feministyczno-genderowo-queerowa mozaika myślowa
Zakładki:
kontakt:
O nas
Gender studies
.ORG
Queer
Źródła
Domownicy
Stali goście


Miłość nie wyklucza - żądamy ustawy o związkach partnerskich!
sobota, 22 marca 2008
Atwood o feminizmie

W dzisiejszych "Wysokich Obcasach" natrafiłam na ciekawy wywiad z Margaret Atwood, w którym spotkałam się z paroma wypowiedzi, które mnie rażą. Kanadyjska pisarka ma pewną cechę, sposób zachowania, który nasuwa skojarzenie z Manuelą Gretkowską. Obie panie mają podobne podejście do feminizmu. Wolą się trzymać od niego daleko, można mieć wrażenie, iż boją się tego terminu, bo stereotyp feministki jest negatywny i nie chcą być z nim kojarzone, dlatego przyjmują taką "zachowawczą" postawę.
 

"Powiem pani, na czym polega mój feminizm. Uważam, że kobieta jest istotą ludzką, choć inną niż mężczyzna. Inaczej postrzega świat, więc i inaczej się zachowuje".


Po prostu, gdy słyszę lub czytam o postrzeganiu świata w odmienny sposób w zależności od płci, to wszystko się we mnie gotuje. Takie nadmierne uproszczenie razi, kłuje w oczy. Na świecie jest kilka miliardów ludzi i jest dokładnie tyle samo perspektyw postrzegania otaczającej rzeczywistości. każdy człowiek jest inny, niepowtarzalny, posiada inny bagaż doświadczeń życiowych, toteż inaczej definiuje pewne zjawiska, z którymi na co dzień się spotyka. Zarówno w grupie kobiet, jak i w grupie mężczyzn można się spotkać z różnorodnymi wzorcami zachowań.


"Jeżeli feminizm zakłada, że kobiety są lepsze od mężczyzn, to nie jestem feministką".


Nie wiem, skąd swoją definicję feminizmu czerpie Margaret Atwood, ale po raz kolejny widać wpływ stereotypów, niechęci społeczeństwa wobec feministek. Trudno stwierdzić, na ile świadomie pisarka powiela, rozprzestrzenia ten fałszywy obraz feminizmu. Nie od dziś wiadomo, że "prawdziwa feministka" ma krótkie włosy, nie maluje się, ma wąsy i nie goli nóg, do tego pragnie "mordować dzieci" dla hobby i niszczyć mężczyzn. Do tych stereotypów należy dopisać jeszcze jeden: "feministka uważa się za lepszą od mężczyzn". Feministki nie żądają dla siebie specjalnych praw, przywilejów, walczą natomiast o równość.


"Tak naprawdę feminizm mnie nie interesuje. Zaczęto mnie z nim kojarzyć dlatego, że byłam kobietą, która pisze, a to wtedy w Ameryce była rzadkość".


Po raz kolejny możemy obserwować odżegnywanie się od feminizmu niczym od zarazy. Atwood usilnie walczy, aby uniknąć kojarzenia jej osoby z feminizmem. Bycie feministką jawi się nam jak coś "strasznego", przed czym trzeba uciekać, czego należy unikać. Pisarka pokazuje w pewien sposób, że "ja tylko pisałam", "ja nie jestem taka jak one", "nie utożsamiajcie mnie z nimi", "ja jestem normalna".

Na koniec postanowiłam sobie zachować największy "kwiatek".
"Dzisiaj bardziej niż dyskryminacja kobiet martwi mnie to, że ogromna liczba głodnych ludzi zjada wszystko, co się znajduje w ich zasięgu-niszczy lasy, żeby przeżyć".


Otóż, kobiety powinny zapomnieć o swoich problemach, o tym, że są bite, za tę samą pracę otrzymują niższą pensję od swoich kolegów, bo środowisko naturalne jest dewastowane. Oczywiście, problemy związane z ekologią są ważne, należy zwracać na nie uwagę, ale nie powinno odbywać się to kosztem kobiet. Przypomina mi to mówienie o tym, że "po co debatuje się nad refundacją antykoncepcji, skoro w Afryce ludzie umierają z głodu". Ot, taka manipulacja, która przedstawia feministki jako egoistki, zapatrzone w wyimaginowane problemy, które są niczym w obliczu głodu, degradacji środowiska naturalnego.

13:42, saszenka2
Link Komentarze (26) »
poniedziałek, 17 marca 2008
Środa w środę, w poniedziałek Żuradzkiego kij w mrowisko?

Pan Tomasz, słynący z kontrowersyjnego artykułu „Patriotyzm jest jak rasizm”,postanowil ponownie zaistnieć wywołując tym razem dyskusję o dyskryminacji mężczyzn: "Mężczyźni mają gorzej" . Czarę goryczy musiała przelać chyba „gazeta feministyczna” z okazji Dnia Kobiet ale tego sie z tekstu nie dowiemy. Tytuł chwytliwy, kontrowersyjny, nie wymagający kometarza, tylko patrzeć aż zawędruje do „najczęściej czytanych” w portalu.

Główną tezą artykułu to nawoływnie do zerwania z RESZTKAMI owej "patriarchalnej" kultury (...) nie dlatego, ze CZASAMI upośledzają kobiety, lecz głównie dlatego, że dyskryminują mężczyzn”. Wytłuściłam tu kluczowe słowa, dzięki którym dowiadujemy sie, ze patriarchat jest główna przyczyna uciśnienia mężczyzn a CZASEM tylko kobiet. To tak jakby uznać, że monarchia dyskryminuje głównie króla i dwór a demokracja to model, który głównie upośledza większość obywateli.Trudno zabrać sie do jakiekolwiek rzeczowej polemiki, gdyż argumentacja jest jednostronna i tendencyjna i skierowana na udowodnienie tezy, że kobiety sie wyemancypowały niejako „kosztem” mężczyzn.

„Do powszechnej świadomości dotarła tragedia 20 tys. bośniackich kobiet zgwałconych podczas wojny w Bośni. Ale czy mamy świadomość, że spośród ok. 100 tys. zabitych w tej wojnie 90 tys. to mężczyźni? (...)Gdy przyjrzymy się dawniejszym wojnom, zyskamy bardziej wstrząsający obraz: wśród 8,5 mln ofiar I wojny światowej kobiety stanowiły nieliczne wyjątki. Dawne wojny to holocaust mężczyzn.”

Żenująca jest licytacja na ilość ofiar wojen, konfliktów i dywagowanie czyje życie jest więcej warte. O ile wiadomo, ani konwencja genewska ani haska nie wartościują kar za uśmiercenie ofiar czy cywilów lub sposobu traktowania jeńców ze względu na płeć. Mężczyźni z pewnością nie znajdują sie w kategorii „inni”. Zatem gwałt na 20tys kobiet bośniackich spotkałby sie z taką samą karą jak gwałt na 20 tys bośniackich mężczyzn. Ale coś takiego nie miało miejsca. Miała natomiast miejsce masakra w Srebrenicy, która pochłonęła 2-8 tys cywilnych ofiar (głównie mężczyzn i chłopców) i była przedmiotem procesu przed Międzynarodowym Trybunałem Karnym dla byłej Jugosławii. Tymczasem autor oburza sie, ze życie kobiet mimo wszystko jest „bardziej święte”, co, umówmy sie, przywodzi na myśl „święte krowy” i wobec powyższego jest niesmaczne.

„To zróżnicowanie odbija się w systemie sprawiedliwości. Amerykańskie statystyki pokazują, że kobiety popełniają niemal tyle samo zabójstw w małżeństwie (41 proc.), ile mężczyźni. Ale już średni wyrok za takie zabójstwo w USA różni się znacząco: 17,5 roku więzienia dla mężczyzny i 6,2 dla kobiety. Jeśli mężczyzna zabija kobietę, to jest zwyrodnialcem, dla którego nie ma usprawiedliwienia. Jeśli jest odwrotnie, to kobieta miała pewnie jakiś powód, a ofierze i tak się należało.”

Zręczna manipulacja statystykami bez podania źródeł ma nas przekonać, iż mężczyźni są jawnie dyskryminowani przez organa sprawiedliwości. Tymczasem okazuje się, że:

  • w 80% przypadków ofiarami przemocy domowej są kobiety (dane statystyczne w USA)
  • owe 41% kobiet sprawców być może pochodzi z Wikipedii, gdzie brak pochodzenia tych danych nie pozwala na poważne traktowanie tych liczb
  • w USA 3 na 4 ofiary przemocy domowej to kobiety (wg US Census Bureau)
  • 20% spośród przypadków przemocy na kobietach ma źródło w przemocy domowej, u mężczyzn tylko 3% jest przypadkiem przemocy domowej (wg danych Bureau of Justice Statistics)
  • mężczyźni żyjący w związkach z mężczyznami są częściej ofiarami przemocy domowej (23%) niż mężczyźni żyjący z kobietami (7,4%) (wg Tjaden and Thoennes oraz National Institute of Justice) co biorąc pod uwagę proporcje zjawisk, wystawia dość ponury obraz rzeczywistości ale nie pasuje do z góry założonej tezy.

„85 proc. wydatków National Institutes of Health - amerykańskiej instytucji zajmującej się badaniami medycznymi - to wydatki na choroby niezwiązane z płcią. Jednak aż 10 proc. wydatków dotyczy chorób typowo kobiecych, a tylko 5 proc. - typowo męskich, choć w USA mężczyzna przeciętnie żyje o pięć lat krócej niż kobieta.”


Wydatki "kobiece" wiążą się z prowadzeniem ciąży (niezależnie od płci dziecka!!!!) oraz porodem, czy zatem 5% różnicy wydaje sie wygórowaną sumą? Mając na uwadze, że w USA kobiety stanowią ok. 51-53% społeczeństwa oraz wobec faktu, że żyją dłużej, a co za tym idzie dłużej pracują i składkują, jest to raczej wynik rachunku ekonomicznego niz oznaka uprzywilejowania. Tym bardziej, ze w Stanach urlop macierzyński trwa średnio 6 tygodni czyli tyle ile połóg, gdzie de facto nie ma zwolnień chorobowych a urlop wychowawczy można sobie zafundować opłacając składki z własnej kieszeni. Więc może .... zaryzykujmy to stwierdzenie....to właśnie kobiety dopłacają do leczenia mężczyzn?

„Przykładowo, na badania nad rakiem piersi przeznacza się w USA 600 proc. tego, co na badania nad rakiem prostaty, choć mężczyzna ma niemal takie same szanse umrzeć na raka prostaty jak kobieta na raka piersi.”

Kolejna sensacyjna wyliczanka. A gdzie dane o leczeniu chorób, w których niechlubnie "przodują" mężczyźni: wylewy, choroby serca, wypadki? Dlaczego tu nie zrównać budżetu? Wreszcie dywagowanie o tym kto ile kosztuje wydaje się sztucznym problemem, gdyż budżet służby zdrowia z całą pewnością nie jest planowany wg płci (z wyjątkiem pojedyńczych akcji profilaktycznych). Ponadto ilość wykrywanych rocznie w krajach zachodnich nowych zachorowan na raka u mężczyzn rośnie i przewyższa liczbę nowych zachorowań na raka u kobiet. Więc może jest to wynik wzrostu świadomości społeczeństwa? Ale z kolei w krajach mniej rozwiniętych (np. Kolumbia, Indie, Chiny) statystyki sa odwrotne? Czy winni są temu mężczyźni, patriarchat czy może same kobiety?

 

"Paternalistyczny" system określający (...) stosunek do pracy zawodowej jest - wbrew temu, co twierdzą feministki - przekleństwem facetów. To od nich wymaga się, by byli stanowczy, silni, agresywni (oczywiście wyłącznie względem siebie), nastawieni na sukces i pieniądze. To mężczyznom zakazuje się płaczu, a słabość czy podatność na zranienie traktowane są jako niemęskie."

Nie wiem z jaka "szkołą" feminizmu miał do czynienia autor ale każda logicznie myśląca osoba z pewnością rozumie, że taki tradycyjny model rodzinny wiąże się z opresją obu stron. Natomiast dalsza wyliczanka jest po prostu niczym uderzenia cepem, można by długo mnożyć zachowania czy reakcje, których wymaga się od dziewczynek lub się zakazuje.

W statystykach bezrobocia przodują kobiety, zwłaszcza bezrobocia długotrwałego jednak okazuje się, że to bezrobocie mężczyzn wiąże się z depresją, podatnością na choroby i inne podłe przypadłości. Oczywiście w przypadku kobiet bezrobocie oznacza dobre samopoczucie: taka bezrobotna albo jak pijawka przyssie sie do męża i dłużej pożyje z jego krwawicy albo znajdzie sobie bogatszego...Niestety autor jest przekonany, ze za każdym dramatem mężczyzny stoi jakaś kobieta: to dla nich zaharowują sie w pracy bądź, jak kto woli, dla ich bezpieczeństwa mężczyźni tkwią na nudnych posadkach. Jednak najbardziej głupie i aroganckie jest stwierdzenie, że "bezrobocie jest dla mężczyzny tym, czym gwałt jest dla kobiety".


Sprawie przyznawania dzieci po rozwodzie należy się szczególnie przyjrzeć. Nie wiem po co takiemu panu prawo do opieki nad dzieckiem wogóle (skoro najprawdopodobniej nie jest jego ;D ), jeśli najpowszechniejsze badania wykazują iż mężczyźni poświęcają na prace domowe i opiekę nad dziećmi np. jakieś 4 godziny w tygodniu. Tymczasem u kobiet często stanowi to dodatkowy etat, oprócz pracy zarobkowej? Na otarcie łez pana Tomasza, warto przywołać fakt iż, statystyki te wciąż rosną i nawet w Polsce z roku na rok coraz więcej dzieci po rozwodzie jest powierzanych ojcom.


Autor zdaje sie kompletnie ignorować zjawiska typu "szklany sufit", czy mniejsze zarobki (tu przebąkuje coś, że "nieznacznie" ale nie tłumaczy dlaczego za tą samą pracę lepiej wykształcona kobieta zarabia zazwyczaj mniej niż męski odpowiednik?), nie tłumaczy dlaczego kobiety stanowią ułamek składów zarządów czy rad nadzorczych. Dowiadujemy się tylko że to one same świadomie rezygnują i wycofują się z oferowanych korzyści i awansów na rzecz "lepszego i dłuższego życia". Kobiety, choć częściej bezrobotne i mniej zarabiające, lepiej radzą sobie na egzaminie maturalnym oraz egzaminach na studiach - ale nawet to jest wynikiem spisku kultury wobec mężczyzn, którym wmawia sie, ze "są głupsi".


"Spora w tym rola feministek, które (...) podnoszą rwetes, ilekroć poczują, że interes ich grupy jest zagrożony. To one utrwalają w społecznej świadomości mit, że mężczyźni są ciemiężcami, zwyrodnialcami, szowinistami, seksistami i gwałcicielami czerpiącymi korzyści z rzekomej niedoli bezbronnej płci pięknej. Jednocześnie milczą wobec współcześnie najbardziej okrutnych form dyskryminacji ze względu na płeć - tych, które dotykają mężczyzn."

Zamiast budującej dyskusji, mamy do czynienia z tabloidyzacją zagadnienia. Szkoda, że autor zatrzymał się w połowie drogi i końcowe poradnictwo ma się nijak do przedstawionych problemów, chyba, że w jakiś cudowny sposób zrównanie wieku emerytalnego może wpłynąć na przemoc domowa. Nie wiemy dlaczego wśród pomysłów zabrakło promowania większego udziału mężczyzn w pracach domowych i opieką nad dziećmi? Wiele argumentow jest wogole od rzeczy i nie sposob sie do nich ustosunkować (argumentum ad populum), zebrane do kupy tworzą przypadkowy patchwork sensacji zmierzających na skróty do przyjętej tezy. Autor początkowo jawi się jako egalitarysta, niby przedstawia system jako przyczynę ale jednocześnie przeciwstawia mężczyznom kobiety, a w rzeczywistości namawia do odwetu oraz walki, szczególnie z feministkami, które, po części, stały się przyczyną takiego stanu rzeczy. Na ironię chyba zakrawa fakt mówienia o "pogardzie, jawnej dyskryminacji, przemocy, gwałcie, perfidii, okrucieństwie".

Gdyby w tekscie zamienic "mezczyzn" na "białych" a kobiety na "czarnoskórych" , zapewne nikt nie odważyłby się opublikować tak "śmiałego i postępowego" artykułu w szanującej sie gazecie. Tymczasem okazuje sie, ze w przypadku feminizmu czy opresji mężczyzn przez społeczeństwo (czyt. kobiety) nie ma granicy, której nie można by przekroczyć.

 

PS - Warto spojrzec na wyniki sondy, która towarzyszy artykułowi....Ilu anonimowych, uciśnionych internatów solidaryzuje się z autorem i z jego prawdą objawioną. Prawda, że pięknie?

niedziela, 16 marca 2008
Ks. Stanisław Opiela o moralności i prawie

W aktualnym numerze "Gazety Wyborczej" można trafić na bardzo ciekawy wywiad z jezuitą, księdzem Stanisławem Opielę. Z pewnymi rzeczami się zgadzam, z innymi nie.
Ów jezuita doszedł do bardzo mądrego i niezwykle odważnego wniosku:
"przecież prawo do aborcji jest tylko prawem, a nie obowiązkiem".


Otóż duchowny trafił w samo sedno problemu. Katolicy nie mają obowiązku, nikt nie będzie ich zmuszał do dokonania aborcji. Natomiast Polska jest państwem świeckim, w którym osoby o odmiennych poglądach również powinny mieć prawo do życia w zgodzie z nimi. Żadna ideologia ani religia nie może narzucać innym swych dogmatów, zasad. Od tego jest prawo, które stwarza elementarne zasady społecznego współżycia. Dla jednego zarodek będzie tylko zarodkiem, dla drugiego człowiekiem, a dla trzeciego człowiekiem od trzeciego miesiąca ciąży. Wszystko zależy od poglądów, wyznawanej filozofii. Kościół ma prawo nakłaniać swoich wiernych, stwarzać im warunki, w których nie będą musieli decydować się na aborcję. Zresztą gdyby antykoncepcja była powszechnie dostępna, a Kościół nie stałby na straży zwalczania jej, dodatkowo w Polsce prowadzono by polityką prorodzinną z prawdziwego zdarzenia, to liczba osób decydujących się na aborcję uległaby znacznej redukcji. Wszakże aborcja nie jest przyjemnością, czymś wyczekiwanym, formą rozrywki. Rzetelna edukacja seksualna, dostępność antykoncepcji lepiej wpłynęłyby na demografię polskiego społeczeństwa od zaostrzania ustaw antyaborcyjnych.  Jeżeli przyznamy, dopuścimy do świadomości fakt, iż co roku dokonuje się tysiące nielegalnych zabiegów aborcji, czyli ów zapis nie przynosi efektów, to trzeba szukać innych rozwiązań zachęcających kobiety do macierzyństwa.

Natomiast z inną częścią wypowiedzi duchownego nie zgadzam się:
"Jeżeli się nie przyjmie za moment powstania życia zapłodnienia komórki jajowej, to każdy inny moment, który by się usiłowało określić jako początek, będzie zawsze arbitralny".


Otóż trudno mi się zgodzić z takim spojrzeniem na problem, bowiem moment powstania życia, poza stwierdzeniem, iż powstaje ono w chwili porodu, wynika z wyznawania jakiejś filozofii, religii.  Każdy rozstrzygnie to inaczej, każdemu sumienie, rozum podyktuje inne rozwiązanie. Nie sposób ocenić, który sposób definiowania życia jest bardziej słuszny.


Nie zgadzam się również z fragmentem:
"Decyzja o zachowaniu ciąży nawet zagrażającej życiu powinna należeć do obu stron związku".


Otóż uważam, iż owa decyzja powinna należeć tylko do kobiety, bowiem to jej życie lub też zdrowie znajduje się w stanie zagrożenia. To ona, a nie jej mąż/partner, zejdzie z tego świata, straci wzrok. W związku z tym decyzję o aborcji lub donoszeniu ciąży ma prawo podjąć tylko ona, samodzielnie, bez patrzenia na zdanie partnera.
 

"Kościół w kraju demokratycznym nie może mieszać się do polityki".

Z tym stwierdzeniem zgadzam się w całej rozciągłości. Dobrze byłoby, gdyby wszyscy duchowni, nie tylko ksiądz Opiela, wyznawali ów pogląd. Wówczas życie w naszym społeczeństwie byłoby łatwiejsze dla wszystkich, a i problemy z dzietnością przestałyby istnieć. W krajach, gdzie antykoncepcja jest na porządku dziennym, pojawia się bardzo niewiele niechcianych ciąż, a co za tym idzie, liczba aborcji również spada.

sobota, 15 marca 2008
Janusz Wizjoner

<<Ale-ż ja uznaję tę wyższość[kobiet nad mężczyznami]! Jak pisał śp.Murray Rothbard: „Gdy w Rzymie Pan siedział w domu, a niewolnik nań harował – to jasne było, kto jest Panem, a kto niewolnikiem; gdy kobieta była Panią domu, a mężczyzna na nią harował – też było jasne”. Dziś facet jest szefem – a harują na niego pracownice w haremie; odkąd wprowadzono „równouprawnienie” kobieta przestała być Panią! Tylko te idiotki-feministki tego nie rozumieją>>

Faktycznie dałam się ogłupić idiotkom

Kobieta jako istota wyższa powinna być Dominą. W domu – centrum dowodzenia ma leżeć, pachnieć i doglądać potomstwa. Cała odpowiedzialność przenosi się na mężczyznę-niewolnika. Czasy się nieco zmieniły od starożytnego Rzymu więc i formę współczesnego niewolnictwa trzeba zmodyfikować. Kiedyś

<<…gdy potrzebny był silny inteligentny opiekun – to [kobiety] hodowały sobie [sic!] mężczyzn inteligentnych i silnych. Dziś, gdy ani samochodu, ani niemal niczego mężczyzna nie naprawi, bo wszystko jest wtopione, wmontowane, i umieją to zrobić wyłącznie wyspecjalizowane zakłady (czasem da się nawet małpę wytresować, by obsługiwała pracujące w nich maszyny…), gdy (pozornie, pozornie) jest bezpiecznie, gdy niczego nie potrzeba przenosić, bo od tego są podnośniki – mężczyzna staje się potrzebny tylko do rozpłodu – no, i do dostarczania satysfakcji erotycznej. Dlatego kobiety zaczynają preferować mężczyzn nie silnych, nie mądrych – tylko sprawnych w łóżku. To, rzecz jasna, spowoduje porażkę „naszej” cywilizacji – w sporze z tymi [kobietami] , które mężczyzn hodują na inteligentnych wojowników>>

Należy zacząć być kobietą i użyć wszelkich kobiecych sztuczek, żeby mężczyznę do łóżka zwabić. Najpierw go w łóżku zniewolić a potem uczynić zeń inteligentnego wojownika, który pójdzie w świąt walczyć dla nas i za nas. Uprościć należy procedurę zawierania małżeństwa. Po seksie kobieta wypowiada w obecności świadków formułkę małżeńską "mój ci on jest” Domina będzie mogła wychłostać, wyrzucić , zamienić w każdym momencie z zachowaniem trzydniowego terminu wypowiedzenia a w szczególnych wypadkach natychmiast. Mężczyzna będzie  do Dominy przypisany póki będzie przydatny trzeba mu tylko wpoić przekonanie, że to od niego zależą losy ludzkości, że to kwestia honoru, dobra państwa, zapisania się złotymi zgłoskami w historii. Niepotrzebne skreślić.

Im mniej mężczyzna sprawny w łóżku tym łatwiej wymóc na nim rekompensatę za brak orgazmu w postaci brylantów na przykład. Tylko idiotki feministki tego nie rozumieją. Sprzymierzeńcem nam będzie całkowity zakaz używania środków antykoncepcyjnych i konstytucyjna ochrona życia ewentualnie poczętego. Kobieta w stanie błogosławionym powinna być obiektem szczególnego kultu, więc oczywistym będzie że za dokonanie aborcji bezwzględnie do pierdla pójdzie mężczyzna.

<< kobiety, o czym wie każdy sutener, to idealny obiekt przemocy. Zastraszy się, ogłupi – i taka idiotka głosuje, jak jej  „Rząd” i telewizja każe. Jasne? >>

Jasne, jasne Kobieta nie może mieć jednego mężczyzny, bo ją zastraszy i ogłupi. Mężczyźni z natury agresywni, mają silną potrzebę rywalizacji. Jak kilku mężczyzn , będzie należało do jednej kobiety , to zajmą się walką między sobą. I w zgodzie z natura będzie w końcu, tylko my kobiety musimy wytępić w sobie głupi cywilizacyjny przesad, żeby pomagać słabszemu. Zasady mają być proste. Zwycięzca dostępuje zaszczytu wypełniania Dominy swoim nasieniem. Ilość niewolników będzie wyznacznikiem rangi i statusu społecznego kobiety. Tylko te idiotki  feministki tego nie rozumieją.

 

Domina wybiera  niewolnika i pozyskuje go wdziękiem i urokiem osobistym. To jest o tyle właściwe , że kobiety mądrzej wybierają. Nie ma na świecie takiej kobiety któryby wyszła za mąż za faceta którego jedynym atutem jest zgrabny tyłek. Kobieta kieruje się  w takich wyborach interesem potomstwa i starannie wybiera materiał genetyczny. Ma do dyspozycji jedna komórkę jajowa raz w miesiącu. Mężczyzna w stanie uniesienia ma wyłączoną zdolność rozsądnego myślenia i pięć milionów potencjalnych sprawców poczęcia w każdym centymetrze sześciennym.

<<jako socjo-cybernetyk, twierdziłem, że jest mało prawdopodobne, by marnowała się aż tak ogromna liczba plemników. Zapewne - przypuszczałem - pełnią jakąś dodatkową rolę; najprawdopodobniej wnikając w ścianki pochwy powodują, że kobieta upodabnia się pod jakimiś względami do swojego mężczyzny. Tak oczywiście być nie musi - znamy liczne przykłady szastania materiałem genetycznym (jako to np. pyłek kwiatów) - jest to jednak prawdopodobne. Gatunek zazwyczaj nie produkuje aż takiego nadmiaru.. W takim razie może warto, by biolodzy przebadali kobiety i pod wspomnianym kątem >>

Skoro tak , to będzie można  odebrać  mężczyznom prawo wyborcze. mężczyznom niewolnikom. Przecież jeśli kobiety poprzez nasienie wchłaniałyby światopogląd mężczyzn no to po ci mieliby się  do urny fatygować?. Walkę o wpływy polityczne mogliby uprawiać w służbówce między sobą, w czasie poobiedniej drzemki Dominy.

 

<<do meritum: na pewno jest w Polsce ponad 15% kobiet, chcących żyć w normalnym kraju i bynajmniej nie pragnących "równouprawnienia". Pozostałe 85% kobiecego elektoratu podzielone jest między partie zapewniające, że chcą równouprawnienia; UPR-owi te 15% powinno wystarczyć>>

 

Zaczynamy:

  1. Najpierw lista zawodów, które zabroni się kobietom wykonywać. Zaczniemy od hutnika i górnika. Nie ma znaczenia że się kobiety do hut i kopalni nie rwą. Rzuci się je na wabia żebu potem systematycznie dopisywać zawody żołnierza , policjanta, nauczyciela, lekarza a z do eliminacji możliwości zarabiania. Zresztą zbiegnie się to w oczywisty sposób z eliminacja konieczności zarabiania. Tylko idiotki feministki tego nie rozumieja.

  2. W ramach kultu matki kobietom będzie przysługiwał urlop macierzyński na córkę do czasu pozyskania przez nią mężczyzny a na syna do czasu oddania go we władanie synowej.

  3. System edukacji zmieni swoje oblicze. Dziewczynki będą się od matki uczyły jak być kobietą a pozostałą wiedzę niezbędną do funkcjonowania wleją w nią jej mężczyźni przecież. Kształcić się będą tylko chłopcy, co podniesie jakość edukacji i wartość chłopców na rynku pracy i ich przydatność dla kobiet w dorosłym życiu.

 

Tylko idiotki- feministki tego nie rozumieją.

środa, 12 marca 2008
Janusz Szowinista
Obejrzałam,wysluchałam i się zastanawiam po co JKM został ten tytuł Szowinisty Roku przyznany.
Przecież on tylko na to czekał,żeby przy tej okazji swoje mądrości życiowe wygłaszać.

Widać,iż wyznaje on zasadę ,

że nie jest ważne czy mówią o nim dobrze czy źle, ważne że mówią.

 

Ale ja mu większej reklamy robić nie bedę ...dlatego na tym kończę.
20:50, gertruda-iza , obejrzane
Link Komentarze (3) »
sobota, 08 marca 2008
Prezent z okazji Dnia Kobiet

Wracając z Manify, postanowiłam wstąpić do kiosku, aby zakupić "Gazetę Wyborczą". Zasiadłszy wygodnie na sofie, zaczęłam przeglądać dziennik i spotkała mnie bardzo przyjemna niespodzianka. Otóż w środku "Gazety Świątecznej" można natrafić na "Gazetę Feministyczną", w której o kobietach, sytuacji Polek oraz równouprawnieniu piszą m.in. Magdalena Środa,  Kazimiera Szczuka, Manuela Gretkowska, Kinga Dunin, Agnieszka Graff. Ich teksty stanowią prawdziwe świadectwo sytuacji kobiet w Polsce. Magdalena Mosiewicz i Kinga Dunin problemu upatrują w braku aktywności kobiet w różnorodnych strukturach, organizacjach pozarządowych, w fakcie, iż nie należą one do żadnego obozu. Magdalena Środa przedstawia ciekawą analizę powodów, dla których kobiety nie potrafią być ze sobą solidarne i te, którym coś udało się osiągnąć, przyjmują męskie reguły gry. Kasia Bratkowska przeprowadza wywiad z kobietą, która odpowiada za strajk związkowców i związkowczyń w tyskim "Tesco".


Cieszę się, że "Gazeta Wyborcza" postanowiła Dzień Kobiet przedstawić również przez pryzmat feminizmu, wciąż obecnej konieczności walki o rudymentarne prawa kobiet, a nie tylko przez "piękne" slogany, które z prawdziwym szacunkiem  mają tyle samo wspólnego co całowanie pań w rączkę. Prawdziwy szacunek nie potrzebuje tej rozbudowanej oprawy 8 marca, ponieważ możemy go doświadczyć na co dzień. Goździk, tulipan za tydzień przestaną cieszyć  wzrok i zdobić parapet, natomiast nadal pozostanie nierówna płaca za wykonywanie tej samej pracy oraz przekonanie części społeczeństwa o "naturalnej roli kobiety".

dlaczego obchodzę 8 Marca
25 marca 1911 roku w Nowym Jorku wybuchł pewien pożar, który, jak twierdził David von Drehle, zmienił na zawsze Amerykę. I feminizm.

Triangle Shirtwaist była typową, jak na ówczesne standardy, fabryką odzieżową, w której pracowało się po 10-12 godzin dziennie. Szwalnie znajdowały się na 7-10 piętrach dziesięciopiętrowego wieżowca. Oświetlano je lampami gazowymi. Tam też składowano materiały. Szwaczki, imigrantki lub córki imigrantów z Włoch i Europy Wschodniej, były w większości młode i niezamężne. Najmłodsze miały kilkanaście lat. Podczas krótkich przerw dziewczyny wychodziły na korytarz na papierosa, albo wisiały na parapetach patrząc na ulice.

Pożar wybuchł w sobotnie popołudnie, tuż przed zamknięciem fabryki. Na siódmym piętrze. Być może niedopałek papierosa. Może zapałka. Może lampa gazowa. Iskra spadła na bele bawełny i reszta jest historią. Robotnice z ósmego i dziesiątego piętra zdołały uciec z hal, ale tylko po to by znaleźć się w potrzasku schodów ewakuacyjnych i wind, które zawaliły się pod ich ciężarem. Na dziewiątym piętrze spanikowane dziewczyny znalazły zatrzaśnięte drzwi ewakuacyjne – jeden z majstrów zamknął je celowo, żeby szwaczki nie wymykały się na papierosa w czasie pracy, czy też żeby zapobiec kradzieży materiałów. Zatrzaśnietych drzwi nie zdołano wyważyć na czas.

Fabryka zatrudniała ok. 500 robotnic. Pożar pochłonął 146 spośród nich. Większość spłonęła żywcem. Kilkadziesiąt zabiło się wyskakując przez okna. Część zginęło pod zawalonymi schodami ewakuacyjnymi. Jeszcze inne spłonęły w windach.

Pożar w Triangle Shirtwaist uznano za jedną z największych katastrof przemysłowych w historii Stanów Zjednoczonych. A potem był proces i właścicieli fabryki - Maxa Blancka i Isaaca Harrisa – uniewinniono od zarzutów niezapewnienia bezpieczeństwa pracy.

Międzynarodowy Dzień Kobiet to wynalazek amerykański, podobnie jak Święto Pracy. Amerykańska Partia Socjalistyczna ustanowiła to święto na dwa lata przed tragedią w Triangle Shirtwaist. Jego inicjatorzy, o ironio, chcieli zwrócić uwagę na warunki pracy i niskie płace robotnic pracujących w przemyśle lekkim; na problemy, które „wychodziły“ na nowojorskie ulice już od połowy XIX-go wieku. I zwykłe były rozganiane przez policję.

Wiele jest idei i historii, które upamiętnia 8 Marca. I wśród nich jest też Triangle Shirtwaist Fire. Dlatego ten dzień to święto kobiet pracujących – które może nie tyle „żadnej pracy się nie boją“, ile mają nadzieję, że w pracy nic im nie grozi.

Życzę więc Wam i sobie, aby wszystkie z nas pracowały w bezpiecznych warunkach, za godziwą płacę i z satysfakcją.

Ale przede wszystkim pamiętajmy, że nadal na świecie większość kobiet pracuje w nielepszych warunkach niż w Triangle. W tysiącach fabryk w Azji i Ameryce Łacińskiej miliony kobiet pracują jako najtańsza i najbardziej eksploatowana siła robocza. I chociaż wiemy, że tanie azjatyckie towary produkują w większości kobiety i nieletni (czasem kilkuletnie dzieci), za śmiesznie niskie wynagrodzenie, bez świadczeń socjalnych i w podobnych waunkach jak w Europie i Stanach sto lat temu, to wolimy o tym nie myśleć, ciesząc się siłą nabywczą naszego portfela, kupując tandetę, która w istocie kosztuje znacznie więcej. Tyle że nie my pokrywamy wszystkie koszta produkcji, bo taniość produktów osiąga się kosztem skandalicznego zaniżenia zarobków tych kobiet i dzieci, czyli utrzymywania milonów w biedzie. Ale zbyt często wolimy udawać, że to przecież nie nasz problem - bo one/oni to nie my. O tym przypomina np. ten video projekt grupy gender studies z University of Buffalo.

Triangle Shirtwaist Fire Project

 

piątek, 07 marca 2008
Rząd propaguje równość płci

"Płeć równo traktowana i opłacana

Różnica w zarobkach między kobietami a mężczyznami w Polsce wynosi aż 23 proc. – najwięcej w Europie - wynika z raportu ITUC. I nie jest to jedyna forma dyskryminacji. Ale to się zmieni. Resort pracy ma już projekt ustawy o równym statusie zakładający m. in. też zakaz dyskryminacji w dostępie do towarów i usług ze względu na płeć.

Najgorsza jest sytuacja Polek pracujących w sektorze finansowym oraz w hotelach i restauracjach: zarabiają one odpowiadają o 62,7 i 55,9 proc. mniej od swoich kolegów. W bardziej sfeminizowanych zawodach, np. w handlu, służbie zdrowia czy edukacji, kobiety mają niższe pensje od mężczyzn „tylko” 15 proc. Średnia światowa to zaledwie 16 proc.

Także kobiety pracujące w niepełnym wymiarze czasu wychodzą na plus. Tracą jedynie 14,5 proc. do zarobków mężczyzn, tymczasem ich zatrudnione na etacie koleżanki – aż 25,9 proc.

Przyszłość tylko w związku?

Raport powstały z inicjatywy międzynarodowego stowarzyszenia związków zawodowych ITUC pokazuje, że w Polsce korzystna okazuje się dla kobiet przynależność właśnie do związków zawodowych: otrzymują przeciętnie 20,8 proc. wyższe pensje od męskich związkowców. To także sytuuje Polskę na rekordowej pozycji w Europie: w większości krajów działalność w związkach także wpływa na zniwelowanie różnic w zarobkach kobiet i mężczyzn, jednak nie aż w takim stopniu.

Rząd na straży równości

Jednak nierówne traktowanie może już niedługo być przeszłością. Na początku rząd zagwarantuje, że kobiety i mężczyźni będą traktowani tak samo we wszystkich dziedzinach życia. Jedni i drudzy będą mogli być zatrudniani w typowo męskich i typowo kobiecych zawodach - zakłada projekt ministerstwa pracy i polityki społecznej.



Np. z zakładów fryzjerskich znikną różne ceny za strzyżenie męskie i damskie. - Jeśli mam krótkie włosy, to dlaczego mam płacić więcej niż mężczyzna - mówi Urszula Nowakowska, przewodnicząca Centrum Praw Kobiet.

Ustawa ma poprawić sytuację osób zatrudnionych na umowę-zlecenie. Dotychczas na dyskryminację ze względu na płeć mogli skarżyć się tylko zatrudnieni na etat. Nowe przepisy zabronią na przykład przyjmowania do pracy w recepcji tylko młodych kobiet czy do ochrony obiektu tylko rosłych mężczyzn. Co więcej, kobieta ochroniarz i mężczyzna będą mogli domagać się identycznej płacy, jeśli wykonują to samo zajęcie.

Nowe przepisy będą też lepiej chronić przed molestowaniem. Kodeks karny mówił do tej pory tylko o "czynnościach seksualnych". Tymczasem w pracy nawet słowo może być uznane za przejaw molestowania. - Przepisy dotyczyć będą też usług. Np. za molestowanie będzie mógł odpowiadać kierowca autobusu, który pozwoli sobie na uwagę z podtekstem seksualnym wobec pasażerki lub barman za zachowanie w stosunku do klientki - mówi Grzegorz Wrona, prawnik z Departamentu do spraw Kobiet, Rodziny i Przeciwdziałania Dyskryminacji w Ministerstwie Pracy.

Jak równość, to równość

To nie wszystkie nowości. Wkrótce członkiem każdej organizacji feministycznej będzie mógł w Polsce zostać... mężczyzna. Projekt zmieni przepisy dotyczące organizacji pozarządowych. Nie będą mogły przyjmować do swojego grona tylko osób o określonej płci, rasie czy orientacji seksualnej.

Każdy, kto przekonany jest o swej dyskryminacji, będzie mógł wystąpić o odszkodowanie (nie mniejsze niż minimalne wynagrodzenie za pracę). Będzie też mógł poprosić o pomoc policję, a ta skieruje sprawę do sądu grodzkiego. Sprawcy będzie groziła grzywna - co najmniej 3 tys. zł." 

Za: www.tvn24.pl

 

 

10:55, trzydziestka , zapowiedzi
Link Komentarze (19) »
czwartek, 06 marca 2008
Kto zaprasza na Manifę?
MANIFA W 3MIEŚCIE

Nieformalna Grupa Femme Totale zaprasza do udziału w trójmiejskiej Manifie i w imprezach towarzyszących:

 
1 , 2