feministyczno-genderowo-queerowa mozaika myślowa


Miłość nie wyklucza - żądamy ustawy o związkach partnerskich!
Blog > Komentarze do wpisu
O odpowiedzialności za słowa

Tak się zastanwiam czy do profesora Mikołejki dotrze, że jako osoba opiniotwórcza ponosi odpowiedzialność (chociażby moralną) za swoje słowa i że:


1) Jego publicznie wyrażona niechęć do matek małych dzieci, pada na podatny grunt, bo wyraża swoje opinie w sposób atrakcyjny dla wielu osób.

2) Są ludzie, którzy mogą uznać, że skoro pan profesor może publicznie, w radio i w prasie, to oni mogą w twarz i na ulicy wyrazić niechęć do mnie (matki małych dzieci, pchającej wózek) bo starsza podskakuje i śpiewa na głos, a młodsza zajmuje cholernie dużo miejsca w przestrzeni publicznej w tym wózku.

3) Słowa profesora wpisują się coraz modniejsze ostatnio hejtowanie matek (re. niedawna nagonka na ciężarne na zwolnieniach), które uważam za niepokojące i niebezpieczne, bo stwarzające podziały tam gdzie ich być nie powinno - wszyscy się urodziliśmy, wszyscy musieliśmy przejść szereg etapów w rozwoju, wszyscy kiedyś rzucilismy się na podłogę w sklepie i wszyscy zasuwaliśmy w pieluchach, większość będzie miała dzieci, które też będą musiały się rozwijać i w tych pieluchach, z rykiem na podłogę itede itepe.

4) Wściekła awantura po słowach profesora nie jest wynikiem jedynie jego słów i nie o niego tutaj chodzi. Profesor bez potrzeby i bez sensu zachował się agresywnie, zaatakował grupę osób (nie kupuję jego tlumaczeń, że nie chodziło mu o wszystkie matki), którym nie jest łatwo ani ze względów finansowych ani społecznych i które ogólnie mają po kokardę, a teraz się dziwi, że na jego atak odpowiedziano agresją.

czwartek, 06 września 2012, zosia761

Polecane wpisy

  • zakłamywanie historii

    Tomasz Lis - taki dziennikarz - napisał felieton na temat kolejnej rocznicy stanu wojennego a w nim: "To jest dobry dzień, by podziękować za wolną Polskę. To je

  • Nie mam pomysłu na tytuł

    "Gazeta" zamieściła w sobotę obszerny artykuł będący chyba (chyba - bo to nie było napisane) głosem w dyskusji na temat całkowitego zakazu aborcji. Trzeba sobie

  • sumienie ateistki

    Kiedy zauważyłam w procesie dorastania, że nie po drodze mi z religią (z żadną znaną mi religią), że boga posiadam na użytek własny (a właściwie sama jestem swo

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2012/09/07 07:48:12
no właśnie mnie zastanawia o co w tym wszystkim chodzi, do czego jest dążenie
wszędzie się trąbi o zbliżającej się katastrofie demograficznej i zamiast wytwarzać klimat sprzyjający posiadaniu potomstwa, to robi się na te przyszłe i obecne matki nagonkę
nie dość że państwo nie pomaga rodzinom i sorry niech mi nikt nie wciska że pomaga, bo i to becikowe i ten zwrot podatku to nic naprawdę nie znaczą w morzu kosztów które jako matka ponoszę, to na dodatek teraz robi się jakąś nagonkę
hmm robienie sprzyjającej atmosfery pod zabranie kolejnego "przywileju"?
-
2012/09/07 08:09:05
Myślę, że tak. Najłatwiej oszczędzać na najsłabszych.
-
2012/09/07 14:03:48
Arvata, jakbym puściła wodze paranoi, to właśnie tak mogłoby się wydawać. Bo niby dlaczego nie zrobić nagonki na właścicieli dużych psów?
A, faktycznie, oni nic nie kosztują...

I dlatego wolę moją paranoję trzymać w ryzach.

(Brrr).
-
2012/09/08 09:42:53
Zosia, no właśnie, ale jak nie o to, to o co? co zmieniło się dajmy na to od czerwca że nagle temat ciężarnych, małych dzieci, młodych matek [bo przecież nie rodziców] stał się takim palącym problemem społecznym, że każdy niemalże musi wyrazić swoje zdanie...
teraz czekać tylko jak znani z bycia znanym zaczną się opowiadać po którejś ze sztucznie wytworzonych stron?
wtf?

ja się po prostu zastanawiam "oso chodzi"? bo takiej kumulacji dawno nie było.......
-
2012/09/08 21:27:51
Generalnie po ostatnich nagonkach niejedna kobieta się zastanowi zanim będzie chciała mieć dzieci.
-
2012/09/08 23:19:49
Ależ już się wypowiadają. Nagle wszyscy widzieli te wózkowe, te matki, roszczeniowe takie, słyszeli, wiedzą, znają kogoś kto ma brata, którego żona właśnie jest wózkowa, albo mają sąsiadkę wózkową co wzięła L4 w ciąży, a teraz chodzi z tym wózkiem, nie ustąpi w przejściu, nie pracuje tylko na tym macierzyńskim/wychowawczym siedzi, a dzieciak w tym wózku tak się gapi bez sensu i się ślini zamiast książkę poczytać, tylko wrzeszczy wieczorem.
Felietonistki Wysokich też widziały i znają i się zgadzają z profesorem. Oczywiście nie przeszkadza im to w byciu feministkami.
UFO też wszyscy kiedyś widzieli, albo znają kogoś kto widział, albo zna kogoś, kogo kosmici porwali.
A tymczasem profesor stworzył nową kategorię.
Do tej pory byłam:
- byłym nieudacznikiem (powróconym na łono z emigracji),
- wykształciuchem,
- warszawką.
A teraz jeszcze jestem wózkową (bo jestem, a co mi tam - kilka razy wzięłam w ciąży L4, siedzę na macierzyńskim i pasożytuję, notorycznie nie zjeżdżam z chodnika żeby ustąpić miejsca starszym panom, głośno domagam się pomocy i zrobienia mi miejsca w komunikacji miejskiej, a moja starsza córka prawdopodobnie doprowadza kogoś do szału swoimi jękami, że ona chce na plac zabaw, albo soczek, albo bułę, albo do babci, albo akurat nie chce żadnej z tych rzeczy tylko ma zły humor, a młodsza wrzeszczy w wózku, żeby nie stać nie stać jechać!!!)
Puszczę więc na chwilę cugle mojej paranoi i przypomnę, że jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze. I że jeszcze kilka miesięcy temu różne źródła puszczały farbę w sprawie rozszerzenia przywilejów związanych z urlopem wychowawczych, na te kobiety, które nie mają szczęścia w życiu (czyt. etatu) i prowadzą własną działalność gospodarczą. Na co ja bardzo liczyłam, bo jestem wyjątkowo pechowa i zatrudnia mnie jako współpracownika mąż, któremu nie wolno dać mi etatu (odpowiedź na pytanie "ale jak to?" brzmi "bo tak"). I takim jak ja też by ten wychowawczy ewentualnie przysługiwał.
Ale moja paranoja czarno to widzi, oj czarno.
-
2012/09/10 09:22:10
Właśnie, chodzi o pieniądze.
-
2012/09/10 13:12:49
tak, chodzi o pieniądze, których brakujew budżecie. niedługo trzeba będzie ostro ciąć wydatki i już trzeba zrobić w społeczeństwie sprzyjający klimat. wcześniej zrobiono nagonkę na "leniwych" nauczycieli, którzy śmią pracować tylko 18 godzin i chodzić na roczne urlopy na podratowanie zdrowia. ale nie słyszałam w mainstreamowych mediach wezwania, by wraz ze zniesieniem Karty nauczyciela przełożyć oszczędzone w ten sposób pieniądze na podniesienie warunków nauczania. poza tym przedszkola kończy właśnie trochę więcej dzieci niż w poprzednich latach i zaraz wejdą one do szkoły (albo już wchodzą), a jeśli reforma związana z początkiem nauki wreszcie się ziści podstawówki zaszturmuje podwójny rocznik. nauczyciele by się w takim momencie przydali, ale myślenie przyszłościowe nie jest cechą charakterystyczną decydentów w tym kraju.
poza tym, mam wrażenie, że te nagonki na poszczególne grupy społeczne mają na celu wewnętrznie skłócić społeczeństwo. żeby nie śmiało w sytuacji ostrego kryzysu stanąć razem i zażądać czegoś. jak się odpowiednio napuści jednych na drugich, to gdy nauczyciele wystąpią o godne warunki w szkołach, rodzice krzykną "najpierw zacznijcie pracować 40h jak my w naszych biurach", a jak matki (i ojcowie) zaczną się organizować w sprawie aktwnej polityki prorodzinnej, osoby niezainteresowane bezpośrednio zarzucą im "roszczeniowość" i "rozpychanie się wózkami". i wszystko będzie kręcić się dalej tak jak teraz.