feministyczno-genderowo-queerowa mozaika myślowa
Zakładki:
kontakt:
O nas
Gender studies
.ORG
Queer
Źródła
Domownicy
Stali goście


Miłość nie wyklucza - żądamy ustawy o związkach partnerskich!
niedziela, 31 grudnia 2006
Kończy się Stare, a Nowe zaczyna :-)

Ludzie Kochani,

a co tu tak się nic nie dzieje?  Nie pisze?  

 

Stary rok się kończy, Nowy się zaczyna. Podsumować trzeba, iskierki nowego chwytać.

 

Ja pozdrawiam ostatni raz w Starym Roku

i czekam optymistycznie na  Nowe - lepsze.

05:55, paskudaprawdziwa
Link Komentarze (1) »
środa, 27 grudnia 2006
"MEN chce pomóc dziewczynom w ciąży"
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3815397.html A co z pomocą dla ojców dzieci dziewczyn w ciąży? Czy te dziewczyny to ofiary niepokalanego poczęcia?
niedziela, 24 grudnia 2006
Kobietom i nie -kobietom :-) załączam prezent pod choinkę.

Przewrót,  to tylko kolejne odkrywanie 
czym jest wolność i czym ograniczenie,
życie  w świecie umierania,
kobieta i mężczyzna w dziejach ludzkości;   

pośród szyderczej wieloznaczności bytu - one
w najwyższym zdumieniu odtajniają starannie ukryte
swoje wstydliwe zdrugorzędnienie w kulturze,

a świat ma swoja granicę, za którą rozciąga się
już tylko terytorium ludzkiego kwestionowania, 
odkąd  nie wolno już  nic usprawiedliwiać
           jako oczywistości,
odkąd dziecięca ufność wypierana jest przez
           nakaz czujności - reguły krytycznego myślenia, 
           nakaz uzasadnienia,  
odkąd dziewicza ignorancja nie jest cnotą, jest grzechem. 

           Są kobietami -
nie dla krytycznych dystynkcji szukają Dobra,   
nie dla bezsensu cierpią - nie na zagładę wydają na świat dzieci, 
nie dla bezsensu kochają,  nie dla  męki
powiększania ślepych zaułków ludzkości są racjonalne,
nie dla fantazji chwytają puls rzeczywistości,  
nie dla podniecenia występkiem są zakochane,  
nie dla nowej bajki odtajniają starą tradycję
       męskiego ekskluzywizmu -  
       przyczyny niewiarygodnej łatwości absolutyzowania
       męskocentryzmu  -  świata qui ex patre filique procedit,
                                           który od ojca i syna pochodzi,  
       a przecież  Bóg nie jest istotą płciową; 
nie dla zabawy, odsłaniają nagą twarz człowieka
        swoją  i mężczyzny,
        ludzką niedoskonałość 
        w o l n o ś c i,
która  ukrywa  zdolność do  uzurpacji,
        przemocy, gwałtu, mordu...  
        dominacji.

*** 


Z tomiku:

Mówić jako kobieta. Traktat postfeministyczny 

Jak kupić tomik:

Najlepiej, bo najłatwiej,  korzystając z Internetu

- szukamy na Google: 

Maria Magdalena Rudiuk: Mówić jako kobieta. Traktat postfeministyczny 

 

lub w dziale

Norbertinum - nowości

*

( ten wpis ukazał się wcześniej na blogu Paskuda-estetka)

01:54, paskudaprawdziwa
Link Komentarze (2) »
piątek, 22 grudnia 2006
Radosnych Świąt

Wszystkim uobecniającym się tutaj życzę : -)

radosnych Świąt i miłego wypoczynku,
a także wszystkiego najlepszego  w Nowym Roku -

realizacji wszystkich planów i spełnienia pragnień,
jak też i tego dobra, które spełnia się
poza planami i pragnieniami i jest...
najzwyczajniej i najwspanialej niespodziane,      
 :-) 

 

23:26, paskudaprawdziwa
Link Komentarze (1) »
wtorek, 12 grudnia 2006
"przez całą szkołę byłem za dziewczynę"


    "Czasem urządzaliśmy sobie takie niby zabawy wieczorami w niedzielę, w świetlicy […] Stroiliśmy świetlicę, wywieszaliśmu ogłoszenie, że zabawa. Wybierano kilku do orkiestry, co młodszych wyznaczano za dziewczyny, starsi byli za kawalerów. Tylko jaka to mogła być zabawa, kiedy nie umieliśmy tańczyć, bo skąd? […] Wciąż się rozlegały przekleństwa, wyzwiska. Taki owaki wlazłeś mi na duży palec, wlazłeś mi tu, wlazłeś mi tam […] Gdzieś mam taką dziewczynę! Najgorsze słowa leciały. Na palcach, skurwy… I dalej, tańcz.
    Tylko jak można było na palcach, kiedy chodziliśmy w butach podkutych gwoździami i w tych butach tańczyliśmy […] A kopnął jeden drugiego takim butem niechcący w kostkę, to aż tamten zawył. I nawet sprał nieraz, jeśli to dziewczyna kopnęła, czyli któryś z nas, młodszych, starszego […]
   
O, wtedy już buchały wulkany wyzwisk, przekleństw, dochodziło do bójek, czasem nawet ktoś noż wyciągnął. I czy może być zabawa, gdy nikt się do nikogo nie przytula, nikt nikomu nie szepcze do ucha czułych słówek. Najwyżej któryś z kawalerów przykazywał dziewczynie, co z nią tańczył, przytul się, ty gnoju.
    Starsi, to znaczy kawalerowie, przeważnie wyżywali się w tych tańcach na nas, czyli dziewczynach. Wyżywali się i na co dzień, ale na zabawach nie mieli już żadnych hamulców. E, tam, nauczyciele. Przyszedł który, popatrzył i poszedł. Wtedy akurat wszyscy grzecznie tańczyli […] Ledow jednak nauczyciel poszedł, wyobraża pan sobie, co się działo. No, a przy zgaszonym świetle, lepiej już nie mówić.
   
Był wodzirej, a jakże. Taki jeden z najstarszych chłopaków. I zawsze on, na każdej zabawie. Przypinał sobie pęk wstążek u ramienia. Umiał nawet trochę tańczyć. Wygadany był, pyskaty. Trzymał jednak zawsze stronę starszych. A nawet nie wiem, czy nie był z nich najgorszy. Miły był, nigdy nie klął, nie wyzywał, gdy mu się na palec nadepnęło, kazał tylko przeprosić. Ale nim się taniec skończył, wyprowadzał taką dziewczynę na  dwór, że niby przejść się pójdą, i tam robił z nią, co chciał. Nieraz do krwi pobił. Komu by się pan poskarżył? O, to by pan odpokutował potem.
   
Zarządzał kółka, koszyczki, para za parą i odbijanego, i białe tango. Jako dziewczyny musieliśmy prosić starszych […] do białego tanga. Jako wodzirej pilnował, ty tego, ty tamtego. A niechby któryś próbował się opierać, brał go za kark i podprowadzał, proś go, skłoń się, no, już bo skropię.
    […] długo potem bałem się tańczyć. Taniec mnie odpychał, jakby wbrew swojej naturze, bo przecież taniec ma przyciągać ludzi. Może dlatego, że przez całą szkołę byłem za dziewczynę, a to zupełnie inaczej się na wszystko patrzy, inaczej się czuje i nawet w taniec niełatwo uwierzyć. Dopiero gdy zacząłem w tej orkiestrze zakładowej grać, przełamałem się i do tańca. Orkiestra musi umieć tańczyć, nie tylko grać do tańca. Tym bardziej saksofonista."

Wiesław Myśliwski, Traktat o łuskaniu fasoli

sobota, 09 grudnia 2006
Tammy WhyNot

 We wtorek 12 grudnia o g. 19 w TR Warszawa (ul. Marszałkowska 8) wystąpi amerykańska reżyserka i performerka Lois Weaver ze spektaklem WHAT TAMMY NEEDS TO KNOW. Wstęp wolny. Przedstawienie grane będzie w języku angielskim.

Solowe przedstawienie amerykańskiej reżyserki i performerki to powstająca w bezpośrednim dialogu z publicznością historia transformacji piosenkarki country w lesbijską artystkę performatywną Tammy WhyNot.

Weaver jest współzałożycielką nowojorskiego teatru Split Britches – feministycznej grupy teatralnej, która działa od 1980 roku, specjalizując się w wodewilowych, satyrycznych przedstawieniach podejmujących radykalną grę ze społecznymi stereotypami płci. W swojej pracy grupa posługuje się rozpoznawalnymi kodami popkultury, które przetwarza i poddaje krytycznej analizie, wykorzystując rozmaite techniki pastiszu i parodii. Przedstawienia Split Britches sytuują się na granicy teatru i performance, eksploatują teatralność, eksponując jednocześnie rzeczywistą współobecność aktorów i widzów. Teatr wziął swoją nazwę od rodzaju dawnej kobiecej bielizny, która wyposażona była w odpowiednie przecięcie, umożliwiające kobietom załatwianie potrzeb fizjologicznych bez zdejmowania wielowarstwowego stroju, nawet w sytuacjach „publicznych”, np. w trakcie spaceru. Bielizna ta stanowi trafną metaforę twórczości Split Britches – wkraczającej w sferę intymności, obnażającej podszewkę społecznych relacji, afirmującej niezależność od kulturowych stereotypów i równocześnie nieodparcie zabawnej. What Tammy Needs to Know jest błyskotliwą realizacją tej stylistyki.

Lois Weaver będzie gościem specjalnym konferencji Ciało, płeć, pożądanie: tożsamość seksualna w polskim dramacie i teatrze
organizowanej przez Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego w Warszawie w dniach 11-13 grudnia 2006. Konferencję zamknie jej wykład/preformance zatytułowany: Diary of a Domestic Terrorist (13 grudnia godz. 18.00, Instytut Teatralny). Więcej informacji na www.innascena.e-teatr.pl

piątek, 01 grudnia 2006
teren obsikany albo kobieton a sprawa polska

tak sobie patrzę na dookolność, raz z góry, raz z bolesnego środka, niewątpliwie „po swojemu” i wcale nie chciałabym, żeby dodawano mu damskich krągłości, żeby to „moje” patrzenie miało płeć… A jeśli już ma mieć jakieś cechy, niech wynikają ze szczebla drabiny ewolucyjnej. I żeby nie był to ten od pantofelka…Zarzekałam się, że Jacusia póki co spuszczę z wodą, ale te jego  kobietony zainspirowały mnie do paru słów na temat.  Niby silny facet, co i rusz wpada w gówna i się z nich jak gdyby nigdy nic podnosi, a jednak gdzieś tam podskórnie strzeże zazdrośnie swojego samczego terenu: siedźcie baby w domu, bądźcie ładne, słodkie czyli w domyśle kobiece, nie ruszajcie naszych zabawek, bo one be, i ubrudzą wasze subtelne rączki. A wasze?- chciałoby się zapytać, ale się nie zapyta, bo ogólnie wiadomo.No dobra, pozwólmy sobie wzajemnie, niezależnie od płci, oddychać. Nie wciskajmy się na siłę w niewygodne gorsety damsko-męskich  stereotypów. Spychanie kobiet do funkcji rodzinno-ozdobnych odbiera im samodzielność, a w konsekwencji jakże często prowadzi w ślepą uliczkę wyuczonej bezradności. Owszem, nie dotyka ona wyłącznie kobiet, co nie zmienia faktu, ze punktu widzenia społeczeństwa każdy katatoniczny stupor stanowi zagrożenie dla jego aktywności, spójności, poczucia podmiotowości. Choćby tylko z tych powodów Jacusiowe poglądy powinny być piętnowane, tak jak równolegle powinno się chwalić Gretowską nawet wtedy, gdy nie zgadzamy się na podział świata na męski i kobiecy