feministyczno-genderowo-queerowa mozaika myślowa


Miłość nie wyklucza - żądamy ustawy o związkach partnerskich!
Blog > Komentarze do wpisu
Władza

Chciałabym napisać o związkach władzy z odpowiedzialnością:)

Może to nie będzie precyzyjne, ale męczy mnie od dłuższego czasu - może w takim razie uda się wywołać dyskusję?

Chyba dla każdego jest oczywiste, że władza łączy się z odpowiedzialnością. Rząd jest odpowiedzialny za aktualną politykę, nawet jeżeli niektórzy politycy próbują zwalać winę na opozycję:)

Natomiast w polskiej rodzinie wygląda to inaczej.

Mam wrażenie, że nadal uważa się, że rządzić powinien mężczyzna, ale kiedy coś jest nie tak, zwykle obciąża się kobietę. Opinia publiczna reaguje w stylu: "gdzie była matka, co to za matka?" itp.

Refleksje o udziale ojca przebijają się z trudem. W ten sposób często reagują nawet sądy (jak choćby w głośnej sprawie noworodków znalezionych w beczkach).

Nie znam statystyk (o ile w ogóle istnieją?) ale często spotykam się z przekonaniem, że męska dominacja w rodzinie jest "naturalna i zdrowa". I to nie tylko w prawicowych mediach - ze zdziwieniem przeczytałam podobne poglądy (o szkodliwym wpływie "ekspansywnych matek i wycofanych ojców" na rodzinę) w tekstach psychologicznych, powiedzmy nadal aktualnych (a nie tylko o historycznym znaczeniu:) Na przykład obecnych w lekturach przyszłych psychoterapeutów.

Mam wrażenie, że "nowoczesność" niektórych polega na tym, że w ogóle nie poruszają tematu władzy w rodzinie (nowe tabu?:). Bo wstyd się przyznać do tradycyjnych poglądów, a innych brak(?).

Partnerstwo przeważnie nie ma "dobrej prasy". Największy problem polega chyba na tym, że nie bardzo wiadomo, co by to miało być?:)

Tymczasem stare przysłowie "jaki pan, taki kram" wydaje mi się nadal aktualne...

poniedziałek, 16 kwietnia 2012, kobietawkryzysie

Polecane wpisy

  • zakłamywanie historii

    Tomasz Lis - taki dziennikarz - napisał felieton na temat kolejnej rocznicy stanu wojennego a w nim: "To jest dobry dzień, by podziękować za wolną Polskę. To je

  • Nie mam pomysłu na tytuł

    "Gazeta" zamieściła w sobotę obszerny artykuł będący chyba (chyba - bo to nie było napisane) głosem w dyskusji na temat całkowitego zakazu aborcji. Trzeba sobie

  • sumienie ateistki

    Kiedy zauważyłam w procesie dorastania, że nie po drodze mi z religią (z żadną znaną mi religią), że boga posiadam na użytek własny (a właściwie sama jestem swo

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: nie feministka, *.dynamic.chello.pl
2012/04/22 17:08:28
Czy powinno się mówić o władzy w rodzinie? Czy może raczej o współpracy?
Szczerze mówiąc w mojej rodzinie "pierwsze skrzypce grała" moja mama. Z perspektywy czasu to widzę. I szczerze mówiąc nie wyszło to naszej rodzinie na dobre bo moja mama popełniła wiele błędów. Niestety muszę przyznać, że gdyby to mój ojciec rządził to raczej nie byłoby lepiej (choć kto wie?), a co najwyżej tak samo. Dlatego uważam iż nie ważne kto rządzi w rodzinie, ale ważne jest jak rządzi, jeśli już ma ktoś rządzić.
Myślę sobie, że jednak powinna być współpraca pomiędzy kobietą i mężczyzną. Oboje powinni się słuchać nawzajem i wspólnie rozwiązywać ewentualne problemy. Każdy w miarę możliwości powinien wykonywać swoje obowiązki względem rodziny i wspierać się nawzajem. Pozdrawiam serdecznie :-)
-
2012/04/23 11:03:14
"Współpraca" to partnerstwo. Chyba to najlepsze rozwiązanie, ale trudne - bo wymaga ciągłych negocjacji.

Chciałam pokazać, że "tradycyjnie" mężczyzna ma rządzić, a kobieta ponosić odpowiedzialność i że to chyba dziwne? Bo jeśli ktoś rządzi to powinien ponosić odpowiedzialność za swoje decyzje.
-
2012/05/01 10:27:00
Rządzący rządzą, a kozioł ofiarny pochodzi z zarządzanej tłuszczy. Dzięki tak ustalonemu porządkowi rzeczy świat nadal się kręci. Głupot o wycofanych ojcach i dominujących matkach już nawet komentować nie wypada, bo i to męczące, i zaraz znajdzie się dziesięciu, którzy pospieszą z przykładami na słuszność prezentowanej tezy. Trochę mi to przypomina nieśmiałe próby wprowadzenia nowej kategorii - DDRR (Dorosłe Dzieci Rozwiedzionych Rodziców), gdzie teoria na wszelki wypadek obejmuje też rodziny pełne, ale "rozwiedzione emocjonalnie". Co też mogłoby się stać, gdyby nagle okazało się, że i tradycyjny dom nie daje wsparcia, a może psychicznie zranić na całe życie? Oj, strach pomyśleć. Musielibyśmy uznać, że szufladki wyprodukowane w latach pięćdziesiątych zeszłego wieku nie mieszczą współczesności.

PS. Nie macie wrażenia, że przydałaby się notka o pomysłach ministra Gowina na to, czy konwencja o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet jest szkodliwa i jaką to ideologię wspiera?
-
2012/05/09 14:30:08
To może kto inny bo ja się nie czuję na siłach komentować poczynań ministra G.:)