feministyczno-genderowo-queerowa mozaika myślowa


Miłość nie wyklucza - żądamy ustawy o związkach partnerskich!
Blog > Komentarze do wpisu
seks albo fajerwerki
(tak się poirytowałam, że aż postanowiłam tu zadebiutować ;-) ten komentarz zamieściłam nieco wcześniej na moim własnym blogu.)

Zajrzyjcie:
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80277,6058034,Ultimatum_kobiet_z_Neapolu__Albo_seks__albo_fajerwerki.html

kobiety w neapolu odmawiają seksu mężczyznom, którzy puszczają petardy... ale jeśli chłopcy się poprawią i nie będą puszczać petard, panie rozłożą nogi i dadzą im nagrodę?
wyobraźmy sobie: mężczyźni w neapolu nie puszczali w tym roku petard. w noc sylwestrową jedne panie zacisną zęby i będą myśleć żebytylkoszybciejskończył; inne będą udawać orgazmy; inne będą ukrywać orgazmy, żeby się nie dowiedział, że ona to lubi bardziej niż on; jeszcze inne odetchną z ulgą po tej ideologicznej seks-abstynencji przywiążą kochanka do łóżka i będą pieprzyć go, póki starczy sił, tak? a co z tymi, które nie wytrzymają i rozłożą nogi pomimo wystrzelonej ukradkiem przez kochanka petardy? pozstaje zgromić je (niekonsekwencja! bezstresowe wychowanie i wyrastają potem takie rozwydrzone mężyska!) i mieć nadzieję, że zostaną wyklęte przez władzę miasta neapol?
a co z tymi, które od miesięcy ze swoimi mężczynami nie żyją? jakiego argumentu one powinny użyć, skoro nie seksu? może powinny zaszantażować męża obiadem bądź jego brakiem? a może klasyczne "do łóżka bez kolacji"? może klaps? tydzień bez telewizora? karne zmywanie naczyń?
po raz kolejny kobieta może być tylko nagrodą dla swego pana i jego genitaliów, dawczynią rozkoszy. dawczynią, nie współuczestniczką. a nawet jeśli i sama co nieco rozkoszy czasem w łóżku uszczknie, powinna z powodu mężowego nieposłuszeństwa dla dobra sprawy poskromić chuć i spać pod oddzielną kołdrą. bo on woli petardy niż posłuchać żony! 
a wszyscy znajomi stwierdzili, że to "takie zabawne" i że "dziarskie babki" z tych Włoszek... i znowu wychodzi na to, że niektóre feministki nie mają poczucia humoru.


sobota, 13 grudnia 2008, baklazany

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2008/12/14 16:16:18
Kolejny zabawny "news"... już karnawałowy czy jeszcze adwentowy? A humor klasyczny, ze smaczkiem. Zastanawiam się, czy można by sobie wyobrazić jakiegoś polskiego lekarza, który sugeruje swoim pacjentkom ten antyczny protest Lizystraty, rodem z komedii Arystofanesa? To najstarszy przykład pacyfistycznej akcji protestacyjnej.

Najpierw jednak taki lekarz powinien znać mniej więcej kulturę antyczną. Włoch ją z pewnością zna, bo zaproponował kobietom dokładnie to, co grecki komediopisarz w V wieku przed naszą erą. Polski dziennikarz - chyba nie bardzo.

Pomysł wydaje mi się zabawny, właśnie poprzez ten klasyczny background. "Lizystrata" to komedia. Akcja Neapolitanek - podobnie. :) Dwóch i pół tysiąca lat nie można brać w nawias - chyba że w cudzysłów. Choć pacyfistyczne przesłanie: make love not war ciągle żywa...

Ciepło,
-
2008/12/16 09:05:31
ala-to jest rozumowanie typu-starozytne,więc dobre( w tym przypadku -poczucie humoru) Oczywiście -to motyw farsowy,ale o to chodzi,ze wcale nie śmieszny,jeśli się głębiej zastanowić.Seks jako element "wojny" płci...A my nie chcemy wojny-chcemy partnerstwa.:)
-
2008/12/16 16:54:04
Kasjo: to nie jest rozumowanie typu: starożytne, więc dobre (poczucie humoru). Jeśli tak interpretujesz mój wpis, to - wybacz - przekłamujesz i manipulujesz.

Ten żart, motyw komediowy (nie humor, bo to coś innego) - jest starożytny. I, jak widziałaś, ani dziennikarz, ani Bakłażany nie zauważyli, że ktoś posłużył się Arystofanesem. "Make love not war" nie jest ani humorem, ani żartem, ale całkiem postmodernistycznym, lewicowym, feministycznym hasłem pacyfistycznym (i tak sie składa, że niektórzy szukają jego źródeł w przeszłości).

A więc czegoś zabrakło na wejściu - kompetencji dziennikarza, który "nie zauważył" parafrazy, a za nim poszły Bakłażany, która się oburzyła nie na dziennikarza - ale na włoskiego lekarza...

Jeśli uważasz, że "Lizystrata" Arystofanesa jest seksistowska i nie śmieszna - to Twój wybór i Twoje poczucie humoru. Jeśli uważasz, że hasło "make love not war" też jest seksistowskie - znowu - to Twój wybór.

Tylko czasem w ferworze denuncjowania seksizmu można się zagalopować... Ale odczytanie każdego tekstu jest rzeczą indywidualną: Bakłażany się oburzyły nie na dziennikarza, ale na włoskiego lekarza, Ty "wczytujesz" w mój komentarz śmiech z "farsowości wojny płci" i dodajesz, że "wy" chcecie partnerstwa... [???]

A propos feminizmu, wojny płci i Lizystraty - nie wszystkie feministki oburza starożytna komedia, a jednocześnie chcą one partnerstwa, a nie wojny płci...
Projekt Lizystrata:
www.lysistrataproject.org/aboutus.htm
-
Gość: tttuuu, *.chello.pl
2008/12/16 23:47:20
Ala: nie wiedziałam, że to Arystofanes, wiedziałam tylko, że pomysł ma korzenie antyczne. Może niesłusznie dałam się pociągnąć polskiemu dziennikarzowi i zabrakło mi poczucia humoru, ale odczuć moich to odkrycie nie zmienia (chociaż bardzo jestem ci wdzięczna za informację i biegnę czytać!), bo w takim kontekście, z takim kulturowym bagażem - pomysł Neapolitanek brzmi jednak całkiem poważnie, a przynajmniej poważnie bywa wprowadzany w życie. i wydaje mi się, że jednak konflikt międzypłciowy może mocno podkręcić. może zbyt osobiście podchodzę do sprawy, ale wiele już razy słyszałam o tej "metodzie" całkiem na poważnie. Więc - mimo Arystofanesa - z tej sytuacji jakoś nie umiem się na razie uśmiać. Pewnie szkoda ;-)
Co do hasła "make love not war" - brzmi wspaniale, naprrrawdę ;-) ale z rozwiązaniem zaproponowanym przez komitet Neapolitanek chyba ma niewiele wspólnego? tzn - zupełnie inaczej brzmi samo hasło, a inaczej to hasło poprzedzone warunkiem "seks albo fajerwerki".
pozdrawiam :-)
-
Gość: tttuuu, *.chello.pl
2008/12/16 23:48:30
to poniżej to byłam ja, Bakłażany ;-)
-
2008/12/17 09:03:01
Uważam swój kom. za głęboko słuszny :D Dowcip nie jest dobry tylko dlatego ,że "klasyczny".
"My"-feministki,ja i Ty-alu,i Bakłażany i reszta.TO TY NIE CHCESZ PARTNERTSWA???
Bo ja nie idę na tę wojnę...

Używanie seksu jako broni to nie jest żaden "make love not war",to cofnięcie o epokę do tyłu(przed wyzwolenie seksualne kobiet).To ja mam siebie pozbawiać orgazmu,zeby jego ukarać? Nonsens.
-
2008/12/17 16:59:48
Kasjo - wygłosiłaś swoje credo na ten temat - i OK. Twoje poglądy, Twoja sprawa.
Mnie Twoje poglądy nie przekonują tak samo, jak Ciebie moje argumenty. ;) Zresztą z tego co piszesz zdaje mi się, że także żartujesz... ;)

Bakłażany - bardzo dobrze, że napisałaś o czymś, co Cię wkurzyło, bo temu to miejsce służy. :) I rozumiem, że mogło Cię wkurzyć. Poza wszystkim ten blog służy rozmowie na tematy, które nas wkurzają. I jego wartością jest właśnie to, że każdy z nas wnosi na to forum swoje wiadomości, swoją perspektywę i swój pogląd na sprawę. I jeśli dzięki temu "wyrabiamy" bardziej własne poglądy, to blog spełnia swoje powołanie. ;) A jeśli nie - to przynajmniej daje szansę, żeby porozmawiać. :)

Ciepło,
-
2008/12/18 13:53:31
Myślę, że Ala potraktowała rzecz historycznie i naukowo, ale Kasjo i Bakłażan bardziej praktycznie. Właściwie seksizm w takich sytuacjach dotyczy obu stron - jak słusznie kiedyś zauważyła Kinga Dunin, mężczyżni są wtedy potraktowani jak prymitywne głupki. A tak w ogóle - jeśli patrner zachowuje się głupio, to może się odechcieć seksu i w ogóle wszystkiego... Te panie chciały być może powiedzieć - hej! koledzy! czas dorosnąć!
-
Gość: baklazany, *.chello.pl
2008/12/18 14:30:41
tylko mam wrażenie, że "hej! dorośnij wreszcie" i jednoczesne traktowanie jak dziecka albo głupiej gąski (no bo jeszcze nie dorósł) prowadzić może do błędnego koła.

i zgadzam się, że to seksizm podwójny...
-
2008/12/18 16:46:39
W żadnym razie nie chcę traktować mężczyzn,jak prymitywnych głupków,ani jak dzieciaków.Nie znoszę manipulacji drugim człowiekiem.

Żartowałam pisząc o mojej głębokiej słuszności,ale partnertstwo traktuję bardzo serio.Ja myślę ,że feminizm jest po to,żeby zwalczać nierówności,obalać stereotypy i wyzwolić obie(jeśli jest więcej-wszystkie) płcie.Żebysmy mogli być ze sobą ,tak jak chcemy.
-
2008/12/18 17:13:39
Hm... Odwoływanie się do podziałów na "naukowe" i "praktyczne" bywa trochę niebezpieczne, bo te "praktyczne" często milcząco zakłada "zdrowy rozsądek", a to "naukowe" - "abstrakcję". I nie chodzi tu tylko o naszą rozmowę. Takimi strategiami - jak wiemy - często się ucisza argumenty samych feministek - jako wydumane, ideologicznie obciążone, bo wynikające z pewnych teorii, oderwane od "zdrowego rozsądku". Tak na marginesie. Naukowość jest praktyczna - inaczej nie byłaby potrzebna. :) Przyjmijcie to jako przejaw mojego "radykalizmu poznawczego". ;) Strzeżmy się "patriarchizowania" na własnym podwórku. ;)

Ja mimo wszystko chciałabym, żebyśmy popatrzyły z dystansu. Coś się zdarzyło we Włoszech (ktoś coś powiedział, ktoś coś zrobił w kontekście własnej kultury) - polski dziennikarz zrobił z tego komunikat (zakodowany w "swojskie" normy i konteksty) - czytelnik/czka na to reaguje irytacją albo rozbawieniem (także reakcje uwarunkowane kulturowo). Mnie w tej rozmowie interesuje - na co właścicie reagujemy? Na zdarzenie we Włoszech? Na tekst dziennikarza? Czy na naszą własną niezgodę na pewną reprezentację ("wojna płci"), której wogóle nie widzę w intencjach Włocha...

"Lizystrata" mówi o tym, jak Atenki postanowiły zmusić swoich mężów do zawarcia pokoju ze Spartą, a nie że proponowały seks Ateńczykom, którzy chcieli je zabić... Więc gdzie tu WOJNA PŁCI??? To mężczyźni mordowali się nawzajem. We Włoszech mężczyźni nie obrzucają petardami swoich żon i narzeczonych, ale innych mężczyzn. Jeśli rzecz się dzieje w Neapolu - to pewnie trafiają w facetów z innych gangów... Stąd paralela.

Dziennikarz zrobił senscyjkę, która jednych podnieca, a innych wkurza. Ale to w gruncie rzeczy nasz problem. I od "opakowania" faktu zależy reakcja publiczności.

Być może ktoś, ktoma solidną edukację klasyczną, a nie zredukowaną do Antygodny i mitów greckich, kto żyje w kraju, gdzie Druga (i Trzecia) Fala feminizmu była rzeczywistością, a nie kojarzyła się z Ligą Kobiet, i gdzie pojęcie o relacjach płci nie ogranicza się do koncepcji "wojny płci" rodem z Pasikowskiego i siłowni - bawi coś innego??

Poczucie humoru nie jest uniwersalne, bo to konstrukcja kulturowa - czy to nam się podoba, czy nie. To, co nam wydaje się mizoginiczne, może takim nie jest w kontekście kulturowym, którego nie znamy. Ale oczywiście można fundamentalistycznie uznać, że prawda jest jedna (przede wszystkim nasza), a co się nie mieści w naszych normach jest "nienormalne". Znowu - nie sądzę, żeby takie podejście pasowało do feminizmu, ale tyle feminizmów, ile feministek - nawet fundamentalnych, które wierzą w uniwersalia. ;) Ale na takim podejściu budowane jest sensacyjne dziennikarstwo.

Humor artykuliku jest czytelny, bo opiera się na stereotypie Włochów - przeseksualizowanego macho i "gorącej dupci" (reakcje przyjaciół Bakłażanów to potwierdzają). I to jest dla nas "śmieszne", i to w tym tekście widzimy. Widzimy też, że Włosi to seksiści. Czyli obie strony widzą to samo.

Może ten lekarz jest seksistą, a jego pacjentki głupimi babami. A może dziennikarz machnął na kolanie stereotypową sensacyjkę, tak, żeby polska publiczność to łyknęła. Co nas wobec tego powinno wkurzać?

Mnie tu wkurza nie włoskie nawoływanie do "wojny płci" - bo jej tutaj nie ma. Jest żart Arystofanesa. Natomiast co mnie wkurza, to nierzetelność internetowego sensacyjnego dziennikarstwa, które ma taką kompetencję kulturową jak, nieprzymierzając konewka przy płocie, a dodatkowo dziennikarz "wpisuje" własne poglądy w obce konteksty pokazując, że "nasze popularne" poglądy na relacje płci są uniwersalne. I operuje stereotypami. Ten łykamy i oburzamy się na Włochów, a nie na siebie.
-
2008/12/18 21:32:06
Wykręcanie kota ogonem doprowadzone do rangi sztuki. Kobiety stawiają warunki, korzystając z siły negocjacyjnej, jaką daje im asymetria chcianości - i to też jest opresja i poniżenie kobiet.

"Make love not war" nie jest ani humorem, ani żartem, ale całkiem
postmodernistycznym, lewicowym, feministycznym hasłem pacyfistycznym


No jasne - wszystko, co dobre i fajne, wymyśliły feministki lub jest zainspirowane feminizmem. Skąd to znamy? "Wielkie Zimbabwe zbudowali Arabowie" itd.

Ja myślę ,że feminizm jest po to, (...) żebysmy mogli być ze sobą ,tak jak chcemy.

Oczywiście. Feminizm jest po to, żebyśmy my i wy mogli być ze sobą tak, jak wy chcecie. Maskulizm jest po to, by dopilnować, żeby nasze zdanie i potrzeby również się liczyły.
-
2008/12/18 23:05:21
Sorry, Takete - a o co Ci dokładnie chodzi?
-
2008/12/19 09:33:46
Takete lubi patriarchat, w którym jest mu dobrze i wygodnie.
Ala - tak naprawdę, to nic nie możemy powiedzieć na pewno o drugim człowieku, bo on ma swoje motywacje wynikające z wychowania, doświadczeń, genów itp., których nigdy do końca nie poznamy i nie mam wcale pewności, że w Neapolu inspirowali się klasyką...
-
2008/12/19 14:55:28
Jasne - nigdy nic nie wiadomo. ;) Zupełny relatywizm poznawczy też nie jest konstruktywnym podejściem. ;) Dlatego sugerowałam, żebyśmy rozmawiali o tym, co wiemy - o treści i strukturze komunikatu, o jego kontekście i o naszych własnych reakcjach... ;)

A poza tym - jeśli się chce, to wiadomo... Lekarz nazywa się Vincenzo Sorrentino, akcja rzeczywiście inspirowana Arystofanesem, a towarzyszące mu panie bynajmniej nie wyglądają jak "blachary"... Zakładam, że autor polskiego artykuliku streścił to, co znalazł na internecie - wykasowując treść, którą uznał za nie-śmieszną...

www.napolimotus.com/2008/12/capodanno-solo-chi-non-spara-fa-lamore/
Ciepło,
-
2008/12/25 05:25:41
Kobietawkryzysie lubi zdzielić oponenta przez łeb oskarżeniem wziętym z sufitu - i tak jest dobrze. Kobietowkryzysie, zwyciężyłaś.