feministyczno-genderowo-queerowa mozaika myślowa


Miłość nie wyklucza - żądamy ustawy o związkach partnerskich!
Blog > Komentarze do wpisu
tramwajowi ludzie

Z całego potencjalnego morza sytuacji tramwajowo-autobusowych wydarzyło mi się chyba już wszystko. Wariaci, głośni nastolatkowie, równie głośne rozmowy przez telefon, albo i nie, współpasażerów, żebracy, kieszonkowcy, obmacywacze, zboczeńcy, domowi kaci.

Po 3- krotnym uczestniczeniu w warsztatach wendo reaguję. Czuję w sobie taki przymus, że trzeba coś zrobić, a mnie jest łatwiej, bo byłam na wendo. Trzy razy byłam na wendo, wciąż bliskie mi jest wsparcie, jakiego sobie nawzajem z innymi uczestniczkami udzielałyśmy. W sytuacjach zagrożenia od razu myślę, że one też by coś zrobiły, że mam ich pełne poparcie i one niemalże stoją za moimi plecami dodając mi odwagi. Jednakowoż zawsze czuję w głowie pustkę. Nie wiem, co mam powiedzieć. Nie robiłam notatek, nie zapisałam sobie żadnych adekwatnych tekstów, które można by wykorzystać.

Robiłam za to skrupulatne notatki na warsztatach z porozumiewania bez przemocy, języku żyrafy, języku serca, czy jakkolwiek to sobie tam nazwiemy. Pokrótce chodzi o to, że nie ma dobrych ani złych uczynków, są tylko złe strategie, czyli niedobre sposoby realizowania swoich pragnień.

Przed wendo tramwajowo-autobusowo-pociągowych molestowaczy ignorowałam. Posuwałam się do takich absurdów, że wmawiałam sobie, że może mnie się tylko wydaje, że ktoś trzyma rękę na moim tyłku, albo że ktoś przypadkowo tak na mnie napiera, w końcu jest taki ścisk, że to chyba normalne. Nikt nie chce być ofiarą. Ja też nie. Moi znajomi ostatnio zareagowali tak samo: „ale pewna jesteś, że widziałaś tego penisa??? Może ci się tylko wydawało??? Może gość trzymał parówkę??” Takie wsparcie dostałam. „Ej, potrafię odróżnić penisa od parówki!” wrzasnęłam obrażona.

Pewna jestem. Pewna byłam i kiedy tylko to zobaczyłam, od razu postanowiłam zareagować. Pomyślałam sobie: „O, nie! Mnie to się więcej już nie będzie zdarzać! Co on sobie myśli! Co za cham!” Nawet wiedziałam, co powiem. Miałam zapytać: „Nie wstyd panu?!” Może nie do końca zgadza się to z wendowymi wyznacznikami, ale nic innego nie przychodziło mi go głowy, a wiedziałam, że muszę zareagować szybko, tu i teraz, bo nie chcę tego oglądać! Poza tym i tak już zobaczyłam!

I kiedy wstałam (bardzo z wyznacznikami wendoJ) i otwierałam usta, by powiedzieć „nie!” spojrzałam na twarz gość i wymiękłam… Przede mną stał staruszek!!! Siwy emeryt, porządnie ubrany! To nie był widok na który byłam przygotowana. Oczywiście jego penis to też nie był widok, na który byłam przygotowana jadąc tramwajem do pracy.

Jego wygląd totalnie mnie zaskoczył. Myślałam, że to będzie ktoś młodszy, gorzej wyglądający. Wiecie taki przeciętny zboczeniec, z którymi do tej pory miałam do czynienia, czyli gość około 50, głupio się uśmiechający i obleśnie gapiący na molestowaną osobę. A ten staruszek odwrócił wzrok i zakrył się zrolowaną gazetą. Było mu wstyd. Nie musiałam o to pytać. W jednej chwili poczułam, że przygotowany przeze mnie test jest beznadziejny, a staruszek (czemu wciąż piszę o nim staruszek???) budzi moje współczucie. Tak, tak. Współczucie. Zalała mnie fala empatii, ale żaden komunikat w stylu porozumiewania bez przemocy nie przyszedł mi do głowy. Totalna klęska.

Poza tym zostałam wychowałam w duchu: „ustąp miejsca starszym”, „pomóż wsiąść”, „przepuść w kolejce”. Starszym ludziom należy się szacunek. Starsi ludzie przeżyli hitlerowską okupację, zmagali się z komuną, a teraz żyją za nędzne emerytury.

Przeszłam tylko obok niego, z cichym westchnieniem „O, Boże!” Mając na myśli: „cholera, znowu ci zboczeńcy!” i usiadłam na wolnym siedzeniu w drugiej części tramwaju.

To jedna sytuacja. W czasie drugiej byłam świadkiem przemocy. Przemocy mężczyzny wobec kobiety. Zareagowałam, postraszyłam chama, że zadzwonię na straż miejską i dodałam, że nie mogę patrzeć, jak traktuje tę dziewczynę. Tylko, że on mi na to:” To dzwoń”. A ja „To zadzwonię.” I właściwie nie miałam pojęcia, co dalej. Czułam się strasznie bezsilna. Może gdybym się zwróciła najpierw do dziewczyny, zapytała, czy jej jakoś nie pomóc. Nie wiem.

Nie wiem mimo moich szkoleń. Następnym razem czułabym się o wiele lepiej, gdybym miała już przygotowane teksty na takie okazje. Dlatego zwracam się do Was, może coś razem wymyślimy.

środa, 28 kwietnia 2010, kantallupa

Polecane wpisy

  • zakłamywanie historii

    Tomasz Lis - taki dziennikarz - napisał felieton na temat kolejnej rocznicy stanu wojennego a w nim: "To jest dobry dzień, by podziękować za wolną Polskę. To je

  • Nie mam pomysłu na tytuł

    "Gazeta" zamieściła w sobotę obszerny artykuł będący chyba (chyba - bo to nie było napisane) głosem w dyskusji na temat całkowitego zakazu aborcji. Trzeba sobie

  • sumienie ateistki

    Kiedy zauważyłam w procesie dorastania, że nie po drodze mi z religią (z żadną znaną mi religią), że boga posiadam na użytek własny (a właściwie sama jestem swo

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2010/04/29 11:40:33
Z dziadkiem -to tak-nie współczuj mu tak bardzo(nie musiał tego zrobić). Sobie współczuj.
A z tym drugim-nie strasz-dzwoń po straż.Nie ma co się zastanawiać.Po to są.
-
2010/04/29 15:35:21
oj, współczuję sobie, współczuję;-)

jedyny dobry tekst, jaki po fakcie przychodzi mi do głowy, to "nie mam ochoty tego oglądać!" no, właśnie! "tego", nie jestem pewna, czy byłabym w stanie publicznie w tramwaju powiedzieć: "nie mam ochoty oglądać pana penisa". bałabym się narazić na śmieszność.

a z dzwonieniem na straż miejską, to oni zaraz na kolejnym przystanku wysiedli. za mało czasu, by działać w ten sposób.
-
2010/04/30 08:35:58
Jest sposób na przemoc - właściwie wychowywać dzieci. "Zdrowa" kobieta odchodzi po pierwszym akcie przemocy i problem się rozwiązuje bez straży miejskiej:)

A tak w ogóle podziwiam Cię, że zareagowałaś.
-
2010/04/30 08:48:20
jasne, wychowanie jest najważniejsze, tylko że nie wszystkie rodziny potrafią tak wychować swoje córki, dlatego np. wendo powinni być w szkole obowiązkowe. zamiast wychowania do życia w rodzinie - wiem, wiem to raczej nie będzie możliwe:-)

w mojej tramwajowej sytuacji nie jestem pewna, czy to był jej chłopak. być może brat, byli do siebie podobni.
-
2010/05/04 10:30:02
Jeśli brat, to chyba jeszcze gorzej.
-
2010/05/04 10:40:25
warto zawsze zareagować-choćby,żeby dać znać dziewczynie,ze nikt nie ma prawa jej bić. Moze być po takim praniu mózgu,ze uważa to za normalne. Bez sensu straszyć stażą albo policją,skoro nie można ich wezwać(a jak mozna to też-nie straszyć -od razu wzywać). Wystarczyło,że stanowczo powiedziałaś,ze zachowanie Ci się nie podoba. Jeśli byłoby zagrozenie dla Ciebie-trzeba wybrać konkretną osobę i poprosić o pomoc(może być w żółtym golfie ;) . Zwracanie się do tłumu jest bezskuteczne(zniesienie odpowiedzialności).
-
2010/05/05 09:15:53
Ta reakcja tłumu (a raczej jej brak) jest przerażająca. Wiem, jak to działa (za dużo ludzi i nikt nie czuje się odpowiedzialny), ale z drugiej strony tłum jest przecież ogromną siłą.
-
2010/05/14 12:11:34
zabawne, ale i prawdziwe :)

marekszymaniak.blox.pl/html
-
Gość: ua, *.internetdsl.tpnet.pl
2010/05/14 12:42:09
tyle lat jezdze komunikacja miejska i z tego co poisujesz zdarzyły mi sie tylko glosne rozmowy. zobaczenie w autobusie kogos z tzw. penisem w reku to dla mnie niezly absurd. chyab wybuchnalbym po prostu smiechem.
-
2010/05/14 16:49:30
Dobrze, że reagujesz - dobrze jest wiedzieć, że gdzieś tam jest przynajmniej jedna osoba, która nie stoi jak słup...

A co do straszenia - to podobno nie należy straszyć czymś, czego się nie ma zamiaru zrobić.

Nie rozwiązuje to jednak Twojego problemu czym takiego gościa postraszyć...

Bo oni faktycznie zwykle zaraz wysiadają.

Pozdrawiam,
Robert
-
2010/05/15 09:55:20
Ja staram się reagować mimo, że warsztatów wendo nie przeszedłem :) W Twojej historii - i własnym doświadczeniu - razi mnie jedno: kobiety, które same siebie nie szanują i pozwalają się obrażać i tłuc byle prostakowi. Ostatnio nawet spotkałem się ze stwierdzeniem takiej pani: no przecież kobietą jestem to co i raz muszę po mordzie dostać - cytat dosłowny.
-
Gość: dziku, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/05/15 10:26:04
hmm...tak sobie myślę o tej sytuacji z dziewczyna i agresywnym chlopakiem. Tydzien temu znajomy wraz z dwojka kolegow zareagowali na taka sytuacje w okolicach bazaru staroci w lodzi, skonczylo sie na tym, ze po parunastu minutach podjechal samochod wysiadlo kilku koksow... teraz ma zdrutowana szczeke. Pisze o tym dlatego ze jako facet dosc duzy nigdy nie wachalem sie odezwac... a teraz sie zastanawiam czy warto i chyba za 5-10 lat nie bede sie juz zastanawial bo doswiadczenie zyciowe powie mi takie sytuacje sie zdarzaja na swiecie, a Ty go nie zbawisz. Nie zycze sobie tego, ale boje sie ze moc zabrania stanowiska w takiej sytuacji jest nieodzownie polaczona z byciem mlodym, z idealami, sila... pozdrawiam
-
2010/06/13 17:10:44
Hmmm, jak zareagować w drugiej sytuacji?

www.feministing.com/archives/021272.html

(i o tym samym filmie)

jezebel.com/5539741/would-you-help-a-battered-woman-if-she-was-dressed-provocatively

Uwaga: sytuacje są dość dramatyczne. Jak się mówi "trigger warning" po polsku?
Pod koniec filmów omawiają je jacyś eksperci, z tego co pamiętam.