feministyczno-genderowo-queerowa mozaika myślowa
Zakładki:
kontakt:
O nas
Gender studies
.ORG
Queer
Źródła
Domownicy
Stali goście


Miłość nie wyklucza - żądamy ustawy o związkach partnerskich!
poniedziałek, 29 maja 2006
rosyjski marsz równości nie pójdzie dalej...

Sprawa rozbitej w sobotę w Moskwie nielegalnej manifestacji rosyjskich gejów i lesbijek najprawdopobobniej znajdzie finał w sądzie. Pobici i zatrzymani w czasie zajść dziennikarze zamierzają oskarżyć funkcjonariuszy specjalnych oddziałów milicji (OMON) o przekroczenie obowiązków służbowych oraz czynną napaść. Według relacji korespondenta portalu gazeta.ru, dziennikarze byli odprowadzani do specjalnie podstawionych autokarów, zabierano im filmy z aparatów, a kilku pobito. "W tym autobusie kończy się demokracja", usłyszał reporter rosyjskiego Newsweeka. Komentatorzy sugerują, że milicjanci początkowo biernie patrzyli jak grupa skinheadów oraz członków organizacji prawosławnych wykrzykuje pod adresem manifestantów obraźliwe hasła. Celowo nie reagowali również, gdy w stronę protestujących poleciały kamienie, a kilka osób zostało pobitych. Sytuacja wymknęła się spod kontroli, gdy na plac koło Dumy Państwowej wkroczyła grupa prawie stu agresywnych neofaszystów. Doszło do starć porównywanych z zamieszkami z czerwca 2002 roku, gdy Rosja odpadła z mistrzostw świata w piłce nożnej.

W rezultacie zajść zatrzymano zarówno kilkudziesięciu skinheadów, organizatorów manifestacji (w tym szefową organizacji rosyjskich lesbijek Jewgienię Debriańską), część manifestantów, jak również kilku dziennikarzy. Wszystkim postawiono zarzut udziału w nielegalnym zgromadzeniu.

16:36, la_confiance_en_soi , świat
Link Komentarze (7) »
CAMP ania. Zjawisko campu we współczesnej kulturze

Bunkier Sztuki - Galeria Sztuki Współczesnej oraz Katedra Międzynarodowych Studiów Polonistycznych przy Wydziale Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego zapraszają serdecznie na sesję naukową:

CAMP ania. Zjawisko campu we współczesnej kulturze,

która odbędzie się w Krakowie w dniach 5-6 czerwca 2006 roku w Bunkrze Sztuki, Plac Szczepański 3a.

Program sesji:

Poniedziałek, 5 czerwca
10.00 otwarcie sesji
10.20-10.40 Paweł Łopatka - Camp - czyli co?
10.40-11.00 Stefan Ingvarsson - Homotainment: Niespodziewany koniec campu?
11.00-11.20. Jacek Kochanowski - Camp jako pastisz (anty)normatywny - siła bezwładu czy siła subwersji? Uwagi z perspektywy queer studies.
11.20-11.40 Anna Mizerka - Estetyka campu a polski katolicyzm.
11.40-12.00 Piotr Oczko - Święte obrazki - campowe igraszki? Camp a (pop)katolicyzm.
12.00-12.20 Tomasz Kaliściak - Święty Sebastian - gejowski męczennik?
12. 20 - Dyskusja
P r z e r w a
15.00-15.20 Małgorzata Radkiewicz - "DeCAMPonowanie" rzeczywistości w filmach Dereka Jarmana i Neila Jordana.
15.20-15.40 Anna Nacher -Wideoklip - technologia campu (płeć jako derridiańskie pismo).
15.40-16.00 Łukasz Kłuskiewicz - Filmowe campu wyrafinowanie.
16.00-16.20 Agnieszka Mrozik - Desperate Housewives: klisza czy kamp?
16.20-16.40 Mateusz Skucha -Strategie campu a prawa pożądania. O jednym filmie Pedro Almodovara.
16.40 - Dyskusja

Impreza towarzysząca:
godz. 20 30 Wieczór Firbankowski z udziałem Andrzeja Sosnowskiego i Tadeusza Pióro.
Prowadzenie: Grzegorz Jankowicz (wieczór odbędzie się w Bunkrze Sztuki lub w Klubie Lokator na Kazimierzu, ul. Krakowska 10 -wejście od ul. Meiselsa, dokładna lokalizacja zostanie jeszcze podana)

Wtorek, 6 czerwca 2006

11.00 - 13.45 Cykl referatów dotyczących campu i historii sztuki.
Dyskusja.
15.00-15.20 Małgorzata Matera - Od Wenus w biustonoszu do cerowanej tattoo lady. Kampowe wizerunki kobiet.
15.20.-15.40 Lidia Krawczyk - "Nieczyste przyjemności? - Feministyczne odczytania kampu na przykładzie ksiązki Guilty pleasures. Feminist camp from Mae West to Madonna".
15.40-16.00 Marcin Wilk - Campowa lektura literatury staropolskiej.
16.00-16.20 - Paweł Śpiewak (tytuł wystąpienia zostanie podany później)
16.20 - Dyskusja

Impreza towarzysząca
19.00 Przegląd kina campowego Bunkier Sztuki

13:38, nina_braun , wydarzenia
Link Komentarze (2) »
niedziela, 28 maja 2006
IMO

 Felietony pisze wiele osob. Wyrazaja wlasne opinie. komentuja wydarzenia. Kiedy M. Rybinski, K. Cibor czy nawet (sam mistrz) U. Eco pisza felietony, to jasnym jest w jakim celu. Po to by wyrazic wlasna, czesto dosc skraja ocene wydarzen na swiecie, czy w ich najblizszym otoczeniu. Jasne to jest jak slonce i chcialoby sie powiedziec, ze "kazdy" to wie. Nie dziwi nikogo, kiedy te opinie sa wypowiadane w sposob zlosliwy, mocno ironiczny, taka natura i rola felietonu. Prawdopodobnie kazdy widzi rzeczywistosc inaczej, a od felietonu w koncu nie wymaga sie dokumaentalnej obiektywnosci.

  Inaczej dzieje sie kiedy felieton pisze feministka. Jak wszyscy ironizuje, krytykuje, wyszydza. Wypowiada sie na kazdy temat. Jednak kiedy K. Dunin pisze felieton nie jest po prostu publicystka, komentatorka zycia publicznego. Jest bowiem "baba, co narzeka na wszystko", wazny staje sie jej wyglad, tak jakby mial wplyw na jej ocene sytuiacji. Dziwne, ze jak pisze facet to moze byc stary, gruby etc. a i tak nikt nie skomentuje jego wygladau. Ilez razy pod felietonem Dunin czytalam komentarze w stylu: Babochlop, jaka ona brzydka i tego typu inteligentne i na temat komentarze. Bo kobieta moze tylko "plesc dyrdymaly", plotkowac i mielec jezorem. Co ona moze miec do powiedzenia, zwlaszcza na temat wydarzen w kraju. Niech zajmie sie swoim feminizmem, bo przeciez feminizm to takie sobie teoretyzowanie. W ogole nie ma z zyciem kraju czy swiata nic wspolnego.

16:58, evita_duarte , obserwacje
Link Komentarze (1) »
prof. Janion
Artykuł prof. Marii Janion
na temat romantycznych i "homoseksualnych" korzeni tego naszego polskiego cyrku.
Chociaż niektóre obecne posunięcia władz- jak zakaz reklam podpasek, zdjęcie plakatu reklamującego Kod Ledonarda, czy przywrócenie instytucji "okna życia" nawiązują raczej do tradycji średniowiecza.

Twierdzi Pani, że polska kultura narodowa jest kulturą wybitnie męską. Co właściwie ma Pani na myśli?


- Nie tylko nasza kultura jest taka. Podobnie dzieje się we wszystkich idealizowanych wspólnotach narodowych, gdzie konieczny jest stereotyp męskości - apologia siły, nawet przemocy, więzi braterstwa, męskiej przyjaźni. Innymi słowy ufundowane są one na związkach homospołecznych. Te związki są u nas silnie eksponowane - poczynając od "szlachty panów braci", poprzez hufce rycerskie, Filomatów i Filaretów, XIX-wiecznych spiskowców, legionistów Piłsudskiego, no i oczywiście wspó łczesne drużyny futbolowe. Wszystkie te grupy aż do cudownej męskiej wspólnoty, jaką stanowią ułani, składają się na męski mit narodowy. To są związki homospołeczne, co oczywiście nie znaczy homoseksualne, ale one zawierają w sobie pewien pierwiastek fascynacji homoseksualnej.

Z drugiej strony jest niesłychanie silne poczucie zagrożenia przyjaźnią homoseksualną. Dlatego tak mocno podkreślony zostaje narodowy honor heteroseksualny, co przedstawił Gombrowicz w "Trans-Atlantyku". To dzisiaj widzimy bardzo wyraźnie. Nagle homofobia stała się głównym problemem wspólnot homospołecznych. To zadziwiające.


09:51, redakcjak6
Link Komentarze (7) »
sobota, 27 maja 2006
A tak było przed wojną!!!
.
20:39, redakcjak6
Link Komentarze (3) »
Polka kolonialna

Polecam świetny artykuł Leopolda Neugera pt. “Europa Środkowa jako źródło cierpień”.

Prof. Neuger jest polonistą na Uniwersytecie Sztokholmskim. Jego tekst to bardzo dobry przykład krytyki postkolonialnej w odniesieniu do problematyki polskiej. W krótkim artykule Neuger analizuje wspomnienia Fichtego, Heinego oraz prozę Musila. Autor pokazuje sposoby kulturowego konstruowania Innego (“wschodniego barbarzyńcy”) z punktu widzenia “cywilizowanego” obserwatora z Zachodu. [Określenie “cywilizowany” jest tu zresztą niewłaściwie, powinienem raczej powiedzieć - “kulturalnego”, bowiem przywołani przez Neugera autorzy hołdowali wartościom niemieckiej Kulturkritik, a nie ideałom cywilizacji, jak je propagowało francuskie Oświecenie.]

Neuger analizuje niemiecki dyskurs kolonialny (a zarazem modernistyczny) wobec Europy Wschodniej, używając kategorii kulturowo-cywilizacyjnej, klasowej, oraz – moim zdaniem najciekawiej – kategorii płci kulturowej (czyli gender).

Tekst na stronach Zwojów:

http://www.zwoje-scrolls.com/zwoje42/text33.htm

********************************************

Na dobre już na terenach polskich (Śląsk to dla Fichtego teren pograniczny) Fichte poczynił […] obserwacje na temat Polek. Wszystkie mialy dlugie czarne włosy, a szczególnie jedna była "tak niechlujna (schlumpig), jak wszystkie Polki: tak właśnie wygladała, tak była wyzywająca, i tak brudna." Później zauważył, że Polki wykazywały "silniejsze popędy seksualne niż Niemki."

* * *

[…] Heine dostrzega też Polki i pisze o nich entuzjastycznie (bo są nieprzewidywalne, zmienne, dziecinne i kapryśne), by zakończyć w ten sposób:

W słonecznej, pokrytej kwiatami dolinie [zatem na romantycznym cywilizowanym Południu] obrałbym Polkę za towarzyszkę; w oświetlonym księżycem gaju lipowym [zatem na romantycznej Północy] wybrałbym Niemkę. W podróży przez Hiszpanię, Francję i Włochy [Południe!] życzyłbym sobie mieć u boku Polkę, do podróży przez życie [zgodnie z zasadami symetrii życie dla Heinego przynależałoby do dzikiej Północy!] – wybrałbym Niemkę. Niewiele znajdzie się wśród Polek wzorów gospodarności, umiejętności wychowania dzieci, pobożnej pokory i wszystkich tych cichych cnót kobiet niemieckich. [...] Uczucie religijne głębsze jest u Niemek aniżeli u Polek. Te żyją raczej życiem zewnętrznym niż wewnętrznym; są to pogodne dzieci, żegnające się przed świetym obrazem, przebiegające przez życie jak przez piękną salę redutową, przy czym figlują, śmieją się, tańczą i pełne są wdzięku. […] co się tyczy czystości obyczajów, jestem przekonany, ze Polki wcale nie ustepują pod tym względem Niemkom. Rozpusta kilku polskich magnatek wybujałością swą zwracała rożnymi czasy na siebie uwagę […] Trzeba też wziąć pod uwagę, że Polki są bardzo urodziwe, a piękne kobiety z wiadomych przyczyn najbardziej narażone są na szpetną obmowę i nie unikną jej nigdy, jeśli – jak Polki – żyją wesoło, w lekkiej, powabnej prostocie.

* * *

Jak łatwo zauważyć krańcowym Innym byłby tu brudny, bliski naturze chłop płci żeńskiej, obdarowany przez naturę spora ilościa pigmentu (nieomal, o zgrozo, Murzyn!), oczywiście, jak przystało na zwierzę, dający publicznie upust swym nieokiełznanym popędom i bełkocący coś w niezrozumiałym narzeczu. Coś takiego zobaczył na własne oczy Fichte, którego przecież trudno posądzać o nieroztropność. Rachunek jest jeszcze nierówny, mówimy cały czas o kolonizowanym Innym, który, jeśli tylko da sie okiełznać, ma wszystko do zyskania. Ba, ale cóż zyskuje kolonizator? Otóż uzyskuje on, na podobieństwo Heglowskiego Pana, właśnie dzięki swej pozycji w dyskursie, mocną tożsamość. Subiekt takiego dyskursu jest bowiem w sposób oczywisty określony, nawet gdyby to określenie było tylko niemym założeniem (inaczej dzikus nie bardzo by wiedział ku czemu zdażąc). Zatem to kolonizator posiada/zyskuje tożsamość, natomiast Europejczyk środkowy źrodłowo jej nie ma, jednak w wyniku edukacji-cywilizacji-adaptacji uzyska (ale to tylko obietnica) tożsamość rozumianą jako proces, zatem będzie coraz bardziej podobny do pierwowzoru. Nigdy jednak jego tożsamość nie będzie tożsama z kolonizatorem, im bliżej granicy z barbarią, czyli im dalej od metropolii, tym bełkotliwszy będzie jego język, suknia plugawsza, a obyczaje naganniejsze.

środa, 24 maja 2006
Orzeszkowa w przemyśleniach, czyli rozważania menstruacyjne

Wchodząc na drogę życia mężczyzna bada swoje skłonności, zdolności, warunki społeczeństwa, w jakim żyje, stosownie do własnej natury i zewnętrznych okoliczności, co go otaczają, wybiera sobie cel istnienia; pracuje naprzód dlatego, aby w przyszłości najlepiej pracować umiał, następnie wchodzi w życie znając zapory, jakie leżą w nim i w koło niego; walczy z nimi; wiedząc, jak walczyć trzeba, aby zwyciężyć, i o ile nie staną mu na przeszkodzie nie mogące być z góry przewidzianymi i obrachowanymi zapory, dochodzi do wytkniętego przez się celu. Takie właśnie i jedynie takie życie mężczyzny nazywa się życiem logicznym, prowadzącym do pewnych pożytecznych wyników i jego jako jednostkę, i społeczność, w której żyje.

Zobaczmy, o ile takie pojęcie życia służy istnieniom kobiety.

(Eliza Orzeszkowa: Kilka słów o kobietach)

Dziś, gdy siedziałam na fotelu dentystycznym, to mnie olśniło, gdy moja dentystka zwróciła się do mnie per: Orzeszkowa. Tak jestem tam nazywana, ze względu na moje buty zimowe, które wzbudziły dziki rechot pani stomatolog, bo były zdecydowanie dziewiętnastowieczne. Ale właśnie, gdyby tak zacząć najprościej z tym feminizmem. Przypomnieć Orzeszkową i jej artykuł. Bo ja się przyznam, że ostatnio czytany przeze mnie tekst Kingi Dunin (http://serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34591,3357975.html) trochę mnie rozczarował. Dlatego wracam do Orzeszkowej. Do pracy u podstaw, do samych początków.

Bo Dunin pisze mądrze i ciekawie, ale w swoim dyskursie jest poza tym, co wedle mnie w Polsce nie zostało nigdy zrobione. Dlaczego dużo ludzi tak bardzo boi się słowa „feminizm” a wiele kobiet zarzeka się, że z tym nurtem myślowym nie ma nic wspólnego i zdecydowanie mieć nie chce? Dlaczego mój wykształcony kolega zadał mi pytanie, czy nie uważam feminizmu za swoisty faszyzm? Dlaczego pokutuje stereotyp feministki, „niedoruchanej starej panny” lub takiej (w wersji soft), której „trzeba chłopa”?

Dunin pisze, że „feminizm potraktowany jako krytyczna filozofia kultury staje się naprawdę interesujący.” Ja się z tym zgadzam i dodam, że krytyka feministyczna, bywa także inspirującym narzędziem literaturoznawczym, ale... Najpierw trzeba zbudować schody lub przynieść drabinę, a dopiero potem wychodzić na szczyt budynku. Zanim zacznie się analizować Homera czy choćby Pamiętnik Czarnego Noska, trzeba znać alfabet. A w Polsce z podstawową wiedzą społeczeństwa na temat feminizmu jest krucho, bardzo krucho.

Zdaję sobie sprawę z tego, że zawsze może się znaleźć ktoś, kto nie będzie chciał zrozumieć. Nawet tego alfabetu, bo nie chce i już. I zawsze powie, nawet gdyby siedział obok Susan Sontag, że i tak osiągnięcia kobiet są gorsze aniżeli mężczyzn. Jednakże, jak wiemy, jeszcze się taki nie urodził, co by wszystkim dogodził. Próbować trzeba i warto, a jak się nie uda to zacząć raz jeszcze.

Mało zapewne w wieku, w którym żyjemy, znajduje się ludzi, co by w teorii zaprzeczali temu, że kobieta równym mężczyźnie jest człowiekiem. Tyle wreszcie i tak długo pisano i mówiono o tej elementarnej prawdzie, której jednak ludziom tak trudno się nauczyć, że dziś, gdyby ktokolwiek i powątpiewał o niej, skryłby w sobie to powątpiewanie nie chcąc narazić się na nazwę zacofanego człowieka. Ogólnie więc, z przekonaniem lub z pozorem przekonania, powtarzają wszyscy, że kobieta równym jest mężczyźnie człowiekiem. Pojęcie to jednak istnieje tylko w teorii, a w zastosowaniu kobieta zawsze zostaje istotą ludzką wprawdzie, ale niepełnoletnią, naturą swoją więcej zbliżona do kwiata, lalki, anioła niż do człowieka.

Kobieta puchem marnym i wietrzną istotą, czy jest człowiekiem? Czy to, że posiadam macicę oraz jajniki, czyni mnie gorszą? Ostatnio czytałam zabawny tekst mówiący o tym, co by było, gdyby to mężczyźni mieli menstruację. I w tym absurdalnym dowcipie znalazłam coś, co chyba paradoksalnie wiele o nas mówi:

Wojskowi, prawicowi politycy i fundamentaliści religijni powoływaliby się na menstruację (men-struację), aby udowodnić, że tylko mężczyźni mogą służyć w armii ("trzeba oddawać krew za krew"), zajmować się polityką ("czyż kobiety potrafią być agresywne nie doświadczając mocy cyklu rządzonego przez planetę Mars?"), być księżmi i pastorami ("jak kobieta może oddawać krew za nasze grzechy?") czy też rabinami ("bez comiesięcznego oczyszczenia, kobiety pozostają nieczyste").

Połowa świata ma menstruację. I jakaś część z tej połowy cierpi na PMS. Znam przynajmniej paru mężczyzn, którzy mając katar nie wychodzą z domu, bo cierpią. A połowa świata chodzi latami (co jakiś czas) ze skurczami mięśni, z ociężałym brzuchem, z poczuciem dyskomfortu i jeszcze może usłyszeć, że „myśli macicą” i że PMS to taka choroba wściekłych krów u bab. Bo już na starcie są gorsze – selekcja negatywna. Nosisz podpaskę albo tampon, to oznacza, że coś z tobą nie tak. Freud pisze, że kobiety same czują się gorsze, jako niepełne i żyjące w ciągłej frustracji – zazdrości o penisa. A może tak odwrócić sytuację? A tak w ogóle, po co odwracać? Wystarczy przyjąć, że połowa świata ma comiesięczne krwawienia, a druga połowa nie. I nic z tego nie wynika, poza tym, że ta połowa, co miesiączkuje sygnalizuje w ten sposób swoje możliwości fizjologiczne – posiadanie potomstwa, a nie opowiadać głupich dowcipów, że nie wierzy się zwierzęciu (właśnie – zwierzęciu), które krwawi kilka dni i nie zdycha. Nie używać języka ezopowego, w stylu „trudnych dni”, „niedyspozycji” czy enigmatycznego stwierdzenia „ona źle się czuje”. Wrażliwe ciało, opuchnięte piersi, ślad krwi – traktowane są jak choroba, nieprzyjemna przypadłość. U chasydów kobieta po menstruacji musi iść do mykwy, obmyć się dokładnie i zostać sprawdzona przez inna kobietę, czy już zasługuje do położenia się w pościeli obok męża – by nigdy nie wnieść w małżeńskie łoże nieczystości krwi. I znów wyśmiana, bo dlaczego chasydki mają tyle dzieci? Bo nie lubią chodzić do mykwy, po każdym okresie. Jasne – brudaski i tyle. Dlaczego wyśmiewamy to, co naturalne, zamiast dostrzegać w tym cyklicznym wydarzeniu apoteozę kobiecości?

Jestem kobietą i mam menstruację. Koniec. Tak samo, jak ty jesteś facetem i golisz zarost na policzkach, albo go z dumą prezentujesz. Nie jestem aniołem, kwiatem, lalką – jestem kobietą, mam prawo do własnego ciała. I jeśli ktoś teraz powie, że nie mówi się o defekowaniu, czy rodzajach flegmy wydalanej z płuc – to odrzeknę, że to jest jednak cokolwiek innego.

Gdy napisałam doktorat, mój szef powiedział, że nie zostanę zatrudniona, ponieważ kobiety nie są dobrymi naukowcami przez hormony i takie tam. Zastanawiało mnie zarówno to pierwsze, jak i to drugie. Bo wcześniej chodziłam do klasy o profilu biologiczno-chemicznym, pisałam maturę z biologii i nie przypominam sobie tematu lekcji, który by brzmiał: „Hormony to takie coś, co maja kobiety i w wyniku tego są jakieś inne”. A co do „takich tam”, co mówił mój szef, to do dziś nie wiem, co dokładnie miał na myśli. Ale myślę, że mogło chodzić właśnie o konsekwencję owulacji, bo jak tylko powiem, że nie mam czasu, na robienie zestawień lub spisu publikacji kolegów z zakładu od lat słyszę dokładnie ten sam tekst:

- Chyba koleżanka ma dziś okres, bo jakaś nie w sosie chodzi...

Jestem człowiekiem i nie jestem jednocześnie, bo zdarza się, że moje postępowanie bywa interpretowane jedynie i natrętnie przez pryzmat fizjologii ssaka – samicy. Jakbym nie miała mózgu, tylko tą macicę, krwawiącą ranę i była zredukowana tylko do niej.

Moja krew. Krew i nabłonek połowy świata. Wyśmiane w dowcipach o seksie „na Indianina”. Zwulgaryzowane i zlekceważone. Wszyscy, dzięki tej krwi przyszliśmy na świat. A teraz nawet nie wolno reklamować podpasek w trakcie wizyty papieskiej. Bo to jest wstydliwe, a poza tym papież nie ma menstruacji. Ale Maryja – matka Jezusa ją miała. Tak samo, jak ja.

Może właśnie tu zaczyna się feminizm. Może właśnie tu zauważyć należy lekceważenie i bunt. Kobieta jest nosicielką grzechu pierworodnego, który przekazuje przez narodziny potomstwa, pod jej piękną skórą kryją się nieczystości. Wystarczy poczytać średniowiecznych kaznodziejów. Mężczyźni przelewali krew honorowo, na polach bitew, a kobiety wstydliwie – w zaciszu domu, co miesiąc. Ktoś powie, że to nie to samo. Odpowiem, a czułaś/czułeś kiedyś, jakby ktoś wbijał ci dwie końskie igły w jajniki? Przez cały dzień? A w tym czasie trzeba było na przykład napisać klasówkę z matematyki i odpowiedzieć przy tablicy z geografii?

Ja tylko chcę wiedzieć, że nie dlatego jest wspaniale, iż jestem kobietą, bo noszę szpilki, maluję paznokcie, noszę seksowny koronkowy staniczek i pończochy. Ja chcę też wiedzieć, że wspaniale jest być kobietą, dlatego że kupuję w aptece tampony.

Bo tak naprawdę, to właśnie to jest sednem kobiecości. Moja krew, twoja krew, jej krew.

23:32, socjopatyczna_malkontentka , obserwacje
Link Komentarze (28) »
Prohibicja

  Polscy polsowie wprowadzili zakaz sprzedazy alkoholu podczas wizyty Benedykta XVI w kraju. Nie wymyslili z reszta nic nowego. Kiedy przyjechalam do USA byl akurat wekend swiateczny. W poniedzialek mial byc dzien niepodleglosci. Wlasciwie natychmiast dowiedzialam sie, ze ani w niedziele, ani w oficjalne swieta w Connecticut alkoholu nie kupie. Zakaz obowiazywal rowniez kazdego dnia po godz. 22.00. Nie dotyczyl on jednak lokali. Ludzie, ktorzy chcieli pic jednak w tym czasie, mieli zawsze zasoby w domu, a jak nie to wychodzili do klubu.

  Nie rozumialam wtedy i nie rozumiem do tej pory sensu tego typu zakazow. Niemozliwe jest przeciez zakazanie ludziom spozywania alkholu. Nie ma sily, ktora bylaby w stanie zabronic Kowalskim odprawic huczne imieniny, albo swietowac cala noc Dzien Matki. Zwlaszcza, ze przecietni Kowalscy zaopatrzyli sie juz zapewne w alkohol, moze kupili nawet wiecej niz potrzebuja, tak na wszelki wypadek. Kto chce pic to pic bedzie, a kto nie lubi to nie potrzebuje specjalnej ustawy.

  Papiez pil bedzie na pewno. Pili beda tez inni duchowni, a nawet premier Marcinkiewicz. Wino z pewnoscia kupili wczesniej, na zapas :-)

20:56, evita_duarte
Link Komentarze (5) »
internetowy "monitoring" w szkołach - eufemizm na cenzurę i indoktrynację?

Wyborcza o pomysłach Ministra Oświaty Endeckiej

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3365734.html

10:18, nina_braun , prasówka
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 22 maja 2006
chłopaki bawią się lalkami

Historia będzie krótka. Pewna reklama. Duża. Widoczna. Trzech młodych mężczyzn na kanapie, popijają piwo, miny mają radosne, pełne zainteresowania i ukontentowania. Patrzą. Na co patrzą? Tego możemy się domyślić, widzimy bowiem fragment kobiety (po cóż zaraz cała kobieta?), dokładniej jej rękę i ramie. Nagie. Stoi tyłem do nas, a zatem przodem do chłopców. Hasło: czy chłopaki nie bawią się lalkami? Reklama ubrania, nie domu uciech seksualnych.

Jestem wściekłą feministką, bez poczucia humoru, ale co tak naprawdę ta reklama mówi? Ładnie ubrane chłopaki się bawią, bawią się lalkami. I nie po to, aby jak dziewczynki uczyć się zachowań macierzyńskich (lalka typu bobas), czy uczyć się prawidłowego wyglądu (lalka typu modelka). Nie, taka zabawa jest dobra dla dziewczynek. Chłopaki bawią się lalkami znacznie ciekawszymi, bo żywymi, mogą sobie na te lalki patrzeć i je oceniać, mogą komentować i korzystać. A co lalka na to? A cóż to tych chłopaków z reklamy obchodzi?

Czy taka reklama obraża papieża? Zdejmą ją do piątku? Czy ograniczą się nasi obrońcy moralności do wstrętnych reklam podpasek?

 
1 , 2 , 3