle niemożliwe jest utrzymanie tego rodzaju kontroli nad trajektorią tych kategorii w dyskursie” [Butler 2000 (1993), s. 41]. Butler nie chodzi więc o całkowite odrzucenie kategorii tożsamości, ale uwidocznienie ryzyka, związanego z zamykaniem się w ramach sztywno definiowanych tożsamości i wiążących się z tym wykluczeń.

Chodzi też o coś więcej – o model demokracji. To nie jest tylko sprawa gejów i lesbijek, to sprawa – mówiąc przewrotnie – nas wszystkich. Chodzi bowiem o wolność. Wczoraj atakowano Żydów, dzisiaj trwa nagonka na gejów i lesbijki („Jeżeli dewianci zaczną demonstrować, to należy dolać im pałą" - zagroził Wierzejski przed Paradą Równości. "Jak dostaną parę pał, to drugi raz nie przyjadą. Gej to przecież z definicji tchórz"). W tym samym czasie ma miejsce atakowanie niepoprawnych artystów („takich artystów powinno się wieszać lub golić im głowy” – pisali przedstawiciele Młodzieży Wszechpolskiej o Dorocie Nieznalskiej, której urządzono proces i złamano karierę).

A czy jesteś pewna/pewien, że te ataki nie dotkną ciebie?

poniedziałek, 12 czerwca 2006
Równi partnerzy - O urlopach ojcowskich

Bycie kobietą i mężczyzną w dzisiejszych czasach generuje zupełnie różne zadania. Od kobiet i mężczyzn oczekuje się w życiu społecznym podejmowania zupełnie różnych ról. I tak to od niepamiętnych czasów to kobietę widzi się jako opiekunkę domowego ogniska i dzieci. Mężczyznę spycha się z tego pola, wyrzuca się go poza dom do pracy, by zarabiał pieniądze i utrzymywał rodzinę. Czy projekt wprowadzenia obligatoryjnych urlopów ojcowskich miałby zmienić te stereotypowe podejście?

Prawie wszyscy dorośli Polacy deklarują, że chcą mieć dzieci. Według badań CBOS najwięcej osób (41%) za najlepszy dla rodziny uznaje partnerski model rodziny, w którym oboje małżonkowie pracują zawodowo i w równym stopniu dzielą się obowiązkami związanymi z prowadzeniem domu i wychowywaniem dzieci. Tradycyjny model, w którym mężczyzna pracuje zawodowo, preferuje niemal co trzecia badana osoba (32%) Najmniejszą aprobatę (24%) zyskuje model mieszany, w którym kobieta oprócz pracy zawodowej zajmuje się domem i dziećmi, przy małym zaangażowaniu mężczyzny w sprawy domowe. Preferencje dotyczące modelu rodziny w dużym stopniu rozmijają się z faktycznym podziałem obowiązków w polskich rodzinach. W rzeczywistości model mieszany realizowany jest częściej (w 29% małżeństw) niż model tradycyjny (23%) czy partnerski (19%). Badanie te ukazują, że mimo iż partnerski związek uchodzi za najlepszy to w rzeczywistości występuje on rzadziej niż model tradycyjny czy mieszany.
Konflikt płci związany z różnym definiowaniem ról w małżeństwie silnie ujawnia się podczas definiowania modelu rodziny. To, że powoli tradycyjny model traci na popularności związane jest ze zwiększającymi się aspiracjami zawodowymi kobiet. W patriarchalnej kulturze miejsce kobiety nie jest w pracy tylko w domu i jeśli nawet chce pracować, to musi swoje obowiązki zawodowe dzielić z tymi domowymi. Stąd właśnie powszechne uznanie, że kobiety pracują zawsze przynajmniej na dwóch etatach.
Brak równowagi między pracą, a życiem prywatnym wpływa niekorzystnie na kulturę pracy, a także stymuluje społeczne stereotypy dotyczące roli kobiety jako matki. Z jednej strony struktura organizacyjna polskich przedsiębiorstw, sytuacja gospodarcza kraju i polityka rządu hamuje wprowadzanie polityki przyjaznej rodzinie, a z drugiej tradycyjnie pojmowane role płciowe traktują mężczyzn – ojców, jako odpowiedzialnych za dobrobyt rodziny, podczas gdy matki uważane są za całkowicie odpowiedzialne za opiekę nad dziećmi i domem.
Od lat 80-tych badania wykazywały trudności w godzeniu życia zawodowego z prywatnym, związane z nowymi wymogami rynku pracy (większa liczba godzin, konkurencja itp.), a także presja związana z nowym stylem życia, nawarstwiającymi się dziennymi obowiązkami i przeciwstawnymi rolami, których odgrywanie wymaga się od kobiet i mężczyzn. Jak zaobserwowano, rezultatem tych nawarstwiających się obowiązków jest stres, absencja w pracy i spadek produktywności kobiet i mężczyzn.
Wraz ze wzrastającymi aspiracjami kobiet maleje również liczba urodzeń. I nie można za ten fakt obwiniać tylko i wyłącznie kobiety. Winne w większej części jest nieprzychylne kobietom i macierzyństwu polskie prawo pracy i sposób jego egzekwowania. Pracodawcy nie chcą zatrudniać kobiet gdyż boją się, iż te po zajściu w ciążę przejdą najpierw na urlop macierzyński a później wychowawczy a pieniądze, które pracodawca zainwestował w pracownika zmarnują się. Na jej miejsce trzeba będzie zatrudnić kogoś nowego, znów wyłożyć pieniądze a później po powrocie kobiety z urlopu, zwolnić. Stąd właśnie często kierowane jest podczas rozmów kwalifikacyjnych pytanie: „Czy zamierza mieć pani w najbliższym czasie dzieci?”.
Trudności pogodzenia pracy zawodowej i rodzinnych są jedną z największych barier ograniczających podejmowanie decyzji o urodzeniu dziecka. Przepisy polskiego prawa eliminują młode kobiety z rynku pracy, ograniczają swobodę pracodawców i zniechęcają do zatrudniania kobiet.
Polskie prawo gwarantuje kobietom 16 tygodni płatnego urlopu macierzyńskiego przy pierwszym dziecku i 18 tygodni w przypadku narodzin drugiego dziecka. Najdłuższy, bo 26 tygodniowy urlop przysługuje kobietom przy ciąży mnogiej. Z tej puli mężczyzna może wziąć, ale nie musi 2 tygodnie na opiekę nad dzieckiem. Jeśli go nie wykorzysta, matka musi wziąć go w całości.
W ciągu kilku ostatnich dekad sprawa godzenia życia zawodowego z prywatnym znalazła się w centrum europejskiej polityki związanej z zatrudnieniem i rodziną. W rzeczywistości prowadzone do tej pory badania skupiały się na kobietach. Powodem tego jednostronnego podejścia może być rosnąca rola kobiet w życiu ekonomicznym i na rynku pracy, a także rosnąca liczba rodzin z rodzicem samotnie wychowującym dzieci i obserwowana „nieobecność” ojców w obowiązkach rodzinnych, zwłaszcza w opiece nad dziećmi. Przerażające dany mówiły kiedyś, że przeciętny ojciec spędza ze swoim dzieckiem 7 minut dziennie. Ponadto różne badania wskazywały na negatywne efekty „nieobecności” ojców na psychice i społecznych umiejętnościach dzieci. Zaobserwowano również negatywny wpływ nieobecności ojca na wyniki dzieci w nauce, na ich późniejsze wchodzenie na rynek pracy i zachowania autodestrukcyjne.
Nowe prawo miałoby to zmienić. Proponowane przez organizacje kobiece i feministów zmiany miałyby doprowadzić do zwiększenia obecności ojców w życiu rodziny, a zwłaszcza w życiu dzieci. Miałyby doprowadzić do sytuacji, w której zarówno kobiety jak i mężczyźni w oczach pracodawców staliby się pracownikami równorzędnymi. Proponują oni bowiem wprowadzenie obligatoryjnych urlopów rodzicielskich dla kobiet i mężczyzn – dla matki i ojca. „Pora odczarować stereotyp, że dziecko to obowiązek tylko kobiety. Dziecko mamy wspólnie!” – mówiła Izabela Jaruga-Nowacka, posłanka SLD i była Pełnomocniczka Rządu ds. Równego Statusu Kobiet i Mężczyzn. A właśnie o tym zapomina się najczęściej. Dziecko nie bierze się z powietrza. Rodzice, którzy się już na nie zdecydowali, świadomie bądź nie, muszą postępować odpowiedzialnie i zawsze kierować się przede wszystkim najlepszym dobrem dziecka.
Wprowadzenie urlopu ojcowskiego byłoby pierwszym krokiem w kierunku upowszechniania partnerskiego modelu rodziny, który jak czytaliśmy wcześniej jest tym najbardziej (teoretycznie) preferowanym przez Polaków. Korzyści takiego rozwiązania prawnego znajdziemy jeszcze więcej. Po pierwsze, ojciec będzie miał większą możliwość budowania więzi emocjonalnej z własnym dzieckiem, poznać go i mieć większy wpływ na proces jego wychowania. Po drugie, kobieta znajduje w mężczyźnie prawdziwe oparcie i pomoc. Mężczyzna wspiera kobietę z wielu jej obowiązków, przez co oboje mają tyle samo czasu wolnego, który mogą spędzać wspólnie. Pomiędzy małżonkami/partnerami buduje się prawdziwa partnersko-przyjacielska więź, która będzie trwalsza od tej istniejącej obecnie. Po trzecie, rozpatrując sprawę w kontekście pracy i zatrudnienia, mężczyźni i kobiety w pewien sposób przybliżyliby się do idei równości na płaszczyźnie społecznej. W momencie gdy obie płcie będą obciążone takimi samymi obowiązkami, pracodawcy przestaną obawiać się zatrudniać kobiety, na których wcześniej ciążył stereotyp, że tylko na nich spoczywa opieka nad dzieckiem, bo i ojcowie będą opiekować się dziećmi.
W kontekście poważnych zmian społecznych zachodzących we współczesnych społecznościach Europy i w świetle rosnącego problemu demograficznego jakiego doświadczają niektóre kraje, aktywna rola mężczyzn w wychowaniu dzieci i równowaga obowiązków rodzinnych nie zostały dokładnie zbadane, poza krajami skandynawskimi, gdzie mężczyźni i kobiety funkcjonują na bardziej równych prawach. Ogólnie zaobserwowano, że w innych krajach europejskich liczba mężczyzn aktywnie uczestniczących w obowiązkach rodzinnych rośnie. Ten fenomen jest rezultatem wprowadzenia urlopów dla ojców, ale także zmieniających się stereotypów związanych z rolami rodziców.
Unia Europejska wspiera kraje członkowskie w promocji udziału kobiet na rynku pracy i zachęca mężczyzn do zwiększania ich roli w życiu rodzinnym. Komisja Europejska, wezwała kraje członkowskie do proponowania działań mających na celu równą alokację odpowiedzialności między zatrudnionymi mężczyznami i zatrudnionymi kobietami, z uwagi na opiekę nad dziećmi, ludźmi starszymi, niepełnosprawnymi, czy innymi zależnymi od nich osobami. Rezolucja zwraca uwagę na trudności we wprowadzaniu dyrektyw związanych z urlopami rodzicielskimi (zwłaszcza ojcowskimi), jeśli nie są wprowadzane zmiany w postrzeganiu ról płciowych w rodzinie. Podsumowując opinie wyrażane już okazjonalnie przez Komisję Europejską wskazuje się na dwa ważne pola gdzie powinny dokonać się zmiany. Priorytetami powinno być dalsze wzmacnianie sieci opieki nad dziećmi i ludźmi starszymi oraz promocja praktyk przyjaznych rodzinie w imieniu prywatnych przedsiębiorstw
Polskie ustawodawstwo powoli dostosowuje się do standardów prawa europejskiego, ale poza problemami z wprowadzaniem poszczególnych ustaw, zbyt mały nacisk kładzie się na promocję godzenia życia zawodowego i prywatnego mężczyzn. Miejmy nadzieję, że dyskusja nad tym tematem przyczyni się do wprowadzenia szerszych reform w polskim społeczeństwie.

11:11, summa_summarum , obserwacje
Link Komentarze (17) »
Homofob polski
Pewnie już wszyscy czytali, ale dla porządku wklejam: W "Gazecie Wyborczej" Magdalena Środa (prześmiewczo) o polskiej homofobii:

Bardzo mi się podoba wykorzystana na potrzeby tego tekstu definicja homofobii: Homofobia, czyli "lęk przed człowiekiem" lub też "lęk o męskość".

Homofob pozostaje z homoseksualistą w niezwykle trudnym, dialektycznym związku: pokusa przeplata się tu z nienawiścią, zazdrość z potępieniem, potrzeba naturalnej tożsamości z tożsamością normatywną, atawistyczny żywioł z wypracowaną ideologią.

Typologia homofobii wg MŚ:
  • homofobia demograficzna (Żywi się lękiem o wielkość populacji. Nie chodzi przy tym o populację ludzką w ogóle (ta ma się nieźle), ale o populację białych katolickich Polaków).
  • homofobia estetyczna (ilustracja w nagranej przez Tok FM opinii przechodnia na temat Parady Równości: Każdy może demonstrować, co mu się podoba, ale mnie to akurat zupełnie nie odpowiada, bo mam odruch wymiotny, jak sobie wyobrażę dwóch panów w akcji).
  • homofobia naturalistyczna (Opiera się na wierze w normujący i absolutny charakter natury. Homofob naturalista nie wie nic i wiedzieć nie chce o homoseksualnych samcach goryli, ciernika, mew, kotów, a nawet... kaczki krzyżówki).
  • homofobia moralistyczna (Z ust homofoba nie schodzi słowo moralność. Jest rycerzem świętej sprawy. Etyka to jego cel. Choć nie wie, czym jest, będzie jej bronił. Będzie bronił społeczności przed złem, siebie przed pokusą).
  • homofobia prokuratorska (Homofob prokurator obficie czerpie z doświadczeń Polski przedwojennej, a zwłaszcza z doświadczeń swoich duchowych i znacznie bardziej doświadczonych kolegów "żydofobów". Nie głosi już lęku przed homoseksualistą indywidualnym, ale przed spiskiem homoseksualnym, przed horrendalnym światowym lobby, "układem" zgoła, który oplata ciasną siecią zdrowe społeczeństwo i wnika w jego krwiobieg).
Na marginesie: tym razem, inaczej niż ostatnio, MŚ przedstawiona jest w GW jako filozofka i była pełnomocniczka. Czyli można.

Jako suplement (spóźniony, ale nadal trafny): MŚ w Tok FM o tym, jak państwo polskie przygotowywało się na wizytę papieża i otym, jak cofnęliśmy się do świętego Hieronima: część 1 i część 2.
niedziela, 11 czerwca 2006
Postępowanie naganne...
Ostatnio, z konieczności i chęci, zajmuje się zdobywaniem wiedzy na temat samochodów i przepisów drogowych. Dzisiaj kupiłam sobie książeczkę pt. "Praktyczny egzamin na prawo jazdy kategorii "B" 2006" (autora brak). Na początkowych stronach opisane jest przygotowanie samochodu do jazdy -- czyli m.in. opisanie jak powinno się ustawić fotel i lusterka. Tekst opatrzony jest bardzo wyraźnymi zdjęciami kierowcy (-czyni?), a modelem jest kobieta. Już na 5 (a de facto 1 zadrukowanej) stronie tej cieniutkiej książeczki spotykamy się z seksistowskim i ageistowskim (od ageizm) tekstem: "Nagminnym błędem u "starszych panów w kapeluszu" i "pań z przerażoną miną" jest ustawienie fotela powodujące dotyk nosa o szybę przednia (...)" Rozumiem, że normalnym, wzorcowym kierowcom, czyli młodym mężczyznom bez kapelusza nigdy coś takiego się nie zdarza, ponieważ rodzą się oni z wrodzoną umiejętnością prowadzenia samochodu, w tym ustawiania fotela. Kolejny kwiatek dwie strony dalej:  "Dla wielu kobiet to lusterko (wewnętrzne) służy do poprawiania makijażu, co jest postępowaniem nagannym." Na jakiej podstawie, zastanawiam się, brak autora wysnuwa swój wniosek statystyczny (wiele kobiet) ?  Przeglądając tę książeczkę po raz kolejny uświadomiłam sobie, że wkraczając w świat zmotoryzowany, wkraczam również w świat o takim stężeniu seksizmu, jakiego dawno nie doświadczałam na codzień.
20:45, gynergia , wpadki
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2