feministyczno-genderowo-queerowa mozaika myślowa
Zakładki:
kontakt:
O nas
Gender studies
.ORG
Queer
Źródła
Domownicy
Stali goście


Miłość nie wyklucza - żądamy ustawy o związkach partnerskich!
poniedziałek, 15 grudnia 2014
zakłamywanie historii
Tomasz Lis - taki dziennikarz - napisał felieton na temat kolejnej rocznicy stanu wojennego a w nim:
"To jest dobry dzień, by podziękować za wolną Polskę. To jest najlepszy dzień, by najniżej pokłonić się wielkim ludziom, którzy mieli wtedy odwagę, by walczyć i krzyczeć.(...)
Dziękuję  ... (i tu nastąpiło wymienianie z imienia i nazwiska działaczy) ... oraz "dziękuję wspaniałym kobietom Solidarności, naprawdę bohaterskim, bo często ryzykowały nieskończenie więcej, niż ich mężowie, którzy mogli liczyć, że ktoś zadba o rodzinę".
Czy Lis wie, co powiedział?
Czternastu mężczyzn. Nie dwóch, trzech dla przykładu ale czternastu. Z imienia i nazwiska. I "wspaniałe kobiety". Masa bez twarzy. "Bohaterska" i bardzo niewidzialna. W Solidarności była połowa kobiet. Lis nie wymienił ani jednej.  Helena Łuczywo, Ewa Kulik, Barbara Malak, Joanna Szczęsna i wiele innych zostały bezwzględnie pominięte. A potem się mówi, że "kobiety się polityką nie interesują". Potem się mówi, że "te parytety to głupota, bo przecież, kto zabrania".  
Lubię Lisa i wierzę, że nie miał intencji zakłamywania historii, wierzę, że chciał oddać kobietom Solidarności hołd, ale wylazła z niego niestety swojska odmiana mizoginii herbu "całuję rączki".



18:53, odwodnik
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 01 września 2014
Nie mam pomysłu na tytuł

"Gazeta" zamieściła w sobotę obszerny artykuł będący chyba (chyba - bo to nie było napisane) głosem w dyskusji na temat całkowitego zakazu aborcji.

Trzeba sobie zdawać sprawę, że taka dyskusja się toczy, bo to dla kobiet śmiertelne zagrożenie. Bo choć nikt głośno tego nie mówi (a w każdym razie żaden "obrońca życia") - całkowity zakaz oznacza zagrożenie życia i zdrowia kobiet. 

Ja rozumiem, że każdy ma prawo do swoich poglądów, a najlepszymi ekspertami od kwestii rozrodczości są oczywiście mężczyźni, ale według mnie tekst zawiera przynajmniej jedno poważne nadużycie.

Przyrównuje się w nim aborcję do Holocaustu, pomijając jedną, istotną różnicę - mordowani Żydzi nie zamieszkiwali niczyjej macicy.

W artykule nie znalazłam (a może czytałam nieuważnie?) ani jednego zdania o kobietach, które są ciąży. Moim zdaniem to nieuczciwe. A wystarczyłoby jedno zdanie - np. "Wobec bezwględnego prawa każdego płodu do życia nie są istotne prawa kobiet do wolności, godności, ochrony zdrowia i życia."

Autor tekstu idzie dalej i wyjaśnia mechanizm odbierania mordowanym człowieczeństwa. Mordowanym Żydom i płodom (nawet pozbawionym mózgu) - w tym wypadku przez "złych" i pozbawionych sumienia ginekologów.

Kobiety nie są pozbawiane człowieczeństwa - one po prostu nie istnieją:)

09:47, kobietawkryzysie
Link Komentarze (2) »
czwartek, 10 lipca 2014
sumienie ateistki

Kiedy zauważyłam w procesie dorastania, że nie po drodze mi z religią (z żadną znaną mi religią), że boga posiadam na użytek własny (a właściwie sama jestem swoim własnym bogiem), to przysięgam -  nie zaczęłam kraść, gwałcić i mordować. Nie zaczęłam nagle robić rzeczy, których mi wcześniej religia zabraniała. Przestałam się modlić i chodzić do kościoła - ot taka jest różnica.

Z perspektywy czasu ocenić mogę, że może nawet stałam się nieco lepszym człowiekiem, bo już nie mogę oddać sumienia do pralni spowiedzi i nie odzyskam czyściutkiego po kilku zdrowaśkach. Nie wierzę w gorsze piekło niż to, które "człowiek człowiekowi" potrafi zorganizować  w świecie doczesnym. Dlatego nie dbam o ewentualne gniazdko w zaświatach. Dbam o szeroko pojęte swoje podwórko.  I o język staram się dbać, bo kocham. Bo to filar mojej tożsamości. Bo  jestem pewna, że język nas kształtuje. 

I tu manifest:

Jestem pro - life. Sorry, ale życie ma dla mnie wartość bezwzględną. 

Dlatego uważam, że nikt nie ma prawa decydować za kobietę o jej życiu, nikt nie ma prawa uniemożliwiać kobiecie działań zgodnych z prawem. Wybór między życiem kobiety (pamiętamy, że jest bezwzględną wartością?) a życiem płodu (i nie interesuje mnie dyskusja akademicka, czy to już człowiek czy niekoniecznie, bo zupełnie nie ma to znaczenia) należy wyłącznie do kobiety. 

Ci, którzy usiłują sobie przywłaszczyć, wbrew semantyce i logice moje "pro- life" to  - miłośnicy tortur

Aborcja to usunięcie ciąży a nie morderstwo. A już na pewno nie "rozrywanie dziecka na kawałki w łonie matki". Ci którzy tak twierdzą - proszę odmaszerować, douczyć się i dopiero wrócić. Nie zamierzam dyskutować o urojeniach w czyjejś głowie. Aborcja to usunięcie ciąży, czyli  legalny zabieg stosowany w większości cywilizowanych krajów na życzenie matki do 12 tygodnia (najczęściej) ciąży.  

Redaktor Terlikowski mówi:

"Nie można zabić dziecka w łonie matki, tak jak ja nie mogę zabić feministki"

I ja się z redaktorem zgadzam! A nawet bardzo się cieszę, że wie, że nie może mnie zabić. (Bezkarnie nie może. Chociaż już drugi raz wspomina o takiej fantazji). Nie rozumiem tylko celu zestawiania abstraktu z konkretem. Porównywania bytu potencjalnego z istniejącą i posiadającą prawa obywatelskie kobietą.  Ale może to ta sławetna tradycja romantyczna, która krzyczy na boga:

 

„Chcę czuciem rządzić, które jest we mnie;

Rządzić jak Ty wszystkimi zawsze i tajemnie:

Co ja zechcę, niech wnet zgadną,

Spełnią, tym się uszczęśliwią,

A jeżeli się sprzeciwią,

Niechaj cierpią i przepadną”

 

Prawdziwie chrześcijańskie miłosierdzie. „Kto nie jest ze mną, ten przeciwko mnie” niechaj ginie. (Pogodziłam się już z utratą słowa „miłosierdzie” i  kompletną zmianą jego znaczenia. Miłosierdzie to taka forma wyrażania współczucia, która jest najbardziej widowiskowa, przy minimalnym wysiłku. Wyraża się w modlitwie za nienarodzonych połączonej z ignorowaniem  potrzebujących, którzy nie mieli szczęścia i się urodzili).

I oczywiście rozumiem i nic mi do tego, jeśli kobieta czuje więź i miłość do "dziecka" na etapie sikania na test ciążowy. Rozumiem jej emocje, bo sama wciskam córce, że zanim się poczęła była "błyskiem w oku swojej mamy":). Ale w prawie płód to płód a nie dziecko. A przynajmniej do momentu dopóki kobieta w ciąży nie będzie mogła rozliczyć podatku razem z "dzieckiem w swoim łonie".

Chcę wystąpić w obronie sumienia. Posiadam sumienie i nim się kieruję w życiu.  Jest to sumienie dość proste w obsłudze. Wszystko wolno, dopóki to nikogo nie krzywdzi. Łatwo zapamiętać. "Nie rób drugiemu, co tobie niemiłe". Sumienie jako czynnik abstrakcyjny, indywidualny i  niejednoznaczny nie może mieć uniwersalnej, zbiorowej  klauzuli.  Zbiorowa może być klauzula cenzury sumienia (i tak ja będę nazywać). I tu dochodzimy do sumienia katolickiego. Ono tym się różni od sumienia, czym krzesło elektryczne od krzesła (tak, wiem , stare, ale adekwatne). A oni – samozwańczy „obrońcy sumienia” bezczelnie i w świetle jupiterów nam to przyzwoite sumienie kradną.

Gdyby Chazan posiadał sumienie, w kształcie takim, jaki deklaruje, to by go zabiło w czasach,  kiedy dokonywał aborcji, gdyż w terminologii, którą operuje jest seryjnym mordercą. To nie sumienie tylko wymówka, bo klimat sprzyjający, bo można machnąć sztandarem z takim nieuwierającym rzekomym sumieniem  i zrobić karierę polityczną. A że na dramacie rodziny przy okazji , na cierpieniu i tragedii ludzkiej? No cóż … „niechaj cierpią i przepadną”.

Oprawcy w kostiumach świętych, hipokryci powołujący się na sumienie, przestępcy uczący o moralności. „Cóż Ty większego mogłeś zrobić - Boże?”

22:36, odwodnik
Link Komentarze (2) »
czwartek, 29 maja 2014
Reklama

Przyszła wiosna a wraz z nią reklamy środków odchudzających.

Bez przerwy, przynajmniej przez radio, bo telewizji nie oglądam.

Wkurzają mnie - nie, nie głupotą, bo do tego jestem już (chyba:) przyzwyczajona. A swoją drogą może warto ogłosić konkurs na najgłupszą reklamę (kandydatur jest mnóstwo:)?

Wkurza mnie to, że są skierowane wyłącznie do kobiet. Tylko kobiety tyją? Według danych statystycznych na otyłość cierpi w Polsce 30% kobiet i ...45% mężczyzn.

Tylko kobiety się odchudzają? 

Po co kobiety się odchudzają? Otóż nie dla zdrowia czy dobrego samopoczucia, tylko ...żeby podobać się mężczyznom  - w wyjątkowo irytującej reklamie, powtarzanej w kółko pani śmieje się perliście (i sztucznie) "a mężczyźni wzroku ode mnie nie mogą oderwać"...

A mężczyźni nie muszą się podobać? Są zawsze piękni? 

Chyba wystarczy:)

11:34, kobietawkryzysie
Link Komentarze (10) »
środa, 28 maja 2014
Wywiad

Czytam wywiad z guru polskiej psychoterapii (i nie tylko). 

Pan opowiada o swoim zdrowym stylu życia - diecie (mięso nie, tylko ryby), bieganiu (autorskim stylem, bodajże "transowym", zaczerpniętym m.in. od Indian).

Lansuje siebie, swoją i kolegów działalność. Normalne.

W końcu rozprawia się z tzw. kryzysem wieku średniego. "Inni sobie BIORĄ nowe kobiety, a ja sobie wziąłem nową wspólniczkę". Nie ważne, że bardzo bogatą, ważne że MŁODĄ. Wiadomo przecież, że kobieta musi być młoda (to jej główna zaleta?!). I że kobiety tylko leżą na półkach i czekają, żeby je wziąć (gratis?!:). Jest z siebie wyraźnie dumny:)

Nie pisze: "wchodzą w nowe związki, zmieniają partnerki" tylko "biorą". Wiem, że taki język (i co gorsze sposób myślenia) panuje w naszym kraju (w ten sposób robi się u nas karierę polityczną), ale strach iść na terapię... Nie jestem nawet młoda:)

10:56, kobietawkryzysie
Link Komentarze (6) »
piątek, 29 listopada 2013
Ciało

Kobieta została ministrem i najważniejszym zagadnieniem jest ... czy ma tatuaż (?!)

Jak widać - jako kobieta jest przede wszystkim ciałem.

Ciekawa jestem, czy tatuaż (tatuaże, albo jego/ich brak) ma dodatni czy ujemny wpływ na jej kompetencje?!

Czy ktoś interesuje się hm... tego typu walorami panów polityków?

Tagi: polityka
12:53, kobietawkryzysie
Link Komentarze (7) »
czwartek, 11 kwietnia 2013
Znowu

Znowu znaleziono dzieci - tym razem w zamrażarce. To zaczyna być nasza narodowa specjalność. 

Znowu mąż nic nie wiedział - jak wiadomo można w naszym kraju współżyć z kobietą w ciąży i w połogu i nic nie zauważyć. Jest to fakt oficjalnie stwierdzony przez nasz wymiar sprawiedliwości.

Co ciekawe - niewidzialne są tylko niechciane ciąże. Pozostałe są raczej dobrze widoczne dla wszystkich.

Jest to chyba nowa metoda antykoncepcji - niewidzialna ciąża zakończona przetworzeniem dzieci.

Opinia publiczna się radykalizuje - czytałam o kamienowaniu i w ogóle karze śmierci.

Dla mnie jest to wyraz desperacji osoby, która nie widziała innego wyjścia. 

Jak uchronić się przed ciążą? 

Wystarczy nie współżyć - nie wiem, czy ktoś zadał sobie pytanie - czy te kobiety mogły odmówić współżycia? Szczególnie, że ich partnerzy nie byli raczej empatyczni - skoro nawet nie zauważali ciąż.

Tzw. naturalne metody antykoncepcji wymagają wiedzy a przede wszystkim okresowej wstrzemięźliwości. Wracamy więc do punktu poprzedniego.

Tzw. sztuczna antykoncepcja jest droga (jak dotąd nie znaleziono przetworzonych noworodków w żadnej zamożnej rodzinie), wymaga wizyt lekarskich i bywa nieobojętna dla zdrowia (hormony). Wielu mężczyzn nie lubi prezerwatyw - wracamy do problemu  współpracy z partnerem, który nie istnieje dla wymiaru sprawiedliwości. Antykoncepcja jest też "niemoralna" - w małej miejscowości sąsiedzi obserwują, aptekarze mają sumienie itp.

Sterylizacja jest nielegalna.

A jeśli już jesteśmy w niechcianej ciąży to nie można jej usunąć (szczególnie, gdy nie mamy pieniędzy).

Oczywiście dziecko można oddać do adopcji, ale wtedy trzeba ujawnić ciążę - a te ciąże były niewidzialne - nie tylko dla partnerów, ale także dla zwykle dociekliwych sąsiadów, a nawet przeszkolonych służb socjalnych (?!).

09:47, kobietawkryzysie
Link Komentarze (8) »
środa, 30 stycznia 2013
polityka pro-rodzinna

jedynym zagrożeniem dla Prawdziwej Polskiej Rodziny jest naturalnie nienaturalny związek partnerski

nie będzie legalizacji związków partnerskich to nie będzie problemu, ot zamykamy oczy, włazimy pod stół i potwór znika, a Prawdziwa Polska Rodzina cieszy się dobrobytem, zdrowiem, trwałością i moralną nienagannością

nie wiem, jak w waszych rodzinach, ale w mojej powiększającej się rodzinie, legalnej, nie jest problemem to że ktoś inny chciałby mieć związek partnerski

mamy za to kilka innych problemów - np. jak zapłacić za przedszkole, albo w aptece, za leki dla dziecka, albo jak nie czekać z dzieckiem z podejrzeniem wady wrodzonej na diagnozę kilka miesięcy

i w zasadzie to nie za bardzo chce mi się o tym pisać, bo w sumie co?

że poziom był żenujący? że używano obelg, zamiast argumentów? że tego typu dyskusja zakończyłaby niejedną karierę polityczną, tylko nie w naszym kraju?

 

pozostaje mi cieszyć się, że zostałam zaliczona do produktywnej niejałowej części społeczeństwa, niech nam żyje przewodniczący i ku chwale ojczyzny, 105% planu

i chyba czas najwyższy zerwać znajomości ze znajomymi którzy są bezproduktywni i jałowi, bo nie mają ślubu [w ogóle, lub cywilny], bo nie mają dzieci, albo, o zgrozo! mają dzieci z in vitro

o dziękuję ci sejmie, za otworzenie oczu i przypomnienie, po co my obywatelki i obywatele jesteśmy dla ojczyzny naszej umiłowanej

wtorek, 29 stycznia 2013
"Mistyka kobiecości"

Kupiłam pierwszy tom z biblioteki Kongresu Kobiet. Książka, autorstwa Betty Friedan, jest z 1963 roku, a więc dosyć stara (specjalnie sprawdzałam, czy to na pewno pierwsze wydanie u nas - po tylu latach:) 

Nie jest porywająca, to grube tomisko, napisane raczej nudnym językiem.

Treść nie jest wyssana z palca - punktem wyjścia była ankieta przeprowadzona przez autorkę wśród absolwentek renomowanego collegu. Wyniki były zaskakujące - a właściwie frustrujące - życie badanych kobiet nie było pasmem sukcesów i szczęścia.

"Mistyka kobiecości" traktuje o spychaniu kobiet do domu w latach pięćdziesiątych i o tym (co szczególnie ważne) jak dorabiano do tego ideologię. Po II wojnie światowej (która spowodowała przyspieszoną emancypację kobiet), mężczyźni wrócili do domu i trzeba było oczyścić dla nich rynek pracy. 

Okazało się, że "prawdziwa kobieca natura" to natura gospodyni domowej:) 

Jak kobiety na to reagowały? Mówiąc krótko - utratą tożsamości, zagubieniem, pustką, frustracją, depresją, a czasami furią:). Opisywany był nawet przez ówczesnych psychiatrów "syndrom gospodyni domowej". Oczywiście część kobiet zażywała antydepresanty, niektóre trafiały do szpitali psychiatrycznych, podejmowały próby samobójcze.

Powstało na ten temat sporo dobrych filmów, jak choćby "Droga do szczęścia" z Kate Winslet i Leonardo DiCaprio, czy "Daleko od nieba" z piękną rolą Julianne Moore (którą uwielbiam:); lata 50 miały także swój wymowny epizod w książce i filmie "Godziny" również z Julianne Moore.

W książce Friedan temat jest potraktowany bardziej kompleksowo - to ciekawe jak umiejętną propagandą w mediach robiono z nas zakupoholiczki (kobiecość utożsamiana z konsumpcjonizmem:). "Prawdziwa kobieta" została wystrojona w futro i obwieszona biżuterią. Zamknięta w "złotej klatce" domku na przedmieściach, z pozoru miała wszystko.

Naturalne dążenie kobiet do rozwoju zamieniono w dążenie do bycia "perfekcyjną panią domu" (np. samodzielne pieczenie chleba - skąd my to znany?:) Wyśrubowane też zostały normy urody - kobiety zaczęły się odchudzać. 

Okazało się, że nigdy nie jesteśmy "dość dobre" jako matki, żony i panie domu, więc tym bardziej nie mamy czego szukać w zewnętrznym świecie:)

Czy ten problem jest nadal aktualny? Dla mnie długie wywody na temat, że społeczeństwo nie powinno marnować kobiecego potencjału trącą myszką.

Ale całkiem niedawno przeczytałam w "Gazecie Świątecznej" wywiad z prof. M. (tym od "wózkowych"). Wywiad pod hasłem "kochajmy się" - Polacy powinni rozmawiać itp. Tym bardziej zaskakujący (przynajmniej dla mnie) był nagły atak, na - obraźliwie określony - "krzykliwy popfeminizm". A za co? Otóż, feministki nie zadają "prawdziwie ważnych pytań" - o to, "czy kobiety nie byłyby szczęśliwsze w domu" (?!)

A więc zapraszam do lektury!

Tagi: gender
12:44, kobietawkryzysie
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 05 listopada 2012
Moralność

Krajem ponownie wstrząsnęła historia zabijania noworodków przez matkę.

Charakterystyczne jest, że doniesienia (częste) o zabójstwach dzieci przez ojców w celu dokuczenia żonie, bo odeszła-chciała-odejść-zdradziła-podejrzewał zdradę nie cieszą się takim zainteresowaniem. Są jeszcze konkubenci, którzy chcieli dziecko "uciszyć" (udało się na zawsze). Nuda i norma. 

A mnie się przypomniały "Dzieje grzechu" i jeszcze jakieś skandynawskie powieści (chyba "Krystyna, córka Lavransa" - ulubiona mojej mamy). Kiedy to czytałam, chociaż było mi smutno, byłam przekonana, że to historyczne zaszłości z czasów, kiedy o seksie nie mówiło się głośno i nie było żadnych metod regulacji poczęć. Czasy, które Boy opisał w "Piekle kobiet".

Okazuje się, że wróciliśmy do tych czasów za sprawą "obrońców moralności", chociaż nasza obyczajowość się zmieniła (?). 

Trzeba pamiętać, że hipokryzja prokreacyjna uderza w kobiety ubogie, niezaradne, skazane na pomoc otoczenia, bo pozostałe sobie radzą (lepiej lub gorzej).

I jeszcze jedno - jak dotąd nikt nie zająknął się o ojcu tych dzieci - kolejny, który "nie zauważył" 6 ciąż?!

11:18, kobietawkryzysie
Link Komentarze (5) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 44