feministyczno-genderowo-queerowa mozaika myślowa


Miłość nie wyklucza - żądamy ustawy o związkach partnerskich!
Blog > Komentarze do wpisu
duchy jemenu, dwa lata temu

 

Zanim o Zanzibarze wspomnienie o Sanie sprzed dwóch lat. Zapraszam.

Bo na tydzień przed wylotem do Tanzanii dostaliśmy informację od niemieckojęzycznego Jemeńczyka, obsługującego pasażerów Yemen Airlines, że planowana na kilka godzin przesiadka w Sanie (stolicy Jemenu) zmieni się – z przyczyn niezależnych – w przesiadkę kilkudniową. Pan przepraszał i próbował nam wynagrodzić ewentualną inconvenience, oferując zakwaterowanie, pełne wyżywienie i transfery na lotnisko – na koszt linii lotniczych oczywiście. Nie mógł wiedzieć, że dotąd ocieraliśmy łzy na myśl, że będziemy w Sanie tylko na lotnisku, wbici w fotele poczekalni, bez możliwości kichnięcia w bazarowy stosik pieprzy, kardamonów i goździków, bez zerknięcia na choćby jeden sański domeczek, bez jednego bodaj dźwięku stołecznej ulicy. Raz już przesiadałam się w egzotycznie brzmiącym miejscu (o nazwie Hongkong), spędziwszy kilka mało szałowych godzin przy herbacie z lotniskowej knajpy – szał miasta kończył się bowiem za szklanymi ścianami terminalu. I za nic nie chciał ich przekroczyć.

Wylądowaliśmy wieczorem. Dookoła lotniska ostre i gołe grzbiety gór. Lekki wiatr. Bastion islamu. W sali odpraw wielu wąsatych mężczyzn z przyczepionymi do pasów nożami o zadartych ostrzach, wskazywało nowoprzybyłym okienko wizowe, okienko tranzytowe, paszportowe lub drogę do wyjścia. Kupiliśmy więc wizy, znaleźliśmy człowieka z Yemen Airlines i chcieliśmy się udać na poszukiwania podstawionych autokarów. Ale zamiast tego wdaliśmy się tylko w konfuzję – pan z linii zabrał nam (i reszcie pasażerów) paszporty i zbyt łamaną angielszczyzną tłumaczył, że musi je zatrzymać, a dostaniemy je z powrotem przy wylocie z Sany. Taki obrót sprawy wzbudził w nas zbyteczny – jak się potem okazało – niepokój, ale wiadomo, że dowód tożsamości jest dla człowieka Zachodu dowodem istnienia. W końcu jednak machnęliśmy ręką, wsiedliśmy do autokaru i pomknęliśmy przez uśpione już miasto. Co było dalej? Niekończący się festiwal dobrodziejstwa. Egzotyki dającej się udomowić jednym szerokim uśmiechem. Pyszne i obfite jedzenie w hotelu. Troska przechodniów o nas i naszego synka. Sana to podobno najstarsze miasto świata (biblijne miasto Azal). Otoczona murami rozległa starówka sprawia wrażenie niezniszczalnej, zatrzymanej w czasie. Setki setek tysiącletnich (i starszych!) domów wyglądają jakby były wyjęte z najcudowniejszych scenografii do baśni tysiąca i jednej nocy. Architektura Sany jest niepowtarzalna. Wąskie, wysokie domy otynkowane jasnym gipsem. Piękne. Kolorowe szybki w oknach. Każde z 5 czy 6 pięter spełnia określone funkcje w gospodarstwie domowym, np. pierwsze piętro przeznaczone jest na spiżarnię i kuchnię, drugie służy m.in. do przyjmowania gości, na trzecim się śpi, a na dachach – pije herbatę, odpoczywa i żuje kat, magiczne zioło Jemeńczyków i Abisyńczyków.

Mężczyźni otwarci, ciepli, uczynni, gościnni. Pewnie tę gościnność cenili w Polakach  obywatele Zachodu, którzy odwiedzali nasz egzotyczny demolud. Spoglądali na studnie - żurawie, cebrzyki, drewniane chaty, pasiaste, kolorowe spódnice wiejskich kobiet, jeździli pekaesem, byli częstowani maślanką, chlebem i wódką, zapraszani do izdeb i zachwycali się - słusznie przecież - prostotą i skromnością naszego życia. Czułam się w Sanie bezpieczna i szczęśliwa. Mimo straszliwych doniesień z serwisu internetowego Gazety, że w jemeńskich górach różne klany i plemiona porywają turystów dla okupu. I że w sercu Sany na bazarze w kwietniu wybuchł granat. Mimo tego, że Sanę uważa się za intelektualną wylęgarnię al kaidowych bojowników.

Oczywiście, byłam bardzo ciekawa jemeńskich kobiet. Ortodoksyjny islam każe im się zakrywać od stóp do głów czarnymi, powłóczystymi szatami. Widać im tylko oczy. Synek mówił na nie: duchy. Jaką tajemnicę skrywają? Pilnie strzeżonych klejnotów? Skrępowanych męską jurysdykcją więźniarek? Ceniących tradycję muzułmańskich gospodyń? Emancypujących się powoli studentek? Nie wiem. I nie znam nikogo, kto by wiedział. W Polsce obracam się w feministycznym, wolnościowym środowisku. Popularny jest pogląd, że należałoby pomagać islamskim siostrom (tak, jak wszystkim ciemiężonym). Jasne. Tylko, że trudno o mądrą, nieinwazyjną pomoc, bez włażenia z buciorami w cudzą (inną!) kulturę. Każde pokolenie kobiet (i mężczyzn), niezależnie od miejsca urodzenia, wyznawanej religii i panującego ustroju politycznego, musi samodzielnie budować barykadę, z której przychodzące córki, wnuczki i prawnuczki cisną pierwsze kamienie. A w dobie globalnej wsi złączonej satelitarno - cybernetyczną siecią historia nabiera rozpędu (pytanie, w którą stronę się rozpędzi).

 

Ważną i wielką rzeczą w Sanie była dla mnie wizyta w hammamie, czyli w łaźni. Dla kobiet oczywiście. Do tej jednej z wielu sańskich łaźni trafiłam przypadkiem. Zdecydowałam się bez namysłu (bez ręcznika i ubrań na zmianę). Pamiętam, jak o arabskich łaźniach pisała Olga Stanisławska w „Wysokich Obcasach” parę lat temu. Marzyłam, żeby kiedyś własnymi nozdrzami poczuć wilgoć starych murów hammamu – szczególnie w kraju muzułmańskim. Tylko w łaźni mogłam zobaczyć długie, czarne, kręcone włosy i półnagie ciała kobiet, których świat jest pilnie strzeżony przed wścibskimi oczyma obcych. Tylko w łaźni mogłam zobaczyć, jak wygląda ich śmiech otwierający piękne twarze, ich bogatą mimikę, żywiołową gestykulację. Jemenki z hammamu w Sanie były w różnym wieku – od najstarszej, kierującej akcją zmywania ze mnie brudu do najmłodszej, kilkuletniej dziewczynki przyglądającej się naszej bezsłownej wymianie. Wszystkie niezwykle piękne. Radosne, mocne, twarde. Ognie w oczach. Być może arabskie żony i panny zakrywają się, żeby nie doprowadzać mężczyzn do bezdechu na ulicy… Nie miały najmniejszego problemu z intymnością. Myły mnie i szorowały spraną szmatką. Polewały raz ciepłą wodą, raz letnią, raz gorącą. Pokazywałyśmy sobie piersi (małe, duże, wiszące, sterczące) i pokazywałyśmy na palcach, ile dzieci wykarmiłyśmy i ile mamy lat.  Trochę mi się pozmieniało w głowie. I bardzo dużo zrozumiałam, miedzy innymi to, jak bezpiecznie jest pod osłoną szczelnej sukienki… Zrozumiałam też, dlaczego tak trudno jest nam wytrzymać w domach – więzieniach z małymi dziećmi. Poszatkowane klitki w blokach i kamienicach zatrzymują nasze tajemnice. Nie mamy przestrzeni, w której – jak w hammamie, jak w namiocie nomadek – mogłybyśmy cieszyć się mądrością starszych kobiet i siostrzaną wspólnotą (dramatycznie samotność kobiet w domach ukazała w swoich filmach polska artystka Anna Baumgart). Na szczęście niektóre z nas mają przyjaciółki, dzięki którym mogą przenosić góry. Jakby na potwierdzenie moich odczuć, znalazły się słowa Angeliki Aliti (z kultowej książki pt. Dzika kobieta. Powrót do źródeł kobiecej energii i władzy. Gdynia 1996, s. 70):

„Nasze orientalne siostry  idą – jak już wspomniałam - inną drogą. (…) W przeciwieństwie do nas nie są poddawane duchowej kastracji, lecz zostają zawoalowane i zamknięte. Pozostają w grupie kobiet i prowadzą – przynajmniej w sferze pozbawionej mężczyzn – harmonijne życie.  Harem pierwotnie oznaczał bynajmniej nie miejsce, w którym zamknięta były kobiety, lecz z którego wykluczono mężczyzn. To ogromna różnica. Jeśli ktoś był kiedykolwiek w Turcji w łaźni kobiecej lub u nomadów czy Beduinow w namiocie kobiet, ten ma wyobrażenie, co zabrano nam, kobietom zachodnim. W książce Harem za kwefem Vittoria Alliata przedstawia następującą scenę. (…) Opowiada, jak to kobiety siedziały w kole i podawały sobie z ręki do ręki parującą glinianą czarkę, w której znajdowały się pachnące zioła. Okadzały swe suknie i chusty owymi wonnościami; jedna z nich grała na lutni, wszystkie rozmawiały ze sobą, opowiadały różne historie, a były to przedstawicielki jednej rodziny – matka, córki, ciotki, kuzynki (…). Panowała tam atmosfera odprężenia, swobody i animalistycznego zadowolenia, jaką można przeżyć tylko wtedy, gdy spadną wszelkie wschodnie zasłony i wszelkie zachodnie maski i kobiety znajdą się pośród siebie.”   

wtorek, 16 września 2008, listyzpodrozy

Polecane wpisy

  • Beautiful business

    W ciągu zaledwie dwóch lat dwie absolwentki akademii ekonomicznej Handelshögskola w Göteborgu stały się najbardziej rozpoznawanymi promotorkami przedsiębiorczoś

  • Majtki to nie jest miejsce na reklamy

    W reklamach roi się od giętkich, elastycznych kobiet i wypiętych we wszystkie strony babskich tyłków. Nie wiem, czy ktoś potrafi wymienić towar, którego nie spr

  • Po równo

    Wiem, że w sytuacji strajku pielęgniarek mój wpis będzie trochę trywialny ale z drugiej strony to ważna informacja. 650 tysięcy funtów - tyle dostaNĄ zwycięzcy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2008/09/17 08:47:42
Świetny tekst! Ja też mam często wrażenie, że ceną za emancypację jest utrata kobiecości (a więc nie jest to prawdziwa emancypacja, która powinna polegać na przywróceniu kobiecości jej wartości, tyle że bez sztywnego podziału ról). W takich społeczeństwach możesz być szczęśliwy, pod warunkiem że godzisz się z wyznaczoną rolą, a nie zawsze tak jest. Byłam z córką na wystawie malarstwa kobiet indyjskich i obydwie byłyśmy przygnębione bijącym z obrazów smutkiem i samotnością.
-
2008/09/17 09:05:49
dzięki, że przeczytałaś... bardzo.
i myślę, że to nie o utratę kobiecości chodzi (bo czuję i widzę dużo kobiecości w europie - oczywiście można dyskutować, na czym kobiecość ma polegać), ale o ogólną zachodnią utratę wspólnotowości. głównie o wspólnotę kobiet, którą na przykład ja i moje przyjaciółki budujemy (choć muszę przyznać, że naszukałam się tych przyjaciółek - niełatwo być matką wśród niematek). albo którą robimy na łamach tego bloga (szkoda, że na razie wirtualnie, bo ja już projektuję wyprawy, zjazdy, pikniki, warsztaty, hoho). z tym, że my - świadome potrzeby kontaktu i wymiany myśli kobiety - mamy szczęście.
-
2008/09/17 09:55:37
kobietawkryzysie: "Ja też mam często wrażenie, że ceną za emancypację jest utrata kobiecości (a więc nie jest to prawdziwa emancypacja, która powinna polegać na przywróceniu kobiecości jej wartości, tyle że bez sztywnego podziału ról)."

Kobietowkryzysie, naprawde nie mozna wypowiadac takich opinii bez powiedzenia, jak rozumiesz kobiecosc. W przeciwnym razie z tego zdania klania sie nam zakapiorska polska prawica plus weszpolacy i Radio Ma Ryja na dokladke, a watpie zebys sie czula dobrze w tym towarzystwie.
" W takich społeczeństwach możesz być szczęśliwy,"
Sorry za czepianie sie koncowek, ale przeciez mowisz o kobietach i zwracasz sie do kobiety? Wiec dlaczego "szczesliwy"??? Kobietowkryzysie, chyba nie chciales byc gramatycznie nieprecyzyjny?
A tekst tez mi sie podoba, dzieki!
-
Gość: madrugada vel listyzpodrozy, 83.229.25.*
2008/09/17 10:53:51
no, właśnie - czym jest kobiecość (tyle kobiecości, ile kobiet?). i chyba kobietawkryzysie daleka jest jednak od prawicowych oszołomów...
-
2008/09/17 12:22:21
Byłam na takim warsztacie: www.czerwonynamiot.pl/ ,do którego inspiracją była książka: www.iik.pl/recenzje.php/244

To właśnie próba odtworzenia kobiecej wspólnoty.Ponoć dawniej kobiety miały taki "czerwony namiot",który pełnił funkcję łaźni z Twojej opowieści.Do tej tradycji warto powracać.

Ale tak się zastanawiałam,czy to nie jest więź wynikająca z pognębienia-kobiety mają przechlapane-więc trzymają się razem,jak my w czasach solidarnosciowej opozycji ?
-
2008/09/17 13:05:08
madrugado, oczywiscie ze wiem, ze kobieciewkryzysie jest daleko do prawicowych oszolomow, jasna sprawa. Dlatego prosze o uscislenie, zeby zdystansoac sie od oszolomstwa, dla ktorego kobiecosc to tradycyjna rola kobiet w patriarchacie plus makijaz i mini. kobieto, mam nadzieje, ze cie nie urazilam.
kasjo.pl: kto trzymal sie razem w czasach Solidarnosci, masz na mysli kobiety czy w ogole Polakow i Polki?
-
2008/09/17 13:17:28
Polaków i Polki:),ale to był tylko przykład
Myślę,że da się takich znaleść więcej-w instytucjach,w których są gnębieni pracownicy też się jednoczą albo przeciw temu gnębieniu albo w biernej agresji.
itp. itd.
Jedność to niezła wartość,ale czasem wynika ze zła
-
2008/09/18 11:36:14
Naprawdę nie lubię Radia Maryja:))) Faktycznie - nie mam zdefiniowanej kobiecości, ani męskości. Każdy powinien być sobą i otoczenie powinno go zaakceptować takiego, jaki jest. Powiedzmy, że dla mnie kobiecość, to jest coś specyficznego, wartościowego, czego nie mają mężczyźni (women power - coś, co było widoczne w tej łaźni)? Czy to znaczy, że jestem oszołomką?:) Miałam na myśli coś takiego - do "kobiecości" rozumianej tradycyjnie zalicza się urodę, macierzyństwo i emocje (powiedzmy) i to jest w społeczeństwie wartościowane negatywnie. Bo tak naprawdę tzw. prawica wcale nie ceni tych "tradycyjnych" kobiet, one po prostu mają znać swoje miejsce i godzić się z podrzędną rolą jaką zajmują w społeczeństwie, bo tak ma być i koniec - to jest "boski" porządek:) Panowie politycy np. często podkreślają, że są "prawdziwymi mężczyznami (w domyśle - baby się do polityki nie nadają!) A ja uważam urodę, macierzyństwo i emocje za ważne dla mnie i dla ludzkości (bo nie tylko dla kobiet) i chciałabym, żeby to było w społeczeństwie doceniane bardziej niż przemoc na przykład. Magdalena Środa (że się wesprę autorytetem:) napisała, że społeczeństwo bardziej ceni zabijanie niż rodzenie (choćby porównując wydatki z budżetu). Kobieta robiąca karierę musi zacząć wyglądać i myśleć jak mężczyzna (przeważnie). Czytałam, że pewien ceniony informatyk (chyba z UK) zmienił płeć i przełożeni natychmiast stwierdzili, że sobie nie radzi i zaproponowali mu stanowisko sekretarki?! Chciałabym być sobą i jako taka móc się w pełni realizować, a nie dopiero jak będę miała wąsy:)

Wierzę w kobiecą wspólnotę, nie tylko jako wspólnotę wykluczonych (chociaż coś w tym jest). Ja zawsze odczuwałam taką potrzebę - tego szukałam także tutaj.

W społeczeństwach "zamkniętych" każdy ma wyznaczoną rolę i to jest dobre (bo wiesz, co robić) dopóki nie okaże się, że chciałby robić coś innego i wtedy wspólnota go odrzuca, niestety.
-
2008/09/18 23:31:52
Z ta kobiecoscia to troche tak jak ze stanowiskiem feministek drugiej fali oraz Kosciola do pornografii: i jedne i drudzy sa przeciwko i mowia o tym, ze pornografia uprzedmiotawia kobiety, zreszta mezczyzn tez. Ale gdyby feministka miala przez 5 minut przemawiac na ten temat to w jej spiczu znalazlyby sie inne refleksje niz w spiczu kogos z Kosciola. Kobiecosc to jeden z batow ukreconych na "nieposluszne" kobiety, zawsze sie wtedy wola o zachowanie swojej kobiecosci, badzcie jej wierne, pamietajcie o niej, nie zapominajcie o swojej kobiecosci itepe. Kobiecosc ma range dziewictwa :-) Miecz obosieczny.
-
2008/09/19 08:12:14
Bo kobiecość to coś, co wypływa z mojego wnętrza - a jeśli nie to absolutnie nie ma racji bytu. To nie może być nic narzuconego z zewnątrz. Ale na pewno wychowanie mnie też jakoś ukształtowało. Chciałam powiedzieć coś takiego - nie chcę rezygnować ze swojej osobowości, potrzeb (nieważne czy kobiecych czy nie) nawet jeśli w zamian za to, mam otrzymać równe prawa z mężczyznami (chcę je otrzymać będąc sobą).
-
2008/09/19 11:59:51
Dziewictwo ma jakąś rangę?:) Mówiłyśmy o modelkach - modelki wyglądają jak ofiary Oświęcimia, podczas gdy modele raczej jak chłopcy po odstawieniu chipsów:) Są akceptowani, chociaż nie zadają gwałtu swoim organizmom (w tym wypadku głodzenie prawie na śmierć).
-
2008/09/19 13:54:10
a może siądziemy w tym Czerwonym Namiocie,wymienimy opowiesci(cywilizacja rodzi się z opowieści-dotychczas była tylko historia wojen,a nasze kobiece opowiesci?) i zrozumiemy co to kobiecość pijąc razem jaśminową herbatę?
-
2008/09/19 20:36:31
Ciekawa dyskusja. Mam wrażenie, że, z grubsza biorąc, scięły się poglądy feminizmu różnicy (kobietawkryzysie) z feminizmem "radykalnego egalitaryzmu" (komentatorkabloga). To tylko pokazuje, jak różnorodny jest feminizm - i w tym, moim zdaniem, jego siła. :)

Kobietawkryzysie oczywiście nie jest oszołomką, ale... romantyczką? ;) I to Twój wybór, i to jest ładne. Bo poza wszystkim kobiecość to jest konstrukcja i kontekst kulturowy i społeczny wpływa na tę konstrukcję. I indywidualny wybór. Gdybyśmy wszyscy myśleli tak samo, to byłby totalitaryzm.

Piszecie o wspólnotowości. To piękna idea. Ale każda wspólnota opiera się na hierarchii, nawet wspólnota wyłącznie kobieca. To może być hierarchia osobowości, statusu, albo hierarchia tzw. wartości (albo koloru oczu). Wszystkie fale feminizmu pokazały, że wspólnoty kobiet to piękna utopia. Może można ją gdzieś, na chwilę wcielić w życie. Może się wydawać, że się ją gdzieś zobaczyło. Ale to tylko utopia. Co nie zmienia faktu, że to też idealna wartość.

A tak - na marginesie - czy ktoś zauważył, że feminizm jest rzeczownikiem płci męskiej? ;)

Ciepło,
-
2008/09/25 09:01:54
Kasjo - chciałabym!
Ala - romantyczka to prawie oszołomka:)))
-
Gość: , *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/11/05 19:54:39
Interesujący dla mnie temat. Czytałam książkę o życiu kobiet w Jemenie. Nie chciałabym być na ich miejscu. Kobieta w Jemenie jest całkowicie zdominowana przez mężczyznę, jest tylko po to, aby rodzić dzieci. Głową rodziny jest mężczyzna, przy czym ze zdaniem kobiet nikt się nie liczy. Może w mieście kobiety nie odczuwają tego aż tak, jak kobiety żyjące na wsiach. Ich kraj, ich kultura - dla nas- Europejek to coś, czego nie zniosłybyśmy. Jednak one żyją tak od pokoleń, wierzą w Koran - są muzułmankami i tak sobie myślę: może dlatego łatwiej im znieść takie życie. Pozdrawiam M.SZ.
-
2009/06/17 12:09:23
słyszałam że tamtejsze kobiety mają mocne, grube, piękne włosy
-
2014/03/18 22:39:56
Hammam to najlepszy sposób na oczyszczanie i nawilżanie skóry ciała. Ten zabieg stosuję sobie sama jeden raz w tygodniu od trzech tygodni podczas kąpieli w domu. Efekt jest oszałamiający. Moja skóra stała się jędrniejsza i gładsza, pozbyłam się krostek na plecach. O hammam przeczytałam w artykule w sklepie tajemnicemaroka.com. Kupiłam mydło savon noir i rękawicę kissa, których to cena nie jest zbyt wygórowana. I trafiłam w dziesiątkę, wszystkim, którzy mają problemy z wypryskami i suchą skórą polecam to mydło. Ponadto każdy balsam który stosuję po tym zabiegu lepiej się wchłania. Pozdrawiam Ewa