feministyczno-genderowo-queerowa mozaika myślowa


Miłość nie wyklucza - żądamy ustawy o związkach partnerskich!
Blog > Komentarze do wpisu
Przed drugą turą

Najpierw była bolesna nieobecność kobiet na liście kandydatów. Potem traktowanie istnienia lub braku żony głównych pretendentów do Pałacu jako istotnej merytorycznie części walki politycznej. Kaczyńskiemu obrywało się za brak rodziny, który starał się bardzo pokryć go swoją bratanicą Martą i jej córkami. Doszło do tego, że w jakimś wywiadzie Marta powiedziała o stryju, że była z nim tak związana, że aż nazywała go "druga tata". Niespodziewanie wyszedł z tego głos przeciw jedyności i wyjątkowości tradycyjnego modelu rodziny, które przecież popiera - przynajmniej w sferze werbalnej - Jarosław Kaczyński. Było też wytykanie Annie Komorowskiej różnych braków. Głównie urody. Fora internetowe nieodmiennie nazywają ją kaszalotem. O żonach innych kandydatów nie usłyszeliśmy zbyt wiele. Najwyżej pojawiły się młode seksowne dziewczyny w wyborczych videoklipach.

A w tym wszystkim, niczym szczerzący się za plecami reportera gapie, starają się wybić tzw. środowiska kobiece. Różnego rodzaju. Udało się przed pierwszą turą namówić Napieralskiego do jednoznacznych deklaracji na rzecz praw kobiet. Udało się zorganizować debatę na Kongresie Kobiet. Powstało trochę artykułów i analiz. Parytety, związki jednopłciowe, in vitro. Bardzo rozsądnie i bardzo nowocześnie. Kandydaci są za, ale... Nie do końca za, ale... Przeciw, ale... Warto rozmawiać i panie są takie ważne, przecież, sami wiecie. Gdzie my mężczyźni bylibyśmy bez kobiet? Bez naszych pracowitych żon, szacownych matek, medialnych bratanic?

Dlaczego mam wrażenie, że obecność tematów odnoszących się do kobiet w kampanii prezydenckiej niewiele znaczy? Dlaczego nie ufam nawet daleko idącym zapewnieniom o zrozumieniu potrzeb połowy polskiego społeczeństwa? Po troszę dlatego, że główni kandydaci w polityce najwyższego szczebla funkcjonują od lat. I nie widać ich w pierwszych szeregach feministów, ani nawet wśród tych, zatroskanych o losy mieszkanek Polski. Ustawa o parytetach, która zyskała poparcie społeczne do tej pory nie trafiła pod obrady sejmu. W kwestii aborcji nie dopuszcza się rewizji "kompromisu". W kwestii przemocy w rodzinie, dostępie do żłobków i przedszkoli, dostępie do opieki zdrowotnej, powszechności antykoncepcji, równych płac - w tych wszystkich sprawach nie ma zdecydowanej woli politycznej, która załatwiłaby przynajmniej częściowo problemy rzeszy Polek.

Bronisław Komorowski, urastający na jedynego zdatnego kandydata tzw. środowisk postępowych - którego wybór poparły ostatnio Magdalena Środa i Agnieszka Graff - rzucił kilka truizmów na Kongresie Kobiet i wyszedł ze słowami "zostawiam z wami moją żonę". Teraz, przed drugą turą, Anna Komorowska ruszyła w Polskę, żeby przekonywać kobiety do głosowania na swojego męża. Wedłe jej słów, chce też wsłuchać się w głosy kobiet i dowiedzieć się, jakie trapią je problemy. Zrozumiałam, że sam kandydat będzie w tym czasie spotykał się z mężczyznami i wsłuchiwał w ich problemy. A do kobiet oddelegowuje żonę, która poza funkcją czysto reprezentacyjną, nie ma żadnego znaczenia w państwie. Czy to znaczy, że my, kobiety, nie mamy żadnego znaczenia w państwie? A przynajmniej nie tak wielkie, jak nasi ojcowie, bracia, mężowie, kochankowie? Obawiam się, że wiele na to wskazuje.

poniedziałek, 28 czerwca 2010, katmoso

Polecane wpisy

  • zakłamywanie historii

    Tomasz Lis - taki dziennikarz - napisał felieton na temat kolejnej rocznicy stanu wojennego a w nim: "To jest dobry dzień, by podziękować za wolną Polskę. To je

  • Nie mam pomysłu na tytuł

    "Gazeta" zamieściła w sobotę obszerny artykuł będący chyba (chyba - bo to nie było napisane) głosem w dyskusji na temat całkowitego zakazu aborcji. Trzeba sobie

  • sumienie ateistki

    Kiedy zauważyłam w procesie dorastania, że nie po drodze mi z religią (z żadną znaną mi religią), że boga posiadam na użytek własny (a właściwie sama jestem swo

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2010/07/13 12:24:01
Pierwszoplanową rolę mężczyzn traktuje się jako oczywistość tak dalece, że się jej w ogóle nie zauważa.