feministyczno-genderowo-queerowa mozaika myślowa


Miłość nie wyklucza - żądamy ustawy o związkach partnerskich!
Blog > Komentarze do wpisu
przy okazji o ciąży

tak trochę mono(auto)tematycznie, ale na usprawiedliwienie - w połowie ciąży muszę leżeć, mój dzień ogranicza się do internetu, czasopism (także monotematycznych), książek i tabletek, więc czasu mam trochę na myślenie

ciąża jest stanem fajnym, a raczej fajnym procesem, ruchy dziecka są rewelacyjne (na razie jeszcze nie dostałam w wątrobę), do głowy by mi nie przyszło mówić "płód" a nie "dziecko", ale... tak czuję bo chcę, bo nie mogę się doczekać

nie wyobrażam sobie teraz leżeć w sytuacji gdybym nie chciała, od misiąca z ułaskawieniem odraczanym na codwutygodniwych wizytach kontrolnych, które tylko zaostrzają warunki, z 14 porcjami lekarstw na dobę, branych z zegarkiem w ręku, na budzik co 8 godzin, z uzależnieniem od męża, mamy, siostry w tak banalnych sprawach jak zrobienie herbaty, a co gdyby ich nie było? nawet nie próbuję sobie tego wyobrażać

widzę u siebie postępujące odmóżdżenie, zaczyna się "dziecko centrum świata", mam nadzieję, że mi nie zostanie, że nie zmutuję do mamuśki potwora, bez zainteresowań, żyjącą kupkami i poradami z gazet

ale nie o tym chciałam 

chciałam o tym co w ciąży lubię, a co jest efektem "ubocznym" ciąży, tego gdzie mieszkam i trochę staroświeckiego podejścia do życia w rodzine

otóż ja jestem zwolenniczką rodzin wielopokoleniowych, ale nie w jakimś wypaczonym stylu, gdzie całym domem trzęsie matka męża a żona jest od posługiwania, tylko takiej wspólnoty przeżyć

rodzin gdzie, może nie w jednej izbie, ale w dość niwielkiej odległości żyje kilka pokoleń, wiem że w obecnych migracyjnych czasach ciężko jest coś takiego znaleźć, w bloku się tak nie da a jeszcze żeby stosunki w tej rodzinie były takie, żeby się chciało być blisko...

i teraz gdy przychodzi do mnie moja mama i przyjdzie jeszcze moja babcia i opowiadają jak one miały w ciąży, jak rodziły, jak kupowały rzeczy dla dziecka, jak karmiły, gdy słyszę od babci, że pradziadek narzekał, że ma 7 córek i ani jednego chłopaka, a prababcia odpowiadała "coś zasiał, toś zebrał", jak babcia jeszcze w dzień porodu na kolanach pieliła buraki u teściowej, a potem ze spalonymi plecami leżała na porodówce i po wielu godzinach skurczy i bólu pleców "się wkurzyłam, napiełam się i urodziłam" to czuję tę wspólnotę kobiecych doświadczeń, to, co mi się podoba w rodzinach wielopokoleniowych: razem rodzimy, razem żyjemy i razem umieramy, taką fantastyczną jedność z przodkiniami, których imon nawet nie znam

to jest chyba najbardziej "metafizyczne" doświadczenie mojej ciąży - poczucie przynależności do klubu, do którego wstęp mają tylko kobiety

i myślę, że gdyby teraz takie rodziny były częstsze, to może odmóżdżanie ciężarnych i młodych matek nie byłoby tak powszechne, bo miałyby się do kogo odezwać, a nie tylko tiu tiu tiu, może nie szukałyby rady u tak samo bezradnych "matek po raz pierwszy" z różnych for i gazet tresujących na idealną matkę idealnych dzieci, jasne fora są fajne, to inny rodzaj wspólnoty - te same doświadczenia, porównywanie wyników, zaleceń, ale naprawdę cenię sobie te spotkania przy łóżku, na kształt wczśniejszych spotkań przy kołowrotku

wiem, że teraz problemem jest wtrącająca się teściowa, babcia która wie lepiej, bo wychowała już trójkę dzieci i pewnie idealizuję ten obraz czasów dawnych, ale po prostu szkoda mi tych rozbitych wspólnot kobiet

czwartek, 02 kwietnia 2009, arvata

Polecane wpisy

  • polityka pro-rodzinna

    jedynym zagrożeniem dla Prawdziwej Polskiej Rodziny jest naturalnie nienaturalny związek partnerski nie będzie legalizacji związków partnerskich to nie będzie p

  • się dzieje

    hmm czy to już spisek? bo jak nie czytamy/słuchamy o wstrętnych ciężarnych które naciągają państwo na macierzyński to dowiadujemy się o "wózkowych" [polecam mąd

  • Komu wolno więcej?

    Od kilku dni cała Polska żyje sprawą Romana Polańskiego, zatrzymanego w Szwajcarii na mocy listu gończego wydanego przez Stany Zjednoczone. W całej dyskusji pub

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2009/04/02 10:29:15
Popieram. Nie miałam ciąży trudnej (matko!), nie musiałam leżeć, ale dolegliwości miałam tak silne, że do dziś pamiętam, w jakich miejscach publicznych dopadły mnie niekontrolowane wymioty a torebki się skończyły ;-) Mneijsza o to. Ja tez marzyłam o takiej wspólnocie, jaką opisujesz. Marze o wielopokoleniowej rodzinie, która chce ze sobą mieszkać. Do tej pory nie udało się, ale może ode mnie się zacznie...? Może to ja będę umiała tak dać wolność, że córka zechce ze swymi bliskimi trzymać się blisko? oczywiście, nie tylko ode mnie to zależy, ale cały czas buduję, staram się budować zdrowe relacje w rodzinie (córka ma 4 lata). Co do odmóżdżenia - nie daj się podpuścić, że myślenie o dziecku w centrum to dziwactwo i odmóżdżenie. A kiedy to robić, jak nie właśnie teraz, w niepowtarzalnej ciąży i też po porodzie, gdy dziecko jest od ciebie w 100% zależne? A potem, w miarę jak rośnie, trzeba pomóc mu budować zdrowego siebie i jeszcze umieć puścić wolne dziecko na szerokie wody. Ja będąc w ciąży i do ok. 2 roku życia małej miałam dziecko w ścisłym centrum, ale nie znaczyło to ani poświęcenia ani oślepnięcia na męża, swój rozwój itp. Akurat wtedy skupiłam się na rozwoju - jak być matką. No, są i odmóżdżone mamusie ale są jednoczesnie odmóżdżonymi ludźmi ; -) i to wyraźnie nie Twój przypadek ;-) Ja myślę tak: nie dać się presji (dziecko ogłupia i trzeba iść szybko do pracy albo przeciwnie, dziecko wymaga i nie wolno iśc szybko do pracy) tylko zdać się na to, że sama siebie dobrze ocenisz i podejmiesz właściwe w Twej własnej sytuacji decyzje. Ale się rozpisałam. Trzymaj się. Myślę o Tobie ciepło :-)
-
2009/04/02 10:48:49
no trochę odmóżdżania przeżywam, ostatnio złapałam się na tym, że opowiadam mężowi o tym co się dzieje na blogach, prawie jak babcia opowiadająca plebanię ;-) no ale co ja poradzę, że innych "przygód" teraz nie mam
i nie dziwię się kobietom, które niemal od razu wracają do pracy - człowiek to na ogół zwierze stadne i potrzebuje komunikacji a po dwóch latach "tiu tiu tiu" to można oszaleć (tak myślę)
-
2009/04/02 11:18:56
Mnie też zawsze brakowało wspólnoty kobiet - w niektórych krajach tworzy się grupy wsparcia. O rodzinie wielopokoleniowej nie myślałam - może dlatego, że miałam okropną:) Brak kontaktów z ludźmi odczuwałam boleśnie, ale starałam się rozwijać kontakty towarzyskie. Internetu wtedy nie miałam (był w powijakach).

Czytałam jakieś książki (dr Spocka np.) i czułam, że się rozwijam, a nie odmóżdżam! Zresztą przy okazji opieki nad dziećmi czytałam dobre książki, oglądałam dobre filmy, napisałam pracę magisterską, zrobiłam prawo jazdy itp. To raczej monotonna i wyczerpująca praca zawodowa odmóżdża.

Dzieci chciałam mieć, ale i tak przeżywałam ubezwłasnowolnienie - coś obcego dzieje się ze mną i nic nie mogę na to poradzić (i lęk przed utratą urody i porodem). Gdybym nie chciała to byłby horror!

Teraz moje dzieci dorastają i mam nadzieję, że zachowamy dobry kontakt, ale to się okaże:)
-
2009/04/02 12:45:08
polecam poczytać sobie artykuły z European Journal of Womens Studies.
-
Gość: , *.icpnet.pl
2009/04/02 14:07:19
patrzę z zazdrością na starsze siostry mojego męża: mieszkają po sąsiedzku, w domu po drugiej stronie ulicy icj matka; kilka ulic dalej kilka kuzynek matki i ich własnych- one tworza taka wspólnotę; nie idylliczną, nie jest cukierkowo, ale wlasnie gdy pojawiaja sie kolejne dzieci, w kolejnych pokoleniach, jest jakas ciąglość kobiecych doswiadczeń...
i wlasnie to, ze nie potrzebuja szkol rodzenia, ze jest komu podrzuc niemowle, gdy chcesz sie wyrwac na ploty, zakuoy, do fryzjera; ze masz z kim wymienic ciuchy (te ciążowe i ciuszki dzieciaków), meble, doswiadczenia, radości i wkurzenia....
a moj maz i ja (ciezarna) 200km od nich, zreszta on ten ostatni, wiec siostrzeńce to juz nastolatki i studenty...
tak sobie mysle, ze szkoly rodzenia im niepotrzebne, mniej depresji poporodowych, łatwiej o decyzje o powrocie do pracy/pozostaniu w domu na wychowawczym...
-
2009/04/02 15:02:55
kobieto w kryzysie - pewnie odczuwam to "odmóżdżanie" z kilku powodów: jest wiosna a ja w łóżku i wyjść nie mogę i wiem że muszę zrezygnować z kilku imprez, które są ciekawe i chciałabym tam być, i do kina nie pójdę ani na koncert - choć mam nadzieję że nie jest aż tak źle ze mną i jeszcze jakiś poziom trzymam ;)
do tego dochodzi też to ubezwłasnowolnienie o którym piszesz, władza absolutna organizmu, w ciąży czuję się dobrze psychicznie, ale fizycznie to mam mały cyrk najpierw wymioty o każdej porze dnia i nocy a teraz przymusowe leżakowanie, a przecież ja jeszcze nie mam tak źle, są trudniejsze ciąże - to powinni przechodzic ci wszyscy święci od "życia poczętego"
myślę, że takie mini grupy wsparcia to tworzą się na forach, tylko to nie to samo co żywa grupa kobiet - a teraz niestety jest tak że się rozjeżdżamy, daleko od rodzin, przyjaciółek, koleżanki ciągle w pracy
gościu - tak jak piszesz, to nie idylla, każdy jest tylko człowiekiem, denerwujemy się sprzeczamy, mamy różne poglądy ale są wydarzenia które nas jednoczą i pozwalają nam czerpać siłę z historii innych kobiet
i jeśli będę miała córkę to mam nadzieję, że uda mi się to poczucie wspólnoty jej przekazać
-
2009/04/03 08:13:32
czy to ciągłe leżenie i duzo lekarst to najlepsze rozwiązanie...? polecam linki o naturalnych porodach na moim blogu oraz książki S.Grofa...pozdrawiam i najlepszego!
-
2009/04/03 10:11:41
Negatywne doświadczenia oczywiście frustrują (np. leżenie, tyle że ja nie leżałam, w ogóle dobrze znosiłam ciążę), ale wg. mnie nie odmóżdżają. Czy człowiek głupieje dlatego, że nie poszedł na koncert? W łóżku można czytać Kanta. Po co się wpisywać w nurt - "kobiety głupieją od macierzyństwa"?! I potem matka nie może wrócić do pracy, bo przecież "już się nie nadaje". Moim zdaniem macierzyństwo to ciekawe doświadczenie i może rozwijać.
-
Gość: , *.merlin.pl
2009/04/03 10:19:51
zgadzam się jak najbardziej z autorką. Odmóżdżanie nie tylko w zakresie ciąży ogarnia nas powszechnie. Wybieram łatwe emocjonalnie i intelektualnie rozrywki, sposoby spędzania czasu. Nie interesujemy się drugim człowiekiem tak naprawdę. Bo trudno nazwać zainteresowaniem czytanie artykułu, że Kasia Cichopek jest w ciąży albo że Doda ma nowe buty. Jesteśmy leniwi intelektualnie. Ja też uwielbiam rozmowy z moją mamą i strasznie ubolewam, że babcia nie może w tym uczestniczyć bo już dawno nie ma jej z nami. Mam niezbyt dużą rodzinę oddaloną od siebie nie tylko terytorialnie ale i niestety emocjonalnie. Jak się spotykamy to okazuje się, że niewiele nas tak naprawdę łączy. Że to są różne światy, potrzeby, tematy, emocje. I to nasz wina, że się od siebie oddalamy, że nie podtrzymujemy więzi, wspólnoty. Że jedyne spotkania to te z konieczności, bo wypada (święta, ślub, pogrzeb). Postanowiłam, że bardzo będę się starać wychować moje dziecko inaczej. Może być to trudne w obecnych czasach, ale warto podjąć ten wysiłek.
-
2009/04/03 14:14:12
masz/macie rację, głupienie nie jest wynikiem ciąży tylko braku kontaktów, nudy i braku bodźców intelektualnych, bo mimo szczerych chęci męczy trzymanie książki kilkanaście centymetrów nad głową a kark boli od trzymania głowy tak by widzieć monitor
staram się czytać i oglądać filmy ale czasem łapię się na sytuacjach jak wspomniane wcześniej "opowiadanie seriali"
trochę źle to wyraziłam, bo zdaję sobie sprawę, że gdybym miała np. skomplikowane złamanie, które uziemiłoby mnie w ten sam sposób miałabym taki sam problem [no może poza tematyką czasopism]
może też trochę zazdrości jest w tym, że inne miały lepiej i nie musiały rezygnować z aktywnego życia

poza tym jak zawsze najtrudniej walczyć ze stereotypem w sobie, poczucie że myślę tylko o jednym, aktywnie wspierane przez czasopisma powoduje że widzę siebie w przyszłości jako stereotypową matkę rozmawiającą tylko o swoim cudownym dziecku, chociaż wśród moich koleżanek-matek nie ani jednej takiej [ale kilka takich miałam okazję spotkać]
no ale mam zapowiedziane wizyty koleżanek i jest szansa że będziemy rozmawiać także
o czymś innym ;) i mi trochę minie

i jeszcze mi się przypomniało: osamotnienie i pewna infantylizacja kobiet wynika też a może przede wszystkim z niedostosowania naszej sfery publicznej, kobieta na wychowawczym jest skazana niejako na towarzystwo tylko swojego dziecka, nie wychodzi sie z domu z różnych powodów, czy to technicznych - nie wsiąde do tramwaju bo wejście jest za wąskie a wózek za ciężki, czy to społecznych - nie wyjdę z domu bo "publiczne karmienie jest nieestetyczne" [o tym chyba już kiedyś pisałam]
a izolacja to brak kontaktów i brak bodźców...
-
2009/04/06 10:17:39
A owszem, izolacja społeczna matek jest faktem i problemem. Teraz życie toczy się głównie w pracy, prawda? Ale ja tramwajem jeździłam - prosiłam o pomoc przy wkładaniu wózka. Albo chodziłam daleko na piechotę. W parku czytałam np. "Politykę", robiłam co mogłam, żeby nie zwariować:) W tak w ogóle, wychowanie dziecka jest niesamowite - przynosi na świat swój osobisty charakter, mamy na niego wpływ, sami mu stwarzamy świat (przy małych dzieciach czułam się jak demiurg).